Ćwiczenia pamięci. Od początku mojego blogowania miałam nadzieję, że znajdę czas aby
szczegółowo je opisać, ale teraz już nie muszę bo zrobiła to Kasia - TUTAJ. Tak więc odsyłając do niej po wyjaśnienia i instrukcje jak ćwiczyć pamięć (to bardzo ważne ćwiczenia przed i w trakcie nauki czytania!) pokazuję mój pomysł na urozmaicenie tych zadań. Pomysł jak zwykle z recyklingu :-)
Dwie rolki po ręcznikach papierowych, dwie identyczne gazetki reklamowe marketu + klej, nożyczki i gumka recepturka. Jedną rolkę włożyłam w drugą, na wewnętrznej ponaklejałam obrazki, na zewnętrznej wycięłam okienko. Poza tym zewnętrzna rolka była przecięta wzdłuż, więc aby nie spadała nałożyłam na nią gumkę. Dominik z radością wykonywał to ćwiczenie, mimo że wcześniej był bardzo zniechęcony do tych zadań, sprawiały mu one sporo problemów ale w nowej szacie okazały się fajną zabawą! Najpierw zasłanialiśmy obrazki leżące na stole (np.kartką papieru) i przekręcaliśmy rolkę na wybrany zestaw, Dominik miał chwilę, żeby zapamiętać i wtedy odsłanialiśmy obrazki a zasłanialiśmy rolkę. Dominik wybierał, które obrazki były na rolce, odsłaniał rolkę i sprawdzał czy dobrze zapamiętał.
To co pokazuję, to ćwiczenia pamięci symultanicznej, mam zamiar przygotować też do pamięci sekwencyjnej, ale rolki po ręcznikach to bardzo rozchwytywany towar w naszym domu :-)
Nasza edukacja domowa, czyli: nauka, która sprawia frajdę, gry, zabawy i inne aktywności dla każdego dziecka: zdrowego i z autyzmem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka czytania; metoda symultaniczno-sekwencyjna; metoda krakowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka czytania; metoda symultaniczno-sekwencyjna; metoda krakowska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 listopada 2013
środa, 18 września 2013
"Mój pierwszy dzienniczek" - nasza opinia
Jakiś czas temu dostałam propozycję współpracy z wydawnictwa Wir i zostałam poproszona o zrecenzowanie "Mojego pierwszego dzienniczka". Jestem wielką fanką prowadzenia dzienniczków wydarzeń z dziećmi, wspominałam o tym tutaj, ale dotychczas pisaliśmy po prostu w zeszycie. Przyznam się, że od początku wiedziałam o wydanym niedawno "Moim pierwszym dzienniczku", ale nie kupiłam go, bo uważałam, że zeszyt wystarczy w zupełności, bo przecież to "to samo". O, jak bardzo się myliłam!
Gdy otworzyłam po raz pierwszy dzienniczek i zaczęłam go przeglądać, wpadłam w zachwyt i nie mogłam się doczekać, żeby pokazać go Mikołajowi. Dzienniczek ma 90 stron i zbudowany jest wg stałego schematu. Po otwarciu, na stronie po lewej jest króciutki dialog na wybrany temat, kilka pytań do odpowiedzi oraz miejsce do wpisania nazwy dnia (dzisiejszego oraz wczorajszego i jutrzejszego). Po prawej jest miejsce na opisanie wydarzeń z dnia oraz narysowanie rysunku, bądź wklejenie pamiątki. Na stronie sklepu wydawnictwa tutaj można zobaczyć galerię produktu i zdjęcia "wnętrza" dzienniczka.
Niestety, mój syn nie podzielił mojego entuzjazmu. Dzienniczek owszem przejrzał, po czym odłożył na półkę. Na moją propozycję, aby coś zapisać odpowiedział "jutro napiszę" i tak przez dwa tygodnie. Ale gdy już się przełamał i dokonał pierwszego wpisu... pokochał ten dzienniczek całym sercem! Teraz, sam wyjmuje go gdy chce coś zapisać, sam sobie czyta, odpowiada na pytania, rysuje. Uśmiech mam chyba od ucha do ucha (nie sprawdzałam), gdy patrzę jak siedzi pochylony i ze skupieniem notuje to co dla niego ważne, pytając od czasu do czasu: "mamo, a jak się to pisze?"
Dla kogo dzienniczek? Dla każdego! Serio, to nie jest tylko książka dla dzieci z trudnościami, nadaje się dla każdego dziecka. Dla dzieci z problemami w komunikacji bo pozwala na ćwiczenie dialogów i odpowiedzi na pytania w zakamuflowanej formie, dziecko nie wie, że ćwiczy. Dla dzieci autystycznych bo poza ćwiczeniem komunikacji, ma szansę na przepracowywanie sytuacji społecznych - dialogi z lewej strony, mogą stanowić punkt wyjścia do treningu poszczególnych sytuacji, z którymi dziecko ma problem. Dla dzieci dwujęzycznych oraz uczących się języka polskiego jako obcego - bo daje szansę na regularne spotkanie z językiem i ćwiczenie myślenia po polsku. Dla dzieci, które uczą się pisać - bo mogą doskonalić nowo zdobywane umiejętności w atrakcyjnej formie (zwróćcie uwagę, że dzienniczek ma szeroką linię i nie jest to zeszyt do ćwiczenia kaligrafii). I wreszcie dla dzieci, którym chcemy zrobić wspaniałą pamiątkę z dzieciństwa, maluch może dyktować rodzicowi tekst do zapisania i samodzielnie rysować lub wklejać pamiątki.
Ja bardzo się cieszę, że mamy ten dzienniczek. Mikołaj pisze i rysuje codziennie a potem przegląda strony, które mu zostały do wypełnienia ;-)
Krótko mówiąc: polecam!
Gdy otworzyłam po raz pierwszy dzienniczek i zaczęłam go przeglądać, wpadłam w zachwyt i nie mogłam się doczekać, żeby pokazać go Mikołajowi. Dzienniczek ma 90 stron i zbudowany jest wg stałego schematu. Po otwarciu, na stronie po lewej jest króciutki dialog na wybrany temat, kilka pytań do odpowiedzi oraz miejsce do wpisania nazwy dnia (dzisiejszego oraz wczorajszego i jutrzejszego). Po prawej jest miejsce na opisanie wydarzeń z dnia oraz narysowanie rysunku, bądź wklejenie pamiątki. Na stronie sklepu wydawnictwa tutaj można zobaczyć galerię produktu i zdjęcia "wnętrza" dzienniczka.
