U mnie dziś podobne dylematy co u aeljot. Czytać książkę czy kończyć szydełkowego kotka dla Klary? Oto jest pytanie...
(A obiad może sam się ugotuje?)
miłego popołudnia :)
Nasza edukacja domowa, czyli: nauka, która sprawia frajdę, gry, zabawy i inne aktywności dla każdego dziecka: zdrowego i z autyzmem.
poniedziałek, 15 września 2014
wtorek, 15 lipca 2014
'I learn English' oraz 'The winner is..' :)
Ze wszystkich naszych zadań "szkolnych" i mniej szkolnych, najbardziej lubię zajęcia z angielskiego, które w naszym domu nazywamy 'English time'. Być może dlatego, że zupełnie niespodziewanie okazało się, że Mikołaj przyswaja nowy język w szaleńczym tempie i bez większych problemów. (Materiał klasy pierwszej opanował od października do kwietnia, a zaczął naukę kompletnie od zera!) Moim głównym celem gdy zaczynaliśmy w październiku było wzbudzenie pozytywnego stosunku do angielskiego, pokazanie, że nauka języka jest łatwa i przyjemna. Udało się! 'English time' jest zawsze na koniec wszystkich innych, mniej lubianych zadań. Dziś chciałam pokazać jedną z gier, którą przygotowałam dla chłopców - jak zawsze z tego co akurat było w domu :)
Dostaliśmy w spadku po jakimś dziecku, cały zestaw książeczek Scooby Doo, prawdziwy koszmar do czytania, ale chłopcom się podobają więc Mikołaj czyta sam, Dominik ogląda obrazki. Jednak na końcu każdej książeczki, znajdowały się obrazki z podpisami do nauki angielskiego. Trzeba było skorzystać. Obrazki wycięte, zalaminowane i znów wycięte trafiły do koszyka.
Na szybko powstała plansza do gry - kto stanie na zielonym polu, może wylosować obrazek, nazywamy go po angielsku i kładzie na swoim pasku. Wygrywa ten, kto ma najwięcej obrazków na końcu. Celowo nie wprowadzałam zasady "jeśli nazwiesz obrazek poprawnie, możesz go wziąć" bo chłopcy są na to jeszcze za mali. Ćwiczymy sobie różne konstrukcje językowe: "What's this? It's a..."; "What do you have? I have a..."; "my turn/your turn/roll a dice" etc.
Paski powstały z zalaminowanych, przeciętych wzdłuż na pół kolorowych kartek, sklejonych potem taśmą. Dzięki temu możemy je rozkładać gdy obrazki przestają się mieścić. I używamy kostki na której są maksymalnie trzy oczka - wolniej idziemy i więcej okazji do zdobycia obrazka. No i niezaprzeczalną atrakcją są obrazki ze Scooby Doo albo innymi bohaterami.
A teraz obiecany wynik zabawy, do której Was zaprosiliśmy. Dziękuję linum, MAMAtyce i Ja Sheili za pomysły na zabawy z językiem angielskim. Wszystkie wypróbujemy! A ponieważ nie jestem w stanie wybrać, lepszej odpowiedzi, zrobiłam losowanie, w wyniku którego książeczkę wyślemy do:
Gratulujemy i prosimy o kontakt mailowy!
P.S. I specjalne podziękowania dla Buby, która poza konkursem podzieliła się ze mną rozmaitymi linkami dla małych anglistów. Pozdrawiam :)
Dostaliśmy w spadku po jakimś dziecku, cały zestaw książeczek Scooby Doo, prawdziwy koszmar do czytania, ale chłopcom się podobają więc Mikołaj czyta sam, Dominik ogląda obrazki. Jednak na końcu każdej książeczki, znajdowały się obrazki z podpisami do nauki angielskiego. Trzeba było skorzystać. Obrazki wycięte, zalaminowane i znów wycięte trafiły do koszyka.
Na szybko powstała plansza do gry - kto stanie na zielonym polu, może wylosować obrazek, nazywamy go po angielsku i kładzie na swoim pasku. Wygrywa ten, kto ma najwięcej obrazków na końcu. Celowo nie wprowadzałam zasady "jeśli nazwiesz obrazek poprawnie, możesz go wziąć" bo chłopcy są na to jeszcze za mali. Ćwiczymy sobie różne konstrukcje językowe: "What's this? It's a..."; "What do you have? I have a..."; "my turn/your turn/roll a dice" etc.
Paski powstały z zalaminowanych, przeciętych wzdłuż na pół kolorowych kartek, sklejonych potem taśmą. Dzięki temu możemy je rozkładać gdy obrazki przestają się mieścić. I używamy kostki na której są maksymalnie trzy oczka - wolniej idziemy i więcej okazji do zdobycia obrazka. No i niezaprzeczalną atrakcją są obrazki ze Scooby Doo albo innymi bohaterami.
