Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Lipiec w mieście

Tak się złożyło, że dwa ostatnie tygodnie lipca spędziliśmy w mieście. Tęskniąc za wodą, lasem, plażą i tym wszystkim z czym związane są "prawdziwe" wakacje, szukamy dostępnych nam atrakcji. Odwiedzamy muzea i biblioteki, zwiedzamy miasto, robimy pikniki w parku, korzystamy z placów zabaw. Ale spędzamy też dużo czasu w domu. Mikołaj zażądał urlopu od nauki a ponieważ mnie też ogarnęło wakacyjne lenistwo, ochoczo się zgodziłam. Niemniej jednak nie da się leżeć i nic nie robić. Przynajmniej, mając w domu dwóch żywiołowych chłopców ;-)

Zrobiliśmy całą serię eksperymentów, badając gęstość różnych cieczy. Oglądaliśmy ten filmik i robiliśmy te eksperymenty samodzielnie. Sprawdzaliśmy czy temperatura zmienia gęstość wody, jaki wpływ na tę właściwość ma sól (popularny eksperyment z jajkiem w wodzie słodkiej i słonej). Fantastyczna zabawa dla naszej trójki i mnóstwo nauki dla każdego z nas. Zwłaszcza dla mnie ;-)

ciecze o różnej gęstości

ocean w butelce czyli woda i olej

woda gorąca i zimna (efektownie wygląda w trakcie)

Bawimy się w różne zabawy z mojego dzieciństwa. Nauczyłam chłopców zabawy "Cisza na morzu, bałwan śpi..." i w Pomidora. Obie stały się hitem w naszym domu. Poza tym nazbieraliśmy jarzębiny i nawlekaliśmy korale - przez kilka dni z rzędu! Bardzo im się spodobało ;-)

przed pracą...

...i w trakcie nawlekania

Zrobiliśmy samoloty, które podpatrzyłam tutaj:

samolot - dwupłatowiec

a następnego dnia Mikołaj swój samolot przerobił na myśliwiec z Gwiezdnych Wojen:

R2D2 w myśliwcu

Obserwowaliśmy, znalezione martwe owady:

co to za owad?

Zachęceni tym wpisem dmuchaliśmy pianę. Z mydła nam się nie udało, dopiero płyn do naczyń zdał egzamin ;-)
chwila wspólnej radości

Gotujemy i pieczemy. Dużo. Wciągam chłopców do pomocy, kiedy tylko mogę, np. Mikołaj obcinał końcówki fasolki szparagowej do zupy. Zadanie bardzo mu się podobało, dumny był, że używał prawdziwego noża, ale i tak zupy z fasolką jeść nie chciał. No chyba, że w wersji zupa-krem. Czyli tak jak zjada większość zup ;-)

"używam prawdziwego noża!"

Dodajcie do tego niekończące się chwile spędzone podczas rysowania lub robienia papierowych mieczy świetlnych (codziennie powstają nowe!), typowe zabawy-walki między braćmi oraz długie godziny wspólnego czytania książek (teraz czytamy m.in. "Pojedynek' A. Maleszki) i łatwo się okaże, że mamy zajęte całe dnie. I dobrze. W końcu "coś" trzeba robić ;-)

sobota, 22 września 2012

Wspomnienia z wakacji

Jesień właśnie się zaczęła, ale ponieważ lato wciąż żywe w naszej pamięci - zapraszam więc do wspomnień z wakacji ;-)
plaża nad jeziorem?
 W pierwszym tygodniu września naszym tematem wiodącym były wspomnienia z wakacji. Ponieważ część wyjazdu rodzinnego spędziliśmy w uroczym zakątku Polski, chciałam przypomnieć chłopcom gdzie byliśmy i co ciekawego widzieliśmy. A widzieliśmy piękne jeziora, bagna i torfowiska, płynęliśmy spływem kajakowym po Bugu, obserwowaliśmy bociany, jaskółki brzegówki, zimorodki i czaple, szukaliśmy żółwi błotnych.... sporo tego było. Nie zabrakło też wycieczek rowerowych i długich godzin chlapania się w jeziorze. Powyjmowałam więc zdjęcia, pocztówki i mapy, które przywieźliśmy z naszych wojaży i wspominaliśmy, trenując umiejętności językowe chłopców oraz posługiwanie się mapą. Czytaliśmy książeczkę o zwierzętach żyjących na mokradłach. Wspaniały, wspólnie spędzony czas, który pozwolił nam na łagodne przejście z rytmu wakacyjnego w "szkolny". A dla zabawy, wymyśliłam że zrobimy sobie plażę nad jeziorem. Na kawałku styropianu, namalowaliśmy jezioro, piasek i trawę. Chłopcy świetnie ze sobą współpracowali - mój uśmiech rósł z każdą chwilą.