![]() |
| zdjęcie stąd |
Niestety, mój syn nie podzielił mojego entuzjazmu. Dzienniczek owszem przejrzał, po czym odłożył na półkę. Na moją propozycję, aby coś zapisać odpowiedział "jutro napiszę" i tak przez dwa tygodnie. Ale gdy już się przełamał i dokonał pierwszego wpisu... pokochał ten dzienniczek całym sercem! Teraz, sam wyjmuje go gdy chce coś zapisać, sam sobie czyta, odpowiada na pytania, rysuje. Uśmiech mam chyba od ucha do ucha (nie sprawdzałam), gdy patrzę jak siedzi pochylony i ze skupieniem notuje to co dla niego ważne, pytając od czasu do czasu: "mamo, a jak się to pisze?"
| Mikołaj zapisuje, że zrobiłam mu włóczkowego ninję ;-) |
Dla kogo dzienniczek? Dla każdego! Serio, to nie jest tylko książka dla dzieci z trudnościami, nadaje się dla każdego dziecka. Dla dzieci z problemami w komunikacji bo pozwala na ćwiczenie dialogów i odpowiedzi na pytania w zakamuflowanej formie, dziecko nie wie, że ćwiczy. Dla dzieci autystycznych bo poza ćwiczeniem komunikacji, ma szansę na przepracowywanie sytuacji społecznych - dialogi z lewej strony, mogą stanowić punkt wyjścia do treningu poszczególnych sytuacji, z którymi dziecko ma problem. Dla dzieci dwujęzycznych oraz uczących się języka polskiego jako obcego - bo daje szansę na regularne spotkanie z językiem i ćwiczenie myślenia po polsku. Dla dzieci, które uczą się pisać - bo mogą doskonalić nowo zdobywane umiejętności w atrakcyjnej formie (zwróćcie uwagę, że dzienniczek ma szeroką linię i nie jest to zeszyt do ćwiczenia kaligrafii). I wreszcie dla dzieci, którym chcemy zrobić wspaniałą pamiątkę z dzieciństwa, maluch może dyktować rodzicowi tekst do zapisania i samodzielnie rysować lub wklejać pamiątki.
Ja bardzo się cieszę, że mamy ten dzienniczek. Mikołaj pisze i rysuje codziennie a potem przegląda strony, które mu zostały do wypełnienia ;-)
Krótko mówiąc: polecam!
środa, 10 lipca 2013
Sylabowe zabawy P i L
Chwilowo nastała u nas przerwa wakacyjna w nauce czytania, ale przed wyjazdem czytaliśmy sporo. Większości zabaw nawet nie pamiętam, bo często wymyślam je na poczekaniu i jeśli nie sfotografuję, to natychmiast zapominam. Udało się znaleźć tylko kilka zdjęć z naszych sylabowych zabaw. Oto i one:
Zabawa w mysią restaurację. Jedna myszka była klientem w restauracji (moja) i zamawiała obiad. Ale ponieważ myszka była stara i miała słaby wzrok, kelner (myszka Dominika) musiała jej czytać menu. Niestety myszka była też przygłucha, więc kelner musiał powtarzać i powtarzać, zanim klient się zdecydował. Dominik był zachwycony - zwłaszcza mój starczy głos wzbudzał jego szczery śmiech ;-)
Podpisywanie układanek i puzzli nie jest niczym odkrywczym, ale Dominik uwielbia się tym bawić więc pokazuję. W tej układance autka podnosi się magnesem na sznurku, tak że przy okazji ćwiczy sprawność ręki i koordynację wzrokowo-ruchową. Z tyłu podpisałam sylaby z dwoma spółgłoskami - nie było to łatwe dla mojego synka.
Wciąż próbuję odkryć przyczynę jego trudności z zapamiętywaniem tych sylab - robimy różne ćwiczenia wspomagające naukę czytania i obserwuję, obserwuję i kombinuję ;-) W końcu dowiem się o co chodzi!
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce lord Vader wysłał zaszyfrowane rozkazy do swoich podwładnych. Rebelianci przechwycili te informacje a R2D2 musi je odczytać.
Jak widać dla ułatwienia wpisuję sylaby w różnych kolorach i zanim Dominik, którąś przeczyta podpowiadam mu: "język" (przy sylabach z L wie, że musi podnieść język do góry) lub "paluszek" (przy sylabach z P przykładamy pionowy palec wskazujący do ust, żeby poczuć powietrze, które się wydostaje podczas wymawiania tych sylab).
Więcej niestety nie udokumentowałam, ale mam nadzieję, że do zainspirowania wystarczy to co jest ;-)
Miłego, wakacyjnego czytania!
Zabawa w mysią restaurację. Jedna myszka była klientem w restauracji (moja) i zamawiała obiad. Ale ponieważ myszka była stara i miała słaby wzrok, kelner (myszka Dominika) musiała jej czytać menu. Niestety myszka była też przygłucha, więc kelner musiał powtarzać i powtarzać, zanim klient się zdecydował. Dominik był zachwycony - zwłaszcza mój starczy głos wzbudzał jego szczery śmiech ;-)
| menu: zupy i desery |
Podpisywanie układanek i puzzli nie jest niczym odkrywczym, ale Dominik uwielbia się tym bawić więc pokazuję. W tej układance autka podnosi się magnesem na sznurku, tak że przy okazji ćwiczy sprawność ręki i koordynację wzrokowo-ruchową. Z tyłu podpisałam sylaby z dwoma spółgłoskami - nie było to łatwe dla mojego synka.
Wciąż próbuję odkryć przyczynę jego trudności z zapamiętywaniem tych sylab - robimy różne ćwiczenia wspomagające naukę czytania i obserwuję, obserwuję i kombinuję ;-) W końcu dowiem się o co chodzi!
| klasycznie: podpisana układanka |
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce lord Vader wysłał zaszyfrowane rozkazy do swoich podwładnych. Rebelianci przechwycili te informacje a R2D2 musi je odczytać.
| Gwiezdne wojny też pomagają w nauce sylab ;-) |
Jak widać dla ułatwienia wpisuję sylaby w różnych kolorach i zanim Dominik, którąś przeczyta podpowiadam mu: "język" (przy sylabach z L wie, że musi podnieść język do góry) lub "paluszek" (przy sylabach z P przykładamy pionowy palec wskazujący do ust, żeby poczuć powietrze, które się wydostaje podczas wymawiania tych sylab).
Więcej niestety nie udokumentowałam, ale mam nadzieję, że do zainspirowania wystarczy to co jest ;-)
Miłego, wakacyjnego czytania!
czwartek, 20 czerwca 2013
Nasze pamiętniki czyli o dzienniczku wydarzeń
O pisaniu dzienniczka wydarzeń jako sposobie na wspomaganie rozwoju językowego dziecka miałam pisać już dawno temu, ale tak jak wiele innych pomysłów, tak i ten odłożyłam na bliżej nieokreśloną chwilę gdy będę miała "trochę wolnego czasu" (hehe). Impulsem do pokazania wreszcie naszych dzienniczków, był ten wpis u Eli oraz ten wpis u Faustyny.
Dzienniczek wydarzeń to jeden z elementów wspomagania rozwoju językowego dzieci, które mają w tej dziedzinie jakieś problemy np. dzieci niesłyszących lub autystycznych. Jest też wspaniałym narzędziem dla dzieci dwujęzycznych.