A teraz obiecany wynik zabawy, do której Was zaprosiliśmy. Dziękuję linum, MAMAtyce i Ja Sheili za pomysły na zabawy z językiem angielskim. Wszystkie wypróbujemy! A ponieważ nie jestem w stanie wybrać, lepszej odpowiedzi, zrobiłam losowanie, w wyniku którego książeczkę wyślemy do:
Ja Sheili.
P.S. I specjalne podziękowania dla Buby, która poza konkursem podzieliła się ze mną rozmaitymi linkami dla małych anglistów. Pozdrawiam :)
wtorek, 24 czerwca 2014
Od nas, dla Was, czyli małe Candy na wakacje :)
Tik, tak, tik, tak... Czas płynie, czerwiec zbliża się ku końcowi. Czujecie już powiew wakacji? Lato to wspaniały czas, cały rok na nie czekamy. Nie lubię jednak, gdy mija na totalnym nicnierobieniu - to jak niewykorzystana szansa na coś ciekawego. My, przez całe lato uczymy się angielskiego. Nie jest to żadna kara: i ja, i Mikołaj uwielbiamy angielski a Dominik dosyć lubi i nie narzeka :) No bo jak tu narzekać, jeśli nauka polega na przytuleniu się do mamy na tarasie i słuchaniu jak czyta książkę po angielsku? Potem można się pobawić, pobiegać po łące nazywając angielskimi słówkami świat dookoła i pośmiać się w czasie gry w kalambury (ćwiczymy angielskie czasowniki). Nie brzmi jak nauka, prawda? Dla tych, którzy mają ochotę na wakacyjne zabawy po angielsku, mamy niespodziankę.
Oto książka "The Tiger Who Came to Tea" Judith Kerr, która szuka nowego domu. To krótka, zabawna historia - idealna na wakacyjną lekturę. Moim chłopcom bardzo się podobała. Ktoś chciałby aby zamieszkała u niego? Jeśli tak, zapraszam do zabawy:
Zasady zabawy:
1. Zostaw komentarz pod tym postem, w którym zaproponuj grę/zabawę/pomysł/wierszyk - cokolwiek, co można wykorzystać do nauki angielskiego.
2. Jeżeli posiadasz blog, wklej u siebie powyższy banerek (z linkiem odsyłającym do tego posta)
3. Jeżeli nie piszesz bloga, wciąż możesz wziąć udział w zabawie - pamiętaj tylko o punkcie pierwszym :)
4. Zabawa trwa do 14 lipca, do godziny 24:00, ogłoszenie wyników będzie 15 lipca, po czym niezwłocznie wyślę książeczkę. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie, jak najbardziej subiektywnie.
P.S. Zastrzegam sobie prawo do zmian w zasadach :)
Zapraszam serdecznie!
magda(c)
Oto książka "The Tiger Who Came to Tea" Judith Kerr, która szuka nowego domu. To krótka, zabawna historia - idealna na wakacyjną lekturę. Moim chłopcom bardzo się podobała. Ktoś chciałby aby zamieszkała u niego? Jeśli tak, zapraszam do zabawy:
Zasady zabawy:
1. Zostaw komentarz pod tym postem, w którym zaproponuj grę/zabawę/pomysł/wierszyk - cokolwiek, co można wykorzystać do nauki angielskiego.
2. Jeżeli posiadasz blog, wklej u siebie powyższy banerek (z linkiem odsyłającym do tego posta)
3. Jeżeli nie piszesz bloga, wciąż możesz wziąć udział w zabawie - pamiętaj tylko o punkcie pierwszym :)
4. Zabawa trwa do 14 lipca, do godziny 24:00, ogłoszenie wyników będzie 15 lipca, po czym niezwłocznie wyślę książeczkę. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie, jak najbardziej subiektywnie.
P.S. Zastrzegam sobie prawo do zmian w zasadach :)
Zapraszam serdecznie!
magda(c)
piątek, 13 czerwca 2014
Pomiędzy...
Czerwiec wypadł nam jakoś pomiędzy. Po całomiesięcznym leniuchowaniu w maju (Mikołaj zdał egzaminy kończące pierwszą klasę pod koniec kwietnia), wypoczęci, nasyceni słońcem i zabawą na świeżym powietrzu wróciliśmy do naszych zajęć. Ale żeby nie było, że taka podła matka jestem co męczy dzieci niekończącą się nauką, śpieszę donieść, że pracujemy niewiele. W sam raz tyle ile nam potrzeba. Każdego dnia trochę matematyki i angielskiego oraz wspólne czytanie książek (tzn. mama czyta, chłopcy słuchają) a potem aż do wieczora: brudźcie się dzieci ile wlezie. Wszak jest prawdą ogólnie znaną, że dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. Patrząc codziennie wieczorem na moją trójkę, mogę stwierdzić tylko jedno: to naprawdę szczęśliwa trójka :)
Wczoraj rano usłyszałam rozmowę moich synów:
Mikołaj: "Hura! Wczoraj nie było zajęć."
