Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery żywioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery żywioły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2012

Chłopcy z zapałkami

Dzieciom nie wolno bawić się zapałkami. Wszyscy o tym wiedzą, moi chłopcy też. Dlaczego więc, za każdym razem gdy małe patyczki znalazły się w ich zasięgu, małe łapki aż się do nich rwały? Gdy Dominik znalazł świeczkę ze swojego tortu urodzinowego, zaproponowałam mu, że nauczę go jak ją zapalić. Oniemiał ze szczęścia ;-) Wbiliśmy świeczkę w ciastolinę i zaczęliśmy naukę. Starałam się przeprowadzić prezentację w stylu montessori - bez słów. Potem przekazałam pałeczkę Dominikowi:

jak to się robi?

Trening czyni mistrza!
ostrożnie, żeby się nie poparzyć


Kiedy Mikołaj zobaczył co robi jego młodszy brat, uznał, że on też musi się uczyć! Byłam zaskoczona jak szybko załapał - można by pomyśleć, że codziennie ma do czynienia z zapałkami.

a ja już umiem!
Szczerze przyznam, że patrząc na moje dzieci z zapałkami w rękach, miałam mieszane uczucia. Zastanawiałam się nawet, czy nie zagalopowałam się trochę w uczeniu moich synów nowych umiejętności. Na wszelki wypadek, baaaardzo dużo rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, o niebezpieczeństwie pożaru i umówiliśmy się, że zapałki zapalamy tylko z kimś dorosłym. Myślę, że zapamiętają. A radość na twarzy przedszkolaka, gdy zapali świeczkę samodzielnie odpaloną zapałką - bezcenna ;-)

P.S. Zabawa skończyła się dopiero gdy wypalił się nam cały knot w świeczce. Swoją drogą - nie miałam pojęcia jak krótkie są knoty w świeczkach-cyferkach!





niedziela, 16 października 2011

Cztery żywioły - ogień!

Nadszedł czas na ostatni z żywiołów - ogień. Muszę przyznać, że zabawy z ogniem były zdecydowanie najfajniejsze - chłopcy przyzwyczaili się do naszych wspólnych zadań w trójkę a do tego ogień jest taki atrakcyjny.
Zaczęliśmy jak zawsze od obserwacji. Posadziłam chłopaków na podłodze w ciemnym przedpokoju, poprosiłam żeby zamknęli oczy i wniosłam zapaloną świecę. Ile było ochów i achów gdy ją zobaczyli ;-) Chwilę porozmawialiśmy o tym jaki jest ogień (uparcie poszerzamy słownictwo Mikołaja - tym razem skupiliśmy się na przymiotnikach), obserwowaliśmy a Dominik doświadczył nawet osobiście jaki jest gorący wkładając palec w płomień!
Potem przenieśliśmy się do stołu i zaczęliśmy eksperymenty.
Doświadczenie pierwsze: zapaliłam dwie świeczki, jedną z nich przykryliśmy słoikiem i obserwowaliśmy co się stanie. Po kilku powtórzeniach gdy na zmianę przykrywaliśmy obie świeczki, ustaliliśmy, że aby palił się ogień potrzebne jest powietrze.
Doświadczenie drugie: nasze świeczki przykrywaliśmy dwoma słoikami: dużym i małym. Żeby efekty był bardziej widoczny jeden słoiczek był malutki a drugi bardzo duży. Także to doświadczenie powtarzaliśmy raz za razem i mimo że najważniejsze było, czyja świeczka zgaśnie pierwsza, udało się nam ustalić dlaczego świeczka w mniejszym słoiku gaśnie szybciej.

która świeczka zgaśnie szybciej?
Doświadczenie trzecie: butelka, której nie ma. Ustawiłam zapaloną świeczkę ok. 20 cm. za butelką i stojąc na wprost butelki (świeczka schowana za butelką) dmuchnęłam mocno i ... świeczka zgasła. Głowili się chwilkę nad tym, jak to się stało ;-)
Przygotowałam im też ogniste sekwencje do układania: Dominik miał naśladować wzór a Mikołaj uzupełnić brakujący element. Obaj poradzili sobie bez problemów.

ogniste sekwencje

Oczywiście musiała być ekspresja plastyczna - malowanie sadzą! Do zapalonych świeczek przykładaliśmy spód talerzyka a potem tą sadzą malowaliśmy. To była fajna=brudząca zabawa! No i teraz wiszą u nas prawdziwe dzieła sztuki.