pracujemy nad wspólnym dziełem
Po wyschnięciu farby, wystarczyło wbić kilka parasolek, rozłożyć leżaki z pozaginanej tekturki i wybrać, które zabaweczki z kinder niespodzianek wybiorą się na plażę. I znowu chwila ciszy i spokoju dla mamy ;-)

jak przyjemnie ;-)
Przez moment było mi prawie tak błogo jak tym małpkom ;-)


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Domowe przedszkole Dominika - maj

Dominik ma cztery lata

Minął maj. Hura! To bardzo piękny, ale w tym roku wyjątkowo męczący dla mnie miesiąc. W naszym domowym przedszkolu trochę się działo, niestety jakoś trudno wydobyć mi to wszystko z otchłani pamięci. Dlatego pokazuję tylko to co udało mi się sfotografować i wgrać do komputera.
Moją największą radością w tym miesiącu była niespodziewana eksplozja zabaw z różową wieżą i brązowymi schodami. Pomijając początkowe zainteresowanie gdy kupiliśmy ten materiał, nigdy Dominik nie pracował z nim tak chętnie jak ostatnio. Zaczęło się od spontanicznych, samodzielnie tworzonych konstrukcji, które obserwowałam (i fotografowałam) w milczeniu.

"mamo, spójrz co zrobiłem ;-)"

"taa daam!"
Gdy wydawało się, że Dominik stracił już zainteresowanie dalszą pracą spytałam czy mogę coś zbudować. Ochoczo się zgodził, po czym gdy zobaczył co robię nie pozwolił mi skończyć wołając: "ja Ci pomogę!"

wspólna praca
I od tego się zaczęło. Tworzyliśmy rozmaite konstrukcje, po raz pierwszy mój synek zgadzał się na propozycje, które jakiś czas temu wydrukowałam dla niego.Budował wg wzoru - to była niesamowita przyjemność patrzeć jak próbował wykombinować właściwy sposób, gdy widział, że coś mu nie pasuje. Siedziałam, obserwowałam i uśmiechałam się sama do siebie.

jedna z konstrukcji Dominika
A potem zaskoczył mnie po raz kolejny! Przypomniał sobie, konstrukcję, którą budowaliśmy dawno temu, ale teraz budował sam i po raz pierwszy w trakcie samodzielnej pracy ze schodami, zwracał uwagę na grubość klocków. Do tej pory było mu to obojętne (wystarczy zerknąć na dwa pierwsze zdjęcia - nie widać tam żadnego porządku). Normalnie nie mogłam przestać się uśmiechać ;-)

"ja sam potrafię!"

Dominik jest teraz w wieku niezwykłej wrażliwości na przyrodę. Interesują go wszystkie ptaki jakie zobaczymy, robaczki, które spotkamy i każdy listek rosnący po drodze. Ponieważ od początku podstawówki szłam przez szkołę z opinią humanistki, nigdy nie pomyślałam że biologia może mnie zainteresować i uczyłam się jej aby zaliczyć klasówkę i zapomnieć. Teraz muszę nadrabiać i szybko dokształcać się w naukach przyrodniczych. I wiecie co? - strasznie to wszystko ciekawe! W ramach obserwacji i rozpoznawania drzew, zajmowaliśmy się między innymi kwiatami kasztanowca. Zrywaliśmy, obserwowaliśmy (przysięgam, pierwszy raz w życiu trzymałam w ręku kwiat kasztanowca) i malowaliśmy (tzn. chłopcy malowali). Narysowałam pisakiem łodyżki a oni palcami odbijali kwiatuszki a następnie patyczkami do uszu moczonymi w farbie różowe i żółte środki.


malowanie z natury ;-)

Moim zupełnie nieobiektywnym zdaniem wyszło super! Te prace mnie cieszą szczególnie, bo sama je wymyśliłam ;-) Za zdjęciu: praca u góry Mikołaja a u dołu Dominika.

kwiat kasztanowca na żywo i namalowany
 Bawimy się też z naszą mapą świata. Żeby urozmaicić Dominikowi przyswajanie nazw kontynentów, zrobiliśmy łódeczki ze skorupek po orzechach i pływaliśmy w podróż. Np. ja mówiłam gdzie płynie łódka a Dominik pokazywał trasę lub odwrotnie. Ważne było dla mnie wielokrotne powtarzanie nazw.

w drodze do Ameryki Północnej
Łódki zostały potem zabawką numer jeden na całe dwa dni - dopóki nie zostały zupełnie zniszczone, przez dwóch żywiołowych chłopców. Niesamowite ile mieli z nimi zajęcia - godziny zabaw a przygotowanie łódeczek zajęło nam kilka minut.