Prowadzenie dzienniczka wydarzeń, było jednym z zaleceń jakie otrzymaliśmy od logopedy, który pracował z naszym Mikołajem. Wydaje się to niezwykle proste zadanie: wystarczy zeszyt, w którym prostymi słowami (ich ilość zależy od poziomu rozwoju językowego dziecka) zapisywać będziemy wybrane wydarzenia z życia dziecka. Normalne, zwyczajne sytuacje, które przytrafiają nam się na co dzień. Chodzi o to, aby dostarczyć dziecku prawidłowych wzorców językowych, które umożliwią opowiedzenie o swoich przeżyciach. Dokonując wpisów, możemy zwracać uwagę na to co akurat jest trudnością dziecka (np. użycie czasów teraźniejszego lub przeszłego, mówienia w odpowiedniej osobie, sposób zwracania się do innych etc.). Prowadzenie takiego dzienniczka wydarzeń jest niezwykle ważne dla dzieci z zaburzoną komunikacją językową lub dzieci dwujęzycznych. Jest to także wspaniałe narzędzie do rozwijania umiejętności językowych dzieci zdrowych. A przy okazji wspaniała pamiątka.
Na czym to polega? Kupujemy zeszyt i zapisujemy w nim wydarzenia z życia dziecka. Im młodsze dziecko, im niższy poziom jego kompetencji językowych, tym prostszego języka używamy. Do tego rysujemy proste, schematyczne rysunki. Można wkleić jakiś bilet, pocztówkę, liście z lasu. Cokolwiek, co będzie dla dziecka atrakcyjne. Poniżej prezentuję przykładowe strony z dzienniczka Mikołaja (który w naszym domu zwany jest pamiętnikiem).
Pierwsze dwa zdjęcia to wpisy z "dawnych czasów", kiedy Mikołaj mało mówił i w ogóle nie potrafił prowadzić narracji.
Poniżej przykład wpisu z zastosowaniem komiksowych dymków. To bardzo ważne, żeby opisać wydarzenie a dodatkowo wpisać zdania mówione w pierwszej osobie (na obrazku Mikołaj akurat śpiewa "sto lat", bo uczyliśmy go wtedy jak się zachować na przyjęciu urodzinowym).
Prowadzenie dzienniczka ma wiele zalet, ale i jedną trudność. Wiąże się z ogromnym wysiłkiem ze strony rodziców. Nie dlatego, że zajmuje to wiele czasu lub energii. Dlatego, że wymaga systematyczności i z własnego doświadczenia wiem, że na dłuższą metę jest to trudne. Ale też z własnego doświadczenia wiem, że jest to gra warta świeczki. My już dawno nie pisaliśmy pamiętników i teraz wróciliśmy do tej formy, tyle że z pewnymi zmianami. Po pierwsze: Mikołaj sam teraz pisze i rysuje w swoim zeszycie i robi to bardzo chętnie (hura!). Po drugie Dominik też ma swój zeszyt, w którym ja piszę dla niego a on rysuje. W jego pamiętniku, dopisujemy sylaby lub słowa, których uczy się czytać.
Jeśli chcecie prowadzić z dzieckiem dzienniczek a boicie się, że to kolejne zobowiązanie, które trudno będzie realizować na dłuższą metę polecam sprawdzony przez nas sposób dzienniczków krótkoterminowych. My prowadziliśmy np. zeszyt po tytułem "Wakacje Mikołajka". Określone ramy czasowe, motywują do systematycznego wypełniania - przecież to tylko dwa miesiące! Polecam wszystkim na nadchodzące wakacje - będziecie mieć wspaniałą pamiątkę!
P.S. Myślę, że taki dzienniczek to fantastyczna sprawa dla dzieci uczących się języka obcego. Dla nas na pisanie w innym języku jeszcze za wcześnie, ale jeśli ktoś próbował to dajcie znać jak to wychodzi!
Dzienniczek wydarzeń to jeden z elementów wspomagania rozwoju językowego dzieci, które mają w tej dziedzinie jakieś problemy np. dzieci niesłyszących lub autystycznych. Jest też wspaniałym narzędziem dla dzieci dwujęzycznych.
Prowadzenie dzienniczka wydarzeń, było jednym z zaleceń jakie otrzymaliśmy od logopedy, który pracował z naszym Mikołajem. Wydaje się to niezwykle proste zadanie: wystarczy zeszyt, w którym prostymi słowami (ich ilość zależy od poziomu rozwoju językowego dziecka) zapisywać będziemy wybrane wydarzenia z życia dziecka. Normalne, zwyczajne sytuacje, które przytrafiają nam się na co dzień. Chodzi o to, aby dostarczyć dziecku prawidłowych wzorców językowych, które umożliwią opowiedzenie o swoich przeżyciach. Dokonując wpisów, możemy zwracać uwagę na to co akurat jest trudnością dziecka (np. użycie czasów teraźniejszego lub przeszłego, mówienia w odpowiedniej osobie, sposób zwracania się do innych etc.). Prowadzenie takiego dzienniczka wydarzeń jest niezwykle ważne dla dzieci z zaburzoną komunikacją językową lub dzieci dwujęzycznych. Jest to także wspaniałe narzędzie do rozwijania umiejętności językowych dzieci zdrowych. A przy okazji wspaniała pamiątka.
Na czym to polega? Kupujemy zeszyt i zapisujemy w nim wydarzenia z życia dziecka. Im młodsze dziecko, im niższy poziom jego kompetencji językowych, tym prostszego języka używamy. Do tego rysujemy proste, schematyczne rysunki. Można wkleić jakiś bilet, pocztówkę, liście z lasu. Cokolwiek, co będzie dla dziecka atrakcyjne. Poniżej prezentuję przykładowe strony z dzienniczka Mikołaja (który w naszym domu zwany jest pamiętnikiem).
Pierwsze dwa zdjęcia to wpisy z "dawnych czasów", kiedy Mikołaj mało mówił i w ogóle nie potrafił prowadzić narracji.
| pierwszy dzień w przedszkolu |
| zawsze znajdzie się "coś" do zapisania |
Poniżej przykład wpisu z zastosowaniem komiksowych dymków. To bardzo ważne, żeby opisać wydarzenie a dodatkowo wpisać zdania mówione w pierwszej osobie (na obrazku Mikołaj akurat śpiewa "sto lat", bo uczyliśmy go wtedy jak się zachować na przyjęciu urodzinowym).
Prowadzenie dzienniczka ma wiele zalet, ale i jedną trudność. Wiąże się z ogromnym wysiłkiem ze strony rodziców. Nie dlatego, że zajmuje to wiele czasu lub energii. Dlatego, że wymaga systematyczności i z własnego doświadczenia wiem, że na dłuższą metę jest to trudne. Ale też z własnego doświadczenia wiem, że jest to gra warta świeczki. My już dawno nie pisaliśmy pamiętników i teraz wróciliśmy do tej formy, tyle że z pewnymi zmianami. Po pierwsze: Mikołaj sam teraz pisze i rysuje w swoim zeszycie i robi to bardzo chętnie (hura!). Po drugie Dominik też ma swój zeszyt, w którym ja piszę dla niego a on rysuje. W jego pamiętniku, dopisujemy sylaby lub słowa, których uczy się czytać.
| jeden z pierwszych samodzielnych wpisów Mikołaja |
| przykładowa strona dzienniczka Dominika |
Jeśli chcecie prowadzić z dzieckiem dzienniczek a boicie się, że to kolejne zobowiązanie, które trudno będzie realizować na dłuższą metę polecam sprawdzony przez nas sposób dzienniczków krótkoterminowych. My prowadziliśmy np. zeszyt po tytułem "Wakacje Mikołajka". Określone ramy czasowe, motywują do systematycznego wypełniania - przecież to tylko dwa miesiące! Polecam wszystkim na nadchodzące wakacje - będziecie mieć wspaniałą pamiątkę!