przygotowujemy sadzę
 
dzieła sztuki ;-)

Przy okazji spaliliśmy kartkę papieru i porównywaliśmy popiół i sadzę. Było dotykanie, wąchanie, zdmuchiwanie i ustalanie kolorów. Okazuje się, że nazwy: szary i czarny wciąż się mylą.
No i na zakończenie: muzyka. Wieczorem gdy było ciemno, usiedliśmy sobie na dywanie, na środku postawiliśmy zapalone świece i słuchaliśmy utworu "Rytualny taniec ognia" Manuela De Falla. Następnie włączyłam utwór po raz drugi i chłopcy sami mieli udawać, że są płomieniami. To dopiero ekspresja!

środa, 7 września 2011

Cztery żywioły - powietrze

Nasze zabawy z powietrzem zaczęliśmy od prostego doświadczenia. Usiedliśmy na podłodze, pokazałam chłopcom mały słoiczek i spytałam: "co to jest?" Oczywiście odpowiedzieli, że słoik, więc zapytałam ich co jest w środku. Wyglądali przeuroczo gdy z poważnymi minami zaglądali do środka i mimo iż słoiczek był przezroczysty, przykładali go do oczu jak lunetę ;-) Po dłuższych oględzinach usłyszałam, że w słoiczku nic nie ma. Wtedy włożyłam słoiczek do miski z wodą, powoli wypuszczając z niego powietrze, tak że z wody wypadały bąbelki. To było fajne odkrycie dla Mikołaja - powiedział: "o mamo, tam jest powietrze!" Obaj chłopcy mogli sami sprawdzić, czy w słoiczku było powietrze a gdy je wypuściliśmy do środka wlała się woda. Rozmawialiśmy chwilkę o tym jaki kolor ma powietrze, co robi i czy w ogóle jest nam potrzebne. Pobawiliśmy się trochę dmuchając sobie na twarze.
Potem zrobiliśmy eksperyment pt. "papier, który nie zamaka". Do szklaneczki wcisnęłam kartkę papieru, tak żeby trzymała się dna, po czym wkładałam odwróconą do góry nogami szklankę do wody, wyjmowałam i... papier był suchy! Włożyłam szklankę ponownie i odwróciłam pod wodą, były bąbelki a po wyjęciu szklanki z wody papier był mokry. Rozmawialiśmy jak to się działo, dlaczego etc. a w między czasie chłopcy po kolei samodzielnie przeprowadzali ten eksperyment.
Potem był trzeci eksperyment, który wypływa niejako z eksperymentu z wodą, o którym pisałam w tym poście. Jest to doświadczenie, które znalazłam w książce Gettmana "Basic Montessori". Najpierw wrzuciłam do wody laseczkę plasteliny i sprawdziliśmy, że tonie. Potem kilkakrotnie zmieniałam kształt, była kulka, wąż, jajo, placek i za każdym razem plastelina tonęła. Dopiero, gdy zrobiłam miseczkę, plastelina pływała. Ustaliliśmy, że ma to jakiś związek z powietrzem, które pomaga plastelinie pływać. Potem każdy wybrał sobie kawałek plasteliny i sprawdzali osobiście. Jakie było zdziwienie Mikołaja, gdy zrobił miseczkę, ona zaczęła pływać a potem ją zatopił! Musieliśmy wyjaśniać jak to się stało - ale on był naprawdę zainteresowany!

plastelinowa miseczka pływa

Mikołaj eksperymentator ;-)

Potem zabraliśmy się za malowanie przy pomocy powietrza. Chłopcy mieli dmuchać przez rurki na rozrzedzoną farbę. Pierwsze co zrobił Dominik to wciągnięcie farby do rurki. Chyba za dużo ostatnio ćwiczyliśmy przenoszenia papierków przy pomocy słomek ;-) Po wymianie rureczki, dzielnie próbował, ale uznał, że rurka tylko przeszkadza.
Prawdę powiedziawszy, nie bardzo im się to podobało. Poprosili o pędzle i malowali. Mikołaj zaskoczył mnie bo powiedział: zróbmy zielony, po czym wymieszał żółty  z niebieskim. Namalował też dla mnie kwiatek.