A kiedy ja zajęta jestem w kuchni, Dominik spędza czas ze mną. Rysuje, wycina, nakleja lub bawi się. Na przykład taką "tacą sensoryczną". Na plastikową tacę wsypałam trochę barwionego ryżu, dołożyłam łyżeczki, Dominik przyniósł dinozaura, plastikowe jajo i autka, i zabawa na całego. Zajęcie na min. pół godziny.


Trochę czytamy sylaby, ćwiczymy słuch fonemowy, nadal pracujemy nad rymami i dużo czasu spędzamy na zewnątrz. Obaj chłopcy nauczyli się jeździć na rowerach na dwóch kółkach, więc jak mówi Dominik: "śmigamy teraz szybko a Tata za nami biega" ;-)
I czekamy na wakacje ;-)

poniedziałek, 28 maja 2012

Album przyrody

W ostatni piątek, Mikołaj wyjechał na wycieczkę z przedszkola, w związku z tym mieliśmy z Dominikiem sporo wolnego czasu. Wykorzystaliśmy go na wspólną wycieczkę do parku. Była jazda na rowerku, plac zabaw, piaskownica. Korzystając z okazji, że byliśmy tylko we dwoje (takie spacery są zawsze cichsze i spokojniejsze) zabrałam z nami czyste zeszyty i kredki.
Prowadzenie dziennika przyrody podobało mi się od dawna, niestety przy słabych umiejętnościach manualnych moich chłopców propozycja rysowania była zupełnie nie na miejscu. Postanowiłam więc, wykorzystać odbijanie liści przy pomocy kredek świecowych (pisałam o tej technice tutaj). Pomysł znany, prosty i efektowny. Jako że Dominik jest w fazie wrażliwości na przyrodę, która nas otacza, pomysł bardzo mu się spodobał. Spędziliśmy wspaniałe chwile znajdując nowe roślinki do odbijania, wybierając kolory kredek, rozmawiając. A po powrocie do domu, synek mógł z dumą pokazać tacie, co dziś właściwie robił w parku.

liść klonu w albumie Dominika

Zeszyt kupiłam szesnastokartkowy, bo nie byłam pewna na ile to zajęcie przypadnie Dominikowi do gustu. Album prawie pełen, więc będziemy musieli kupować nowy ;-)


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pojemnik sensoryczny - ptaki

Udało mi się, reanimować nasz ptasi pojemnik sensoryczny, którym chłopcy bawili się w marcu. Wczesną wiosną poznawaliśmy trochę naszych skrzydlatych przyjaciół, ale niestety nie miałam czasu napisać o naszych zabawach. Jedną z nich był oczywiści ptasi pojemnik sensoryczny. Na zdjęciu nie wygląda tak ładnie jak wtedy gdy przygotowałam go po raz pierwszy, no ale w trakcie zabawy też różnie bywało. Ważne, że chłopcom się podobało ;-)

ptasi pojemnik
Co jest w środku:
  • ziarna kukurydzy
  • wiklinowy koszyczek wypełniony kolorowymi piórkami + plastikowe jajko
  • dwa ciężkie, kamienne jajka
  • suszone, farbowane listki (granatowe)
  • liść z filcu i kwiatek
  • dwa ptaszki (kupione w kwiaciarni) siedzące w gniazdkach z rolek po papierze toaletowym i rafii
  • drewniana łopatka
Niby nic a jednak coś. Czasem wystarczy przejść po domu, włożyć do pojemnika to co się znajdzie i wystarczy. Więcej radości niż z drogich "edukacyjnych" zabawek. Pojemniki sensoryczne są wspaniałe!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Domowe przedszkole Dominika - szczątki marca