P.S. Myślę, że taki dzienniczek to fantastyczna sprawa dla dzieci uczących się języka obcego. Dla nas na pisanie w innym języku jeszcze za wcześnie, ale jeśli ktoś próbował to dajcie znać jak to wychodzi!
czwartek, 18 kwietnia 2013
Książeczki sylabowe - DIY
Dziś chciałam pokazać dwie domowej roboty książeczki do nauki czytania sylab. To nasze kolejne propozycje dla dziecka, które utrwala czytanie sylab ze spółgłoską "p".
Pierwszą książeczkę ja przygotowałam dla Dominika. Jest ona w formacie pocztówkowym i wystarczyło trochę papieru, naklejki, dziurkacz, wstążeczka plus 10 minut pracy. Ach, jaka radość na buzi mojego synka ;-)
Innego dnia bawiliśmy się naszymi szorstkimi sylabami i zaproponowałam, żeby jedną z sylab przykryć kartką i odrysować leżącą kredką świecową. Robiliśmy to już kiedyś z liśćmi i innymi roślinami, ale Dominik tego nie pamiętał, więc miał niespodziankę ;-) Robiliśmy takie zagadki - chowałam pod kartką sylabę, Dominik odrysowywał kredką i czytał. Świetnie się przy tym bawiliśmy ;-)
Gdy skończyliśmy zgadywanie mój syn powiedział: "zrobimy z tego książeczkę!" Pomogłam mu przedziurkować kartki i zawiązać wstążeczkę a on jeszcze samodzielnie ponumerował strony.
Och, z jaką dumą Dominik prezentował swoje dzieło tacie...
Pierwszą książeczkę ja przygotowałam dla Dominika. Jest ona w formacie pocztówkowym i wystarczyło trochę papieru, naklejki, dziurkacz, wstążeczka plus 10 minut pracy. Ach, jaka radość na buzi mojego synka ;-)
| okładka... |
| ...i przykładowa strona |
Innego dnia bawiliśmy się naszymi szorstkimi sylabami i zaproponowałam, żeby jedną z sylab przykryć kartką i odrysować leżącą kredką świecową. Robiliśmy to już kiedyś z liśćmi i innymi roślinami, ale Dominik tego nie pamiętał, więc miał niespodziankę ;-) Robiliśmy takie zagadki - chowałam pod kartką sylabę, Dominik odrysowywał kredką i czytał. Świetnie się przy tym bawiliśmy ;-)
| szorstkie sylaby (papier ścierny i zalaminowane karoniki) |
Gdy skończyliśmy zgadywanie mój syn powiedział: "zrobimy z tego książeczkę!" Pomogłam mu przedziurkować kartki i zawiązać wstążeczkę a on jeszcze samodzielnie ponumerował strony.
piątek, 12 kwietnia 2013
Sylabowe zabawy
Kilkukrotnie pisałam już o tym, dlaczego uczę dzieci czytać metodą symulataniczno-sekwencyjną (sylabową). Jeśli ktoś przegapił moje tłumaczenia a chciałby zrozumieć przewagę czytania sylabami nad literami, zapraszam do Eli na ten oto wpis.
Ponownie czytamy sylaby ze spółgłoską "p". Wracaliśmy do starych zabaw, ale wprowadziłam też sporo nowych. Moim celem jest, aby Dominik tak opanował sylaby, żeby mógł je wyrecytować "w środku nocy o północy" ;-) i żeby już nigdy nie mylił "p" z "m" (co niestety wciąż się zdarza). Oto kilka z moich ostatnich pomysłów.
O naszym pociągu już kiedyś pisałam, ale teraz korzystaliśmy z niego trochę w inny sposób. Rzucaliśmy kostką z sylabami i ładowaliśmy do wagoników wyrzuconą sylabę. Następnie cały ładunek zapisywaliśmy na paseczkach papieru i za każdym razem porównywaliśmy czy udało się w tym samym wagoniku trafić z taką samą sylabą. Ta prosta, wymyślona na poczekaniu gra z elementem niespodzianki, bardzo spodobała się Dominikowi.
Absolutnym hitem Dominika była zabawa w czytanie listów dla królowej. Wzięłam autko - królową (z filmu Auta 2) a Dominik był jej sekretarzem i musiał czytać jej listy. Wystarczyło, że królowa wydawała różne okrzyki, oburzała się i cieszyła na zmianę a Dominik pękał ze śmiechu czytając. I prosił o tę zabawę raz za razem ;-)
Jedna z pomocy z serii recykling: kartka wycięta z gazetki Auta (to było jakieś zadanie matematyczne chyba) i naklejone naklejki z sylabami. Bawimy się w wyścigi jeżdżąc po torach palcem. W trakcie "jazdy" czytamy mijane sylaby a na mecie mówimy ile sekund trwała trasa. Potem jedzie druga osoba a na końcu porównujemy kto wygrał. Przy okazji ćwiczymy porównywanie liczb: większa/mniejsza. No i jest to doskonała okazja do trenowania sytuacji, w której wygrywa ten kto ma mniej (co dla chłopców wciąż jest dziwne!).
I jeszcze ćwiczenie pamięci, o którym przypomniała mi kiedyś w komentarzu Ela (autorka wspomnianego już dziś blogu). Dominik ma przed sobą sylaby, ułożone tak jak poniżej. Zasłaniamy je i ja ze swojego identycznego zestawu pokazuję mu dwie (później trzy) sylaby. On musi je zapamiętać i gdy po kilku sekundach je odwrócę, odsłaniamy jego zestaw i pytam: "które sylaby pokazałam?" Później to ćwiczenie powtarzamy sekwencyjnie, czyli pokazuję sylaby po kolei (dwie, w późniejszym etapie trzy). Żeby uprzyjemnić to trudne i nudne zadanie, sylaby chowamy na końcu do pudełeczka w kształcie serca ;-)
Czytamy te sześć sylab i czytamy. Mi się już trochę nudzi, ale dzięki nieustającym zmianom Dominikowi wcale ;-) Kilka razy myślałam już, że czas iść dalej i wtedy nagle widząc "PE" Dominik woła "ME". Normalnie w takich chwilach ręce mi opadają ;-( ale potem biorę głęboki wdech, uśmiecham się łagodnie i wymyślam nową zabawę. W końcu chodzi o to żeby było miło ;-)
I jeszcze jedno moje okrycie, blog Zabawy sylabowe. W sam raz dla szukających inspiracji do pracy metodą prof. Cieszyńskiej!