kwiatek Mikołajka
A gdy wyszłam z Mikołajem do łazienki, żeby mu pomóc w szorowaniu farby, Dominik postanowił zostać tygryskiem i namalował sobie na nogach prążki.
I tak nasze bardzo fajnie spędzone popołudnie, zakończyło się porządną kąpielą naszego małego Tygryska ;-)

piątek, 22 lipca 2011

Cztery żywioły - ziemia

Wreszcie znaleźliśmy czas na ciąg dalszy naszych zabaw z żywiołami. Tym razem ziemia. Zaczęliśmy od dokładnej obserwacji i opisywania: jaka ta ziemia jest. Jaki ma zapach, kolor, fakturę? Potem wzięliśmy się za przesiewanie ziemi, aby zrobić ziemne farby. Chłopcy łyżkami wsypywali ziemię na sitko, ja przesiewałam. Przy okazji poznali co to są grudki ziemi i nauczyli się nowego słowa ;-)

Przesiewamy ziemię

Po przesiewaniu przyszedł czas na swobodną (no może kontrolowanie swobodną) zabawę z dinozaurami. Stopniowo dolewałam im coraz więcej wody, aż zrobiło się błoto. Wielka radość!

Dinozaury w błotnej kąpieli

Po wyszorowaniu rąk i paznokci, bawiliśmy się tymi kartami (ćwiczenie analizy i syntezy wzrokowej). Następnym razem muszę tylko pamiętać, żeby oznakować je od spodu dla samokontroli!

Znajdź cień

Następnego dnia malowaliśmy naszymi ziemnymi farbami. Według przepisu, który znalazłam gdzieś w internecie, należało rozdrobnioną ziemię wymieszać z wodą i klejem z mąki, po czym odstawić na 24 godziny. Jak dla mnie wyglądało to nadal jak błoto (choć rzeczywiście gładkie), ale chłopcom bardzo podobało się malowanie.

"Robimy sztukę"



Liczy się proces twórczy

Mimo, że tak naprawdę liczy się proces twórczy a nie osiągnięty efekt, to obrazy powstały całkiem całkiem Choć może zbyt ponure żeby je powiesić na ścianie ;-)

środa, 29 czerwca 2011

Cztery żywioły - woda cz.II

Oto kolejna porcja naszych zabaw z wodą. Po doświadczaniu zmysłami, przyszedł czas na eksperymenty naukowe. Jest bardzo wiele doświadczeń związanych z wodą, dla moich chłopaków wybrałam jedno z podstawowych dla maluchów, czyli: tonie-pływa.
Znów posadziłam ich po obu stronach miski, w pudełku po lodach miałam przygotowane przedmioty do eksperymentowania i taca przedzielona na pół kolorową taśmą izolacyjną, z napisami: TONIE i PŁYWA po obu stronach (do napisów użyłam papierowej taśmy malarskiej). Chłopaki na zmianę (znów ćwiczymy naprzemienność relacji!) wrzucali wybrany przedmiot do wody, ustalaliśmy czy pływa czy tonie, wycierali ręcznikiem i układali po odpowiedniej stronie tacy. To było niezwykłe doświadczenie dla mnie - patrzeć jak OBAJ są zainteresowani! Za pierwszym razem, woda trochę ich rozpraszała, zwłaszcza Mikołaj chciał się taplać i chlapać, ale gdy powtarzaliśmy eksperyment kilka dni później, był dużo bardziej skupiony na sprawdzeniu co dokładnie dzieje się z przedmiotami, które wrzucamy do wody. Na zakończenie poprosiłam, żeby każdy poszedł do pokoju i wybrał jedną zabawkę, którą wrzucimy do wody. Dominik wybrał drewniany klocek, Mikołaj dinozaura i byli zachwyceni, że obie zabawki pływały.

nasza taca po zakończonym eksperymencie

Później był czas na zabawę. Wykorzystałam pomysł Asiami stąd. Wsypałam im do miski nakrętki z butelek po mleku a między nimi była jedna z Kubusia. Co to były za okrzyki, gdy odwróciłam się po łyżki: "Mamo, mamo, spójrz, zielona zakrętka TONIE, a inne nie"! :-))) Chłopak wyławiali nakrętki z miski, a że mieli dwie różne łyżki cedzakowe, musiała być wymiana ;-) Zabawa była super, szalenie atrakcyjna i wcale nie taka łatwa, zwłaszcza, że Mikołaj ciągle mieszał wodę i zakrętki uciekały.