Minął marzec. Dłuuugi miesiąc, w którym wiele się wydarzyło... I z którego mamy tylko kilka zdjęć, bo niestety mój aparat fotograficzny odmówił posłuszeństwa, czyli po prostu: wziął i się zepsuł ;-( Przez pewien czas fotografowałam aparatem z komórki, ale okazuje się, że brakuje mi jakiegoś kabelka, który jest absolutnie niezbędny, żeby przegrać te zdjęcia do komputera, więc pokażę co mamy, licząc że wkrótce znów będę mogła dokumentować nasze poczynania.
Marzec był to dla nas czas porządków i ogrodnictwa. Chłopcy raz za razem siali rzeżuchę, z wielkim entuzjazmem podlewając, patrząc jak rośnie i... jak mama ją zjada! Gdy proponowałam, żeby się poczęstowali - nagle stawali się mięsożercami ;-).

siejemy rzeżuchę dla mamy

Na powitanie marca rozpoczęliśmy hodowlę fasoli. Szkoda, że nie mogę pokazać, jak nam wybujała, przez te niepełne dwa tygodnie. Radość jaką wzbudzał każdy nowy korzonek i listek - nieopisana!

fasola pierwszego dnia

Różne zadania ćwiczące małe rączki. Poniżej wyciskanie z wody małych gąbeczek - jedno z ulubionych zajęć Dominika.

wyciskanie wody

Bawiliśmy się pieczątkami z ziemniaków. Zawsze broniłam się, przed taką zabawą, myśląc, że takie pieczątki trudno się robi. Okazuje się, że to bardzo proste! Wystarczy mieć metalowe foremki do ciastek! Użyłam farb: czerwonej, żółtej i niebieskiej aby przypomnieć jak mieszają się barwy (uczyliśmy się o tym tutaj). Uwielbiam zachwyt dziecka, gdy samo coś odkryje - jak wtedy gdy Dominik zauważył, że powstał mu fioletowy kolor! A papier został wysuszony i schowany do pakowania prezentów.

pieczątki z ziemniaka

Ćwiczyliśmy też przybijanie. Tym razem wykałaczki wbijane w styropian (dla podniesienia trudności narysowałam markerem czarne kropki). To zadanie było dość dużym wyzwaniem dla Dominika, więc po chwili przecięłam mu wykałaczki na pół.

ćwiczymy przybijanie

Poza tym uczyliśmy się o ptakach, obserwując je w trakcie spacerów i przez okno. Na drzewie widzimy sroki, które budują sobie gniazdo i przeganiają inne ptaki jeśli tylko zbliżą się do nich. Dominik jest bardzo zainteresowany ptasimi tematami - wypatruje ptaków na dworze, dopytuje jak się nazywają. Muszę przyznać, że uczę się przy nim więcej niż przez wszystkie lata swojej edukacji! Mieliśmy też ptasi pojemnik sensoryczny, ale zdjęcia zostały w aparacie...
A poniżej zdjęcia prac, które chłopcy zrobili dla swojego wujka - miłośnika ptaków. Ptaki były kolorowane kredkami, wyklejane plasteliną, piórkami i złotkami po cukierkach.

ptasie prezenty dla wujka na urodziny

Poza tym rozpoczęliśmy intensywne ćwiczenia słuchowe i językowe, Dominik robi postępy w liczeniu (ale nadal nie widać specjalnej miłości do cyfr) i poznaje kontynenty z naszą domową mapą świata. Gdy odzyskam aparat - pokażę zdjęcia, bo te które miałam...
Miłego i ciepłego kwietnia ;-)

Wczesna Edukacja Antka i Kuby

czwartek, 1 marca 2012

Domowe przedszkole Dominika - luty

Minął luty. W naszym domowym przedszkolu, ten miesiąc był króciutki. Pracowaliśmy sporo z gotowymi zabawkami i układankami, graliśmy w gry i poznawaliśmy świat poza naszym miejscem zamieszkania. W domu wciąż gotowaliśmy i piekliśmy a w wolnych chwilach:
świętowaliśmy powrót różowej wieży i brązowych schodów ;-) Ku mojej wielkiej radości, Dominik znów pracuje z tymi materiałami. Odmawia wszelkiej pomocy z mojej strony i sam wymyśla co zbudować.

sam wymyślam konstrukcje
kombinuję, kombinuję...
a może wiatrak?