Ponownie czytamy sylaby ze spółgłoską "p". Wracaliśmy do starych zabaw, ale wprowadziłam też sporo nowych. Moim celem jest, aby Dominik tak opanował sylaby, żeby mógł je wyrecytować "w środku nocy o północy" ;-) i żeby już nigdy nie mylił "p" z "m" (co niestety wciąż się zdarza). Oto kilka z moich ostatnich pomysłów.
O naszym pociągu już kiedyś pisałam, ale teraz korzystaliśmy z niego trochę w inny sposób. Rzucaliśmy kostką z sylabami i ładowaliśmy do wagoników wyrzuconą sylabę. Następnie cały ładunek zapisywaliśmy na paseczkach papieru i za każdym razem porównywaliśmy czy udało się w tym samym wagoniku trafić z taką samą sylabą. Ta prosta, wymyślona na poczekaniu gra z elementem niespodzianki, bardzo spodobała się Dominikowi.
| widok z lotu ptaka |
| porównujemy sylaby |
| Królowa i listy do przeczytania |
Jedna z pomocy z serii recykling: kartka wycięta z gazetki Auta (to było jakieś zadanie matematyczne chyba) i naklejone naklejki z sylabami. Bawimy się w wyścigi jeżdżąc po torach palcem. W trakcie "jazdy" czytamy mijane sylaby a na mecie mówimy ile sekund trwała trasa. Potem jedzie druga osoba a na końcu porównujemy kto wygrał. Przy okazji ćwiczymy porównywanie liczb: większa/mniejsza. No i jest to doskonała okazja do trenowania sytuacji, w której wygrywa ten kto ma mniej (co dla chłopców wciąż jest dziwne!).
| kto szybciej przejedzie trasę? |
I jeszcze ćwiczenie pamięci, o którym przypomniała mi kiedyś w komentarzu Ela (autorka wspomnianego już dziś blogu). Dominik ma przed sobą sylaby, ułożone tak jak poniżej. Zasłaniamy je i ja ze swojego identycznego zestawu pokazuję mu dwie (później trzy) sylaby. On musi je zapamiętać i gdy po kilku sekundach je odwrócę, odsłaniamy jego zestaw i pytam: "które sylaby pokazałam?" Później to ćwiczenie powtarzamy sekwencyjnie, czyli pokazuję sylaby po kolei (dwie, w późniejszym etapie trzy). Żeby uprzyjemnić to trudne i nudne zadanie, sylaby chowamy na końcu do pudełeczka w kształcie serca ;-)
I jeszcze jedno moje okrycie, blog Zabawy sylabowe. W sam raz dla szukających inspiracji do pracy metodą prof. Cieszyńskiej!
piątek, 22 lutego 2013
Nauka czytania - wracamy na start
Dominik uczy się czytać. Chętnie. Lubi nasze sylabowe zabawy i mimo trudności jaką sprawia mu nauka czytania jest to dla niego przyjemna zabawa. Ostatnio wydawało się, że coś drgnęło i ruszymy z kolejnymi sylabami z kopyta. Niestety, tak się nie stało. W końcu frustracja spowodowana niekończącym się myleniem sylab osiągnęła poziom krytyczny i podjęłam decyzję: wracamy do pierwszych sylab i nie pójdziemy dalej dopóki Dominik nie będzie ich znał śpiewająco. Ogłosiłam krótką przerwę, powyciągałam z szafy pomoce do nauki czytania sylab ze spółgłoską "P" i zabraliśmy się do pracy/zabawy. Było fajnie ;-) I Dominik znów się uśmiechał, bo ani razu się nie pomylił.
O naszych zabawach z pierwszymi sylabami możecie przeczytać TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
O naszych zabawach z pierwszymi sylabami możecie przeczytać TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
piątek, 9 listopada 2012
Zanim dziecko zacznie czytać, czyli trochę o sylabizowaniu.
Dziś chciałam pokazać Wam, bardzo proste ćwiczenie wspomagające naukę dzielenia wyrazów na sylaby. Są dzieci, którym przychodzi to łatwo, są takie, które mają z tym problem.I dla tych z drugiej grupy polecam naszą zabawę. Wpadłam na jej pomysł, gdy Dominik po raz kolejny dzielił wyraz na sylaby, tworząc dwie sylaby z jednej np. IN-DY-YK. Ponieważ jest to jego stała praktyka, nadszedł czas, żeby interweniować. Do pudełeczek włożyłam figurki zwierzątek, których nazwy dzielą się odpowiednio na jedną lub dwie sylaby. Na pudełeczku nakleiłam kartki z liczbą kółek oznaczających liczbę sylab. Dzięki temu, wyjmując figurkę z pudełka, Dominik wie ile powinno być sylab i nie robi błędów! Na razie korzystamy z pudełek osobno, potem będziemy mieszać zwierzątka i segregować do odpowiednich pudełek. Jeszcze później dodamy wyrazy trzysylabowe itd.
Mamy też drugą zabawę, w którą bawimy się jadąc samochodem. Chłopcy wybierają markę jakiegoś auta i dzielą ją na sylaby, sprawdzając, która nazwa ma więcej sylab. Takie zadanie świetnie zajmuje w czasie jazdy, równocześnie rozwijając analizę i syntezę sylabową wyrazów. Spróbujcie sami!
| podziel na sylaby |
| wyrazy jednosylabowe |
Mamy też drugą zabawę, w którą bawimy się jadąc samochodem. Chłopcy wybierają markę jakiegoś auta i dzielą ją na sylaby, sprawdzając, która nazwa ma więcej sylab. Takie zadanie świetnie zajmuje w czasie jazdy, równocześnie rozwijając analizę i syntezę sylabową wyrazów. Spróbujcie sami!
sobota, 3 listopada 2012
Nauka pisania
Jak nauczyć pisać dziecko, które nie chce pisać? Jak nauczyć pisać dziecko, które z powodu obniżonego napięcia mięśniowego ma bardzo słabą sprawność motoryczną? Jak nauczyć pisać dziecko, kiedy uczy się je czytać metodą sylabową a pisać metodą montessori? Odpowiedzi na te pytania szukałam długo. Bardzo długo. Mam nadzieję, że znalazłam rozwiązanie tych zagadek a przynajmniej znalazłam sposób na moich chłopców.
Najtrudniejsze było dla mnie pogodzenie metody Cieszyńskiej z metodą Montessori. W metodzie sylabowej, najpierw uczymy dziecko czytać, potem pisać ze względu na to, że nie uczymy dziecka pojedynczych liter. Oczywiście można uczyć pisania całych sylab, ale wtedy dobrze, żeby dziecko chciało pisać. Moje nie chciały. A ja martwiłam się, że minie im okres wrażliwości na pisanie, który wg Marii Montessori pojawia się około czwartego roku życia. Na szczęście moje zmartwienia okazały się niepotrzebne i dziś obaj chłopcy chcą uczyć się pisać.