wyławiamy nakrętki z wody

Potem zrobiliśmy sobie pałeczki - fale. Najpierw chłopcy cięli paski z bibuły, potem pomogłam im je przykleić taśmą do pałeczek (pałeczki do chińszczyzny). Wtedy włączyłam walc "Nad pięknym, modrym Dunajem" i tańczyliśmy.

delikatne fale

i coraz szybciej wirujemy...
"Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal..."

wtorek, 14 czerwca 2011

Cztery żywioły - woda cz.I

W naszym domowym przedszkolu, wszystkie zajęcia obracały się wokół aktualnych celów terapii Mikołaja i jego zainteresowań. Ponieważ on nie podążał za tym co mu proponowaliśmy, my podążaliśmy za nim, starając się jak najbardziej poszerzyć dany temat i wykorzystać dla naszych celów (np. przygotowywałam mu pomoce do nielubianych przez niego zajęć wykorzystując obrazki z bajek, które uwielbiał). Nasz syn jednak rośnie i zmienia się, i uświadomiłam sobie, że teraz ja mogę wymyślić czym będziemy się zajmować! Postanowiłam zacząć od zabaw z czterema żywiołami - trochę doświadczeń, nieco wiedzy, dużo stymulacji sensorycznej i jeszcze więcej zabawy. Na pierwszy ogień poszła woda ;-)
Najpierw nalałam wodę do miski, posadziłam chłopaków po dwóch stronach i obserwowaliśmy jak właściwie wygląda woda. Jaki ma kolor? (Mikołaj powiedział, że niebieski a Dominik, że biały (?)) Potem zamykali oczy a ja polewałam im dłonie. Chciałam, żeby mieli zamknięte oczy, aby mogli skoncentrować się  na doznaniach płynących z ręki, ale trudno im było wytrzymać i co chwilę otwierali oczy. (Muszę uszyć opaski na oczy!) Do tej zabawy użyłam: kroplomierza, dużej strzykawki, kubeczka i konewki. To było super zadanie! Na koniec wróciliśmy do niego jeszcze raz i chłopcy doświadczali sami. Fantastyczne zadanie uczące współpracy (polewali sobie dłonie na wzajem) i czekania na swoją kolej. Ja tylko pilnowałam, żeby nie przerodziło się w zwykłe chlapanie wodą - okazji do tego mają na prawdę wiele.

Mikołaj polewa dłoń Dominika



Dominik "odwdzięcza się" przy pomocy strzykawki



Potem eksperymentowaliśmy z temperaturą wody. W jednym kubku mieliśmy gorącą wodę, w drugim zimną. Zawartość obu kubków wlaliśmy do miski i okazało się, że woda jest ciepła! Tłumaczyłam chłopakom, że to samo dzieje się, gdy odkręcamy wodę w kranie. Mam nadzieję, że już będą wiedzieli co zrobić, żeby się nie poparzyć przy myciu rąk!

Obserwowaliśmy też jak woda zmienia stany skupienia. Podgrzałam wodę na patelni, żeby parowała, przystawiliśmy lusterko i chłopcy zdziwieni zobaczyli, że para zmieniła się w kropelki wody! Wstawiliśmy też trochę wody do zamrażalnika, mimo że obaj już wiedzą, że z wody zrobi się lód (z lodem, śniegiem, topnieniem i zamarzaniem eksperymentowaliśmy w zimie).

Na zakończenie, jak w prawdziwym przedszkolu była ekspresja. Tym razem ruchowa ;-) Zabawa powszechnie znana i pasująca do prawie każdego tematu. Rozłożyłam na podłodze okrągłe podkładki (takie z Ikei, oryginalnie służące do nakrywanie stołu, ale w naszym domu spełniają wszystkie funkcje poza tymi założonymi przez producenta), które były chmurkami. Chłopcy byli kropelkami deszczu które mogły biegać i tańczyć, dopóki grałam na dzwoneczkach. Gdy usłyszeli bębenek mieli szybko uciekać do chmurek. Żeby zabawa miała koniec, po kolei chowaliśmy nasze chmurki, a gdy została jedna - dwie kropelki wskakiwały razem do jednej! Zabawa była fantastyczna!!! Oczywiście musieliśmy się zmieniać rolami więc ja też mogłam być kropelką ;-)

Mikołaj jako tańcząca kropelka ;-)


Na razie tyle nam się udało zrobić, ale mam jeszcze w planach inne zabawy związane z wodą. Mam nadzieję, że to będzie równie cudowny czas co dzisiaj.