W zajęciach językowych: czytamy powoli sylaby (ale o tym będzie osobno), pracujemy też nad narracją. Układamy historyjki obrazkowe, które Dominik opowiada albo sami wymyślamy niestworzone historie. Wymyślanie, historii przeróżnych to ostatnio jedno z ulubionych zajęć mojego synka. Czego ja się od niego nie dowiedziałam ;-)

W matematyce nie ruszyliśmy do przodu. Dominik nie jest zbytnio zainteresowany liczeniem, tzn. robi proponowane zadania, ale szału nie ma ;-)

Założyliśmy też hodowlę kryształków. Mieliśmy wyhodować kryształki soli i cukru, ale efekt końcowy nie był tak jak marzyłam ;-( Chłopcy byli jednak bardzo zainteresowani i z uwagą sprawdzali postępy. Teraz założyliśmy nową hodowlę - z pewnymi modyfikacjami. Jak uda nam się coś wyhodować, na pewno się pochwalimy ;-)
gdzie te kryształki?

Sporo miejsca poświęciliśmy na zabawy ze szczypcami. Na zdjęciu poniżej jedno z moich ulubionych zadań: sortowanie pomponików szczypcami.

kolorowo ;-)

Poza tym, dużo ruchu na świeżym powietrzu i niekończące się doświadczanie zimy. Na każdym spacerze, zdejmowaliśmy rękawiczki, żeby dotknąć śniegu i poczuć jaki on jest. Udało nam się zaobserwować, jak w przeciągu kilku dni, śnieg zmieniał się z suchego i sypkiego w mokre, zmrożone drobinki. Wspaniała okazja do stymulacji sensorycznej oraz ćwiczeń językowych!
A w marcu - czekamy na wiosnę ;-)

piątek, 20 stycznia 2012

Poznajemy świat w stylu Montessori

Jednym z obszarów edukacyjnych w metodzie montessori jest edukacja kosmiczna. W obszarze tym mieści się wiele treści naukowo - przyrodniczo - kulturowych, w tym nauka geografii. Wśród montessoriańskich materiałów, znajdują się: globus szorstki (lądy są z papieru ściernego, reszta pomalowana gładko na niebiesko) oraz globus kultury (każdy kontynent pomalowany na odpowiedni kolor). Ponieważ Mikołaj myśli obrazami i błyskawicznie uczy się rzeczy, które zobaczy, bardzo chciałam w ten sposób wprowadzić go w świat pojęć geograficznych. To co dla niego przygotowałam jest wynikiem mojego zachwytu nad metodą oraz ograniczonego budżetu, co razem sprowokowało mnie do twórczego podejścia do zagadnienia. Kupowanie tych globusów uznałam za przesadę ( ceny można sprawdzić np. tutaj) i postanowiłam spróbować czegoś innego.
Najpierw pokazałam chłopcom zwykły globus fizyczny i powiedziałam, że tak wygląda nasza planeta Ziemia, widziana z bardzo, bardzo daleka, z kosmosu. Potem zrobiliśmy plastelinową ziemię, którą przecięliśmy na pół i spłaszczyliśmy na kartce, żeby zobaczyć, w jaki sposób powstały mapy (tłumaczyłam, że ludziom niewygodnie było chodzić z całym globusem, żeby sprawdzić na nim drogę;-)). Potem pokazałam im zrobioną przeze mnie szorstką mapę. Kontynenty wycięłam z papieru ściernego, nakleiłam na gładką niebieską folię samoprzylepną i gotowe! Poznawaliśmy pojęcia "ląd" i "woda", bawiliśmy się nawet w zagadki dotykowe. Jedna osoba zamyka oczy a druga jej ręką dotyka fragmentu mapy i pyta: co to jest ląd czy woda?
szorstka mapa świata
Potem wyjęłam małe zwierzątka i chłopcy po kolei bawili się, dopasowując, które zwierzęta żyją w wodzie a które na lądzie. Przy okazji wyszły nam z tego niezamierzone ćwiczenia językowe;-)

zwierzęta morskie i lądowe

Uzupełnieniem tych zabaw, była prezentacja woda, ląd, powietrze, o której wiele można przeczytać na montessoriańskich blogach. Przygotowałam trzy słoiczki i porównując z naszą mapą wspólnie ustalaliśmy z czego składa się nasza planeta. Gdy chłopcy, prowokowani przez moje pytania, odkryli, że z lądu czyli ziemi, poprosiłam żeby wsypali ziemię do pierwszego słoiczka i nakleiliśmy naklejkę z podpisem. To samo zrobiliśmy z wodą a następnie wyjęłam figurkę ptaka, który "przefrunął" nad mapą. A gdzie porusza się ptak: w wodzie czy na lądzie? I już było wiadomo, że oprócz wody i lądu potrzebne jest powietrze. Następnym etapem były zabawy z dopasowywaniem zwierząt oraz pojazdów/środków transportu.