Zaczęliśmy od wzmacniania napięcia mięśniowego. Mamy za sobą szereg różnych ćwiczeń, które fizjoterapeuci zlecali nam do domu. Hipoterapię (Mikołaj) i pływanie (obaj). Mnóstwo (!) ćwiczeń praktycznego życia. Wycinanie, lepienie, rysowanie, malowanie i co tylko mogłam wymyślić lub podpatrzeć na innych blogach. I wreszcie to, co wg mnie zadziałało: jazda na rowerze na dwóch kółkach! Gdy chłopcy opanowali tę umiejętność i codziennie ją doskonalili na coraz dłuższych wycieczkach rowerowych, zaobserwowałam niesamowitą zmianę w działaniu ich rąk. Zaczęła się wielka miłość do rysowania, która przerodziła się w miłość do pisania. Hura!
Pozostało mi tylko pogodzić wskazówki, dwóch mądrych kobiet i można zacząć naukę pisania (nawiasem pisząc: zupełnie wbrew zaleceniom podstawy programowej).
W przypadku Mikołaja sprawa była dosyć prosta: on potrafi czytać i teraz można mu bez problemu wprowadzać nazwy liter. A ponieważ jest już w zerówce uczę go równocześnie: literowania i pisania na kartce. Korzystamy z naszego ruchomego alfabetu: na początku układał wyrazy, teraz krótkie zdania.
A żeby ćwiczył technikę pisania... wymyślam coraz to inne zabawy. Jedną z zabaw było na przykład pisanie malutkim kawałkiem mokrej gąbeczki po napisanych przeze mnie słowach na tablicy. Pomysł pochodzi stąd.
Oczywiście, teraz wykorzystuję nasze różne zajęcia, żeby ćwiczyć pisanie. Mikołaj podpisuje kontynenty gdy uczymy się geografii albo wpisuje nazwy brył geometrycznych gdy z nimi pracuje. Każda okazja jest dobra, żeby coś napisać. Dla niego największym wyzwaniem jest utrzymanie prawidłowego kierunku pisania liter - niestety skrzyżowana lateralizacja robi swoje i Mikołaj konsekwentnie pisze "i" od dołu, "o" zgodnie z ruchem wskazówek zegara itd. Dlatego potrzebuje wielu powtórek!
Ostatnio stworzyłam dla niego szybką grę. Na planszy były pola pomarańczowe i zielone. Kto stanął na zielonym polu musiał wylosować z woreczka przedmiot i zapisać jego nazwę w kolorowej soli. Gra tak się Mikołajowi spodobała, że oszukiwał, żeby stanąć na zielonym polu! (sprawdzał czy widzę, że oszukuje - czyli z teorią umysłu nie jest źle;-)) W kolejnych wersjach graliśmy zapisując wyrazy w liniach na karteczkach - nadal mu się podobało. Ważne tylko, żeby wygrywał ;-)
W przypadku Dominika pisanie samych liter odpada. Odpada też pisanie większości wyrazów, bo on nie potrafi jeszcze czytać i nie zna wszystkich sylab. Coś jednak dało się zrobić ;-) Zaczęłam od przygotowania dla niego szorstkiego imienia. Na kawałek płyty HDF nakleiłam samoprzylepną folię niebieską (ulubiony kolor Dominika) a na tym wycięte z papieru ściernego jego imię. To był początek jego pisania - umiejętność podpisania się zadziałała motywująco do dalszej nauki i zdecydowanie poprawiła mu samoocenę!
Po tych zabawach, Dominik odkrył na nowo nasze szorstkie samogłoski, co skłoniło mnie do realizacji mojego dawnego pomysłu na produkcję szorstkich sylab. Odkładałam ten pomysł wiedząc jak czasochłonne to będzie zajęcie, ale uznałam, że teraz będzie to warte zachodu. Nie pomyliłam się!
Zrobiłam pełny zestaw sylab ze spółgłoskami P i M, czyli po sześć sylab. Chciałam robić pojedyncze sylaby przy kolejnych spółgłoskach, ale na razie jest to dla mnie nieosiągalne czasowo. W zamian pokazuję Dominikowi jak się pisze inne sylaby i on je naśladuje.
Wykorzystaliśmy też szorstkie sylaby aby zagrać w grę, w którą grał Mikołaj. Powiedziałam Dominikowi, że tamta wersja jest dla siedmiolatków a ta dla czteroipółlatków. Przyjął to do wiadomości więc graliśmy i pisaliśmy ;-)
Kolejny pomysł to kopiowanie przy pomocy kalki. Na kartonikach piszę wyrazy lub sylaby a Dominik pisze po śladzie na kalce. Ostatnio jego sprawność manualna tak się poprawiła, że potrafi to robić zadziwiająco równo! I co najważniejsze: cieszy go to!
W czasie pisania Dominika, nigdy nie nazywam pojedyńczych liter! Piszę całą sylabę i wymawiam jej nazwę. Czasem piszemy wyrazy, ale wtedy też dzielimy je na sylaby, lub gdy jest to trudny wyraz wymawiam całą nazwę. W ten sposób staram się łączyć potrzebę pisania mojego synka (i wykorzystując jego fazę wrażliwości na pisanie) i naukę czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną. Wielokrotnie pisałam na tym blogu, że uważam tę metodę za najlepszą do nauki czytania małych dzieci oraz dzieci z problemami dyslektycznymi. I jestem przekonana, że gdyby Maria Montessori miała okazję zapoznać się z językiem polskim i metodą prof. Cieszyńskiej, zgodziłaby się ze mną!
Najtrudniejsze było dla mnie pogodzenie metody Cieszyńskiej z metodą Montessori. W metodzie sylabowej, najpierw uczymy dziecko czytać, potem pisać ze względu na to, że nie uczymy dziecka pojedynczych liter. Oczywiście można uczyć pisania całych sylab, ale wtedy dobrze, żeby dziecko chciało pisać. Moje nie chciały. A ja martwiłam się, że minie im okres wrażliwości na pisanie, który wg Marii Montessori pojawia się około czwartego roku życia. Na szczęście moje zmartwienia okazały się niepotrzebne i dziś obaj chłopcy chcą uczyć się pisać.
Zaczęliśmy od wzmacniania napięcia mięśniowego. Mamy za sobą szereg różnych ćwiczeń, które fizjoterapeuci zlecali nam do domu. Hipoterapię (Mikołaj) i pływanie (obaj). Mnóstwo (!) ćwiczeń praktycznego życia. Wycinanie, lepienie, rysowanie, malowanie i co tylko mogłam wymyślić lub podpatrzeć na innych blogach. I wreszcie to, co wg mnie zadziałało: jazda na rowerze na dwóch kółkach! Gdy chłopcy opanowali tę umiejętność i codziennie ją doskonalili na coraz dłuższych wycieczkach rowerowych, zaobserwowałam niesamowitą zmianę w działaniu ich rąk. Zaczęła się wielka miłość do rysowania, która przerodziła się w miłość do pisania. Hura!