Dominik: "Były! Był sklep!"
Mikołaj: "Nie było! Sklep to była zabawa a nie zajęcia."
Dominik: "To były zajęcia!"
Mikołaj: "Nieprawda! Zabawa!"
Dominik: "Nauka!"
Mikołaj: "Ale mama mówiła, że nauka może być zabawą."
Korzystam z tego, że mamy więcej czasu żeby nasza nauka, naprawdę była zabawą. Nie musimy się spieszyć z materiałem, egzaminy dopiero za rok. Ze wszystkim zdążymy.
Znalazłam fajny pomysł na zrobienie łóżka dla ludzików lego, ale ponieważ nie chciałammarnować zużywać tuszu w drukarce, zaproponowałam chłopcom oklejenie pudełek po zapałkach folią samoprzylepną. Na wierzch naklejali kółeczka wydziurkowane zwykłym dziurkaczem. Trochę filcu jako pościel i gotowe. Mikołaj nawet zrobił misia-przytulankę dla swojego ludzika.
I tak korzystamy z dobrodziejstw edukacji domowych, uczymy się/bawimy i cieszymy wiosną przechodzącą w lato. I być może uda mi się pokazać na blogu co robimy w tym czerwcowym "pomiędzy". Pomiędzy wakacjami a wakacjami :)
| domowe farby do malowania palcami |
Wczoraj rano usłyszałam rozmowę moich synów:
Mikołaj: "Hura! Wczoraj nie było zajęć."
Dominik: "Były! Był sklep!"
Mikołaj: "Nie było! Sklep to była zabawa a nie zajęcia."
Dominik: "To były zajęcia!"
Mikołaj: "Nieprawda! Zabawa!"
Dominik: "Nauka!"
Mikołaj: "Ale mama mówiła, że nauka może być zabawą."
| ćwiczymy dodawanie, odejmowanie, wydawanie reszty i decydowanie na co starczy nam pieniędzy a z czego zrezygnować |
Korzystam z tego, że mamy więcej czasu żeby nasza nauka, naprawdę była zabawą. Nie musimy się spieszyć z materiałem, egzaminy dopiero za rok. Ze wszystkim zdążymy.
Znalazłam fajny pomysł na zrobienie łóżka dla ludzików lego, ale ponieważ nie chciałam
I tak korzystamy z dobrodziejstw edukacji domowych, uczymy się/bawimy i cieszymy wiosną przechodzącą w lato. I być może uda mi się pokazać na blogu co robimy w tym czerwcowym "pomiędzy". Pomiędzy wakacjami a wakacjami :)
czwartek, 27 marca 2014
Chin z Findii, czyli geografia dla kibica skoków narciarskich
Wiem, wiem. Sezon się skończył, Kamil Stoch zdobył kryształową kulę, która potwierdziła, że jest obecnie "najlepszym skoczkiem świata", zawodnicy i trenerzy udali się na zasłużony odpoczynek a my możemy nie myśleć o skokach przynajmniej do letnich zawodów na igelicie. Yhy... Tylko wytłumaczcie to sześciolatkowi, który zapałał do skoków miłością bezwzględną! No, niestety nie da się. Każdego ranka budzą mnie okrzyki, które pozwalają mi mniemać, że nawet jeśli z braku skoczni w pobliżu, syn mój nie zostanie skoczkiem, to na pewno może zrobić karierę jako komentator sportowy :)
Ingerować w jego życiowe wybory nie będę, ścieżek przed nim prostować też, ale gdy pewnego poranka (a raczej w środku nocy - w końcu to 6:55 była!) usłyszałam, że teraz będzie skakał Chin z Findii, uznałam że czas podszkolić dziecię z geografii. Tak, na wszelki wypadek :)
Najpierw wydrukowałam mapę (na STRONĘ Z MAPAMI trafiłam dzięki TEMU WPISOWI Lasche)
Chłopcy sami układali, potem kolorowali a ja pomogłam im posklejać. Potem moi mali kibice wymieniali nazwy krajów, z których pochodzą jacyś skoczkowie. Ja pokazywałam to państwo na zwykłej mapie Europy, Dominik odszukiwał na naszej konturowej i kolorował. Mikołaj pisał (kaligrafował) nazwę państwa i naklejał. Korzystaliśmy przy tym z książki Mizielińskich "Mapy", szkoda tylko, że niektórych państw tam nie było.