woda, ląd, powietrze - zwierzęta
Przy okazji zabaw z Dominikiem wyszła zabawna sytuacja. Zaczął liczyć zwierzątka i ustalać, których jest więcej. Zaproponowałam połączenie w pary zwierząt wodnych i lądowych, aby sprawdzić, których jest więcej. Wspólnie ustaliliśmy, że jest ich tyle samo. Po czym ścieśniłam lądowe w kupkę i spytałam: "których teraz jest więcej" a Dominik: "wodnych". Powtórzyłam to samo kilkakrotnie i za każdym razem odpowiadał, że więcej jest w tym miejscu, gdzie były po prostu bardziej rozsunięte i tworzyły dłuższy wężyk. Dziecięca logika jest niesamowita!

woda, ląd, powietrze - pojazdy
Wszystkich zainteresowanych wprowadzaniem dziecka w świat geografii w montessoriańskim stylu zapraszam po informacje i inspiracje: tutaj oraz tutaj.


Dodane 24 stycznia:
Kochani, spieszę z podkreśleniem, że zaprezentowana przeze mnie mapa NIE JEST materiałem montessoriańskim. Jak napisałam jest to mój pomysł na zastąpienie koszmarnie drogiego globusa i to co zaprezentowałam to nasza wersja poznawania świata W STYLU montessori (a nie do końca zgodne z metodą). Nie chciałabym nikogo wprowadzać w błąd.
z pozdrowieniami dla Wszystkich czytelników
magda(c)


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Pojemnik sensoryczny śniegowo - lodowy.

Długo czekaliśmy na tegoroczny śnieg. Oj długo. Niektórzy z radością, że tak się spóźnia (ja) inni zawiedzeni jego brakiem (Mikołaj). W końcu się doczekaliśmy i bardzo się cieszymy ;-)
Pierwsze zabawy ze śniegiem w domu odbyliśmy w zeszłym roku. Przynosiliśmy do domu śnieg, sople lodu, doświadczaliśmy, opisywaliśmy, topiliśmy, mroziliśmy itd. Zima była długa i materiału do doświadczania sporo. W tym roku powtórzyliśmy nasze zabawy a także użyliśmy śniegu jako wypełnienia naszego pojemnika sensorycznego. Dodałam trochę lodu w różnych kolorach (przy barwieniu wody kolorową bibułą, pozamrażaliśmy ją w różnych pojemniczkach), łyżki-miarki oraz figurki polarnych zwierzątek i gotowe! Czas na zabawę! Na zdjęciach poniżej: gotowy pojemnik, który dałam chłopcom do zabawy oraz w trakcie zabawy. Eskimos udawał Mrozeldę (zła czarownica z bajki "Rudolf Czerwononosy") a konstrukcja z lodu była ogniskiem.

śniegowo - lodowo
Mrozelda "załatwiona"
Kiedy śnieg już się roztopił a lód nie, a chłopcy bardzo chcieli przyspieszyć proces, dałam im sól. Udało nam się zaobserwować, że sól pomaga w roztapianiu lodu. Potem polewaliśmy wodą: zimną i gorącą, i sprawdzaliśmy efekt. To była najfajniejsza nauka na świecie - wciąż w zabawie, nieświadomi że się uczą a tyle się dowiedzieli! Jak dobrze, że w końcu spadł śnieg ;-)

Gdy śniegu brakowało, też bawiliśmy się w krainę wiecznych lodów, zamieszkaną przez zwierzęta polarne. Zamiast śniegu można używać ryżu, białej fasoli, mąki, kaszy manny. Zamiast lodu folii aluminiowej lub folii do pakowania z bąbelkami, metalowych misek jako gór lodowych. Wypróbowywaliśmy różne możliwości. W tym roku pojawił się nowy pojemnik wypełniony styropianem imitującym kry lodowe. To był wielki hit wśród moich chłopców, kry można było kruszyć, łamać, robić w nich dziury. Minusem takiego pojemnika jest ogromny trud przy sprzątaniu. Kuleczki styropianu się elektryzują, ciężko się je zamiata a w tak dużej ilości zapychają odkurzacz. Następnym razem na taką zabawę zdecyduję się na zewnątrz ;-)
styropianowa kraina wiecznych lodów

Zima dopiero się zaczęła i mamy nadzieję, że jeszcze trochę potrwa, bo w głowie czekają kolejne pomysły na śniegowe doświadczenia. Na razie powtarzamy obieg wody w przyrodzie - zadziwiające, że z pary wodnej powstaje nie tylko deszcz ale i śnieg ;-)))