Pozostało mi tylko pogodzić wskazówki, dwóch mądrych kobiet i można zacząć naukę pisania (nawiasem pisząc: zupełnie wbrew zaleceniom podstawy programowej).
| nauka literowania z ruchomym alfabetem |
A żeby ćwiczył technikę pisania... wymyślam coraz to inne zabawy. Jedną z zabaw było na przykład pisanie malutkim kawałkiem mokrej gąbeczki po napisanych przeze mnie słowach na tablicy. Pomysł pochodzi stąd.
| piszę czy zmazuję? |
Ostatnio stworzyłam dla niego szybką grę. Na planszy były pola pomarańczowe i zielone. Kto stanął na zielonym polu musiał wylosować z woreczka przedmiot i zapisać jego nazwę w kolorowej soli. Gra tak się Mikołajowi spodobała, że oszukiwał, żeby stanąć na zielonym polu! (sprawdzał czy widzę, że oszukuje - czyli z teorią umysłu nie jest źle;-)) W kolejnych wersjach graliśmy zapisując wyrazy w liniach na karteczkach - nadal mu się podobało. Ważne tylko, żeby wygrywał ;-)
| plansza do gry i woreczek z przedmiotami do losowania |
| pisanie w kolorowej soli |
W przypadku Dominika pisanie samych liter odpada. Odpada też pisanie większości wyrazów, bo on nie potrafi jeszcze czytać i nie zna wszystkich sylab. Coś jednak dało się zrobić ;-) Zaczęłam od przygotowania dla niego szorstkiego imienia. Na kawałek płyty HDF nakleiłam samoprzylepną folię niebieską (ulubiony kolor Dominika) a na tym wycięte z papieru ściernego jego imię. To był początek jego pisania - umiejętność podpisania się zadziałała motywująco do dalszej nauki i zdecydowanie poprawiła mu samoocenę!
| szorstkie imię |
| Dominik w czasie pracy |
Po tych zabawach, Dominik odkrył na nowo nasze szorstkie samogłoski, co skłoniło mnie do realizacji mojego dawnego pomysłu na produkcję szorstkich sylab. Odkładałam ten pomysł wiedząc jak czasochłonne to będzie zajęcie, ale uznałam, że teraz będzie to warte zachodu. Nie pomyliłam się!
| praca z szorstkimi sylabami |
Wykorzystaliśmy też szorstkie sylaby aby zagrać w grę, w którą grał Mikołaj. Powiedziałam Dominikowi, że tamta wersja jest dla siedmiolatków a ta dla czteroipółlatków. Przyjął to do wiadomości więc graliśmy i pisaliśmy ;-)
| szorstkie sylaby i pisanie na kartce |
Kolejny pomysł to kopiowanie przy pomocy kalki. Na kartonikach piszę wyrazy lub sylaby a Dominik pisze po śladzie na kalce. Ostatnio jego sprawność manualna tak się poprawiła, że potrafi to robić zadziwiająco równo! I co najważniejsze: cieszy go to!
| kalkowanie |
W czasie pisania Dominika, nigdy nie nazywam pojedyńczych liter! Piszę całą sylabę i wymawiam jej nazwę. Czasem piszemy wyrazy, ale wtedy też dzielimy je na sylaby, lub gdy jest to trudny wyraz wymawiam całą nazwę. W ten sposób staram się łączyć potrzebę pisania mojego synka (i wykorzystując jego fazę wrażliwości na pisanie) i naukę czytania metodą symultaniczno-sekwencyjną. Wielokrotnie pisałam na tym blogu, że uważam tę metodę za najlepszą do nauki czytania małych dzieci oraz dzieci z problemami dyslektycznymi. I jestem przekonana, że gdyby Maria Montessori miała okazję zapoznać się z językiem polskim i metodą prof. Cieszyńskiej, zgodziłaby się ze mną!
sobota, 12 maja 2012
Ruchomy alfabet "po naszemu"
Moje dzieci uczą się czytać zgodnie z metodą symultaniczno-sekwencyjną, którą szczerze i z całego serca uważam za najlepszą i najłatwiejszą dla dziecka. Czasem jednak "dokładam" im coś montessoriańskiego, oczywiście o ile nie jest to sprzeczne z metodą sylabową. Mikołaj (6 lat) właściwie potrafi już czytać, poznał wszystkie sylaby, czyta zdania i książeczki. Ostatnio zaczął wykazywać zainteresowanie pisaniem, niestety jego ręce nie są do tego jeszcze należycie przygotowane. Na razie postanowiłam popracować nad analizą i syntezą literową wyrazów. Aby mu w tym pomóc i uczynić z tej ciężkiej pracy świetną zabawę przygotowałam dla niego taką oto pomoc, która jest połączeniem dwóch różnych materiałów: Ruchomego Alfabetu E. Wianeckiej oraz ruchomego alfabetu, który przygotowała dla swojego synka autorka bloga Tymar. Nasz alfabet zawiera tylko litery, ułożone tak jak w alfabecie E. Wianeckiej, nie ma dwuznaków, które występują w alfabetach montessoriańskich. Układ liter przypomina układ na klawiaturze komputera, co ma przygotowywać do późniejszego pisania na komputerze.
Wielkie uściski należą się Dziadziusiowi R., który na moją prośbę przygotował "skrzyneczkę" na litery. Litery wydrukowałam na kartonikach 3x3 cm i zalaminowałam. Na zdjęciu poniżej Mikołaj w czasie pracy.
Coraz łatwiej przychodzi mi nie poprawianie błędów popełnianych przez moje dzieci ;-) Nawet nie musiałam się gryźć w język, gdy na macie Mikołaj ułożył taki podpis:
Układanie podpisów i literowanie okazało się fantastyczną zabawą. Udało mi się idealnie trafić w sferę zainteresowań Mikołaja, co wprawiło mnie w dobry humor na długo ;-)
W koszyczku znalazły się malutkie przedmioty o trzyliterowych nazwach. Niektóre były dość trudne i Mikołaj prosił mnie o pomoc, stąd bezbłędnie napisane wyrazy: koń i wąż. Ale najważniejsze, że zadanie wzbudza jego entuzjazm i zainteresowanie. Przy tak skupionej uwadze, można się wiele nauczyć. Dodatkowym atutem była dowolność wybieranych przedmiotów do podpisania. Mikołaj mógł sam decydować, który przedmiot wyjąć z koszyczka, co przy jego licznych zajęciach, na których coś musi, było dla niego pożądaną odmianą.
W przyszłości przy trudniejszych wyrazach zamierzam przygotowywać Mikołajowi karty kontrolne. Prawdopodobnie z jednej strony będzie obrazek, z drugiej podpis, tak żeby sam mógł poprawiać swoje błędy. Czy pisałam już kiedyś o moim nieustającym zachwycie nad montessoriańską zasadą samokontroli?