Potem dopasowywaliśmy flagi do poszczególnych krajów, przy okazji omówiliśmy wszystkich sąsiadów Polski. Mikołaj wyszukiwał na mapie i odczytywał nazwy stolic.
Muszę powiedzieć, że to była świetna okazja do zapoznania dzieci z mapą Europy. Chłopcy potrafią teraz wskazać i nazwać sporo państw a Dominik rozpoznaje większość flag. Mikołaj miał zakamuflowane ćwiczenia kaligrafii. Ale to była tylko moja mała "wtrątka" do wszystkich aktywności związanych ze skokami w naszym domu, które moi synowie organizują sobie sami.
Dominik codziennie przygotowuje listę skoczków, której integralną częścią są rysunki flag! Od rana do wieczora bawi się w skoki - albo sam wciela się w zawodników, albo w tej roli występują autka. Powstają coraz to nowe modele nart, kasków, gogli, koszulek lidera i medali. Nieskończona liczba rysunków, książeczek i kukiełek skoczków. Mikołaj zrobił model skoczni z Kamilem Stochem w locie.
Na spacerach, trzeba trenować skoki. Najlepiej włączyć do zabawy tatę, dziadziusia, wujków i wszystkich chętnych. Babcię zatrudnić do machania chorągiewką. Siostrę usadzić w łóżeczku jako publiczność. Po prostu szaleństwo!
Ingerować w jego życiowe wybory nie będę, ścieżek przed nim prostować też, ale gdy pewnego poranka (a raczej w środku nocy - w końcu to 6:55 była!) usłyszałam, że teraz będzie skakał Chin z Findii, uznałam że czas podszkolić dziecię z geografii. Tak, na wszelki wypadek :)
| Kamil Stoch, po zdobyciu złota olimpijskiego |
Najpierw wydrukowałam mapę (na STRONĘ Z MAPAMI trafiłam dzięki TEMU WPISOWI Lasche)
Chłopcy sami układali, potem kolorowali a ja pomogłam im posklejać. Potem moi mali kibice wymieniali nazwy krajów, z których pochodzą jacyś skoczkowie. Ja pokazywałam to państwo na zwykłej mapie Europy, Dominik odszukiwał na naszej konturowej i kolorował. Mikołaj pisał (kaligrafował) nazwę państwa i naklejał. Korzystaliśmy przy tym z książki Mizielińskich "Mapy", szkoda tylko, że niektórych państw tam nie było.
| układamy mapę... |
| ...kolorujemy i podpisujemy |
Potem dopasowywaliśmy flagi do poszczególnych krajów, przy okazji omówiliśmy wszystkich sąsiadów Polski. Mikołaj wyszukiwał na mapie i odczytywał nazwy stolic.
Muszę powiedzieć, że to była świetna okazja do zapoznania dzieci z mapą Europy. Chłopcy potrafią teraz wskazać i nazwać sporo państw a Dominik rozpoznaje większość flag. Mikołaj miał zakamuflowane ćwiczenia kaligrafii. Ale to była tylko moja mała "wtrątka" do wszystkich aktywności związanych ze skokami w naszym domu, które moi synowie organizują sobie sami.
| telemark! |
| jedna z pierwszych list skoczków |
| radosna twórczość Mikołaja |
Dominik codziennie przygotowuje listę skoczków, której integralną częścią są rysunki flag! Od rana do wieczora bawi się w skoki - albo sam wciela się w zawodników, albo w tej roli występują autka. Powstają coraz to nowe modele nart, kasków, gogli, koszulek lidera i medali. Nieskończona liczba rysunków, książeczek i kukiełek skoczków. Mikołaj zrobił model skoczni z Kamilem Stochem w locie.
Na spacerach, trzeba trenować skoki. Najlepiej włączyć do zabawy tatę, dziadziusia, wujków i wszystkich chętnych. Babcię zatrudnić do machania chorągiewką. Siostrę usadzić w łóżeczku jako publiczność. Po prostu szaleństwo!
niedziela, 16 marca 2014
Do 15-go każdego miesiąca - marzec
Spóźniona o ponad trzy miesiące, dołączam dziś do zabawy Asimi Do 15-go każdego miesiąca.
Piętnastego marca rano, zastałam mojego syna w szale twórczym. Wystrojony w tygrysiasty szlafrok, pracowicie coś rysował, wycinał, naklejał.
To po prostu scena, którą chcę zapamiętać.
Piętnastego marca rano, zastałam mojego syna w szale twórczym. Wystrojony w tygrysiasty szlafrok, pracowicie coś rysował, wycinał, naklejał.
To po prostu scena, którą chcę zapamiętać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)