Wielkie uściski należą się Dziadziusiowi R., który na moją prośbę przygotował "skrzyneczkę" na litery. Litery wydrukowałam na kartonikach 3x3 cm i zalaminowałam. Na zdjęciu poniżej Mikołaj w czasie pracy.
| Mikołaj "podpisuje" |
| widok "z lotu ptaka" |
| LEF ;-) |
| gotowe zadanie |
W przyszłości przy trudniejszych wyrazach zamierzam przygotowywać Mikołajowi karty kontrolne. Prawdopodobnie z jednej strony będzie obrazek, z drugiej podpis, tak żeby sam mógł poprawiać swoje błędy. Czy pisałam już kiedyś o moim nieustającym zachwycie nad montessoriańską zasadą samokontroli?
poniedziałek, 7 maja 2012
Czytamy globalnie wyrazy - jedzenie
Ostatnio uczyliśmy się z Dominikiem czytać globalnie kilka wyrazów: kawa, mleko, chleb, ser, jajko. Wydawałoby się banalne - cóż to jest zapamiętać pięć słów? Okazuje się, że w przypadku zerowego zainteresowania jest to wręcz niemożliwe. Dopasowywanie podpisów do obrazków wzbudzało protest Dominika i za nic (!) nie chciał czytać tych słów. Można by zrezygnować i wybrać, coś co go bardziej zainteresuje, ale mnie zależało właśnie na tych pięciu słowach. Dlaczego? Ano dlatego, że z czasu gdy Mikołaj uczył się czytać mamy zestawy Moich sylabek a tam w wielu późniejszych tekstach pojawiają się właśnie te słowa. Postanowiłam więc uatrakcyjnić to zadanie. Przygotowałam przedmioty do których dopasowywaliśmy obrazki i podpisy. Nasze produkty to:
Udało się! Reakcja alergiczna ustąpiła i moje dziecko z radością "odczytywało" podpisy. Potem było tylko fajniej ;-) Wykorzystując miłość mojego syna do jego kasy sklepowej bawiliśmy się w sklep. Dominik był sprzedawcą a ja klientem. Udawałam małą dziewczynkę, której mama napisała co ma kupić, ale dziewczynka nie umie czytać. Czy pan sprzedawca mógłby przeczytać co tam jest napisane? Wtedy pan sprzedawca brał karteczkę i "czytał" czyli dopasowywał trzymany w ręce podpis do takiego samego w sklepie i patrząc na produkt, wiedział co jest napisane! Ponieważ Dominik kocha swoją kasę i zabawę w sklep, bawiliśmy się w to na prawdę długo i nie raz. Wspaniała okazja do wielokrotnego powtarzania tego samego bez wysiłku i znużenia!
Ostatnim etapem, było sprawdzenie jak wiedza utrwaliła się w głowie. Przygotowałam Dominikowi karty do ćwiczeń. Trzeba dopasować właściwy podpis do obrazka i zaznaczyć spinaczem (przy okazji doskonalimy sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową). Oczywiście z tyłu były umieszczone znaczki dla samokontroli.
I w ten oto sposób udało mi się nudne i odpychające zajęcie zamienić w świetną zabawę na długi czas ;-)
Zabawa miała też ciąg dalszy - Dominik zaintrygowany kawą co chwilę odkręcał słoiczek, zaglądał do środka i wąchał go. Zaproponowałam mu zabawę kawą na co przystał z radością.
I tak gdy ja gotowałam obiad, wciąż miałam podawaną świeżą kawę. Ile tylko dusza zapragnie ;-)
- MLEKO - buteleczka po jogurcie pitnym, na którą nakleiłam obrazek z kozą (przy alergii na mleko krowie, prawdziwe mleko pochodzi od kozy;-))
- CHLEB - zostało nam jeszcze trochę pieczywa z naszej zabawy w piekarnię
- JAJKO - plastikowe jajko
- KAWA - prawdziwa, zmielona kawa w słoiczku
- SER - kawałki filcu, pomysł stąd
| dopasuj podpis |
Udało się! Reakcja alergiczna ustąpiła i moje dziecko z radością "odczytywało" podpisy. Potem było tylko fajniej ;-) Wykorzystując miłość mojego syna do jego kasy sklepowej bawiliśmy się w sklep. Dominik był sprzedawcą a ja klientem. Udawałam małą dziewczynkę, której mama napisała co ma kupić, ale dziewczynka nie umie czytać. Czy pan sprzedawca mógłby przeczytać co tam jest napisane? Wtedy pan sprzedawca brał karteczkę i "czytał" czyli dopasowywał trzymany w ręce podpis do takiego samego w sklepie i patrząc na produkt, wiedział co jest napisane! Ponieważ Dominik kocha swoją kasę i zabawę w sklep, bawiliśmy się w to na prawdę długo i nie raz. Wspaniała okazja do wielokrotnego powtarzania tego samego bez wysiłku i znużenia!
| co tu jest napisane? |
Ostatnim etapem, było sprawdzenie jak wiedza utrwaliła się w głowie. Przygotowałam Dominikowi karty do ćwiczeń. Trzeba dopasować właściwy podpis do obrazka i zaznaczyć spinaczem (przy okazji doskonalimy sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową). Oczywiście z tyłu były umieszczone znaczki dla samokontroli.
| znajdź właściwy podpis |
I w ten oto sposób udało mi się nudne i odpychające zajęcie zamienić w świetną zabawę na długi czas ;-)
Zabawa miała też ciąg dalszy - Dominik zaintrygowany kawą co chwilę odkręcał słoiczek, zaglądał do środka i wąchał go. Zaproponowałam mu zabawę kawą na co przystał z radością.
| zabawa z kawą |
sobota, 3 marca 2012
Czytamy sylaby - S i Z
Dziś kilka naszych, nowych zabaw sylabowych. Dotarliśmy do sylab: S i Z i pewnie trochę się przy nich zatrzymamy, ze względu na korekcję seplenienia międzyzębowego... Oto co wymyśliłam, aby nam uprzyjemnić żmudne powtórki:
Pierwsza zabawa to rozwinięcie prostej dopasowywanki. Piłeczki pingpongowe przenosimy szczypcami do odpowiedniej przegródki kartonu na jajka. Przy okazji - ćwiczymy sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową.
Budujemy igloo. Bardzo prosta w założeniach gra - każdy zawodnik ma swoje igloo - bazę, losujemy "bryły lodu" i jeśli pasuje do naszego igloo, zabieramy. Wygrywa ten, kto pierwszy zbuduje igloo. (oczywiście w trakcie budowania, trzeba sylaby czytać i powtarzać, najlepiej wielokrotnie;-))
Następna gra to połączenie dopasowywanki ze stymulacją sensoryczną. Czyli po prostu: sylaby napisane na kartonikach kwadratowych lub okrągłych, losowane z pudełka po chusteczkach higienicznych, wypełnionego ziarnami kukurydzy. Oczywiście można wylosować tylko kartoniki w swoim kształcie. Wygrywa ten, kto pierwszy zapełni swoją planszę. Przy okazji tej zabawy, zwracamy uwagę na konieczność czytania od lewej do prawej strony.
I tyle... Oczywiście czytamy książeczkę i korzystamy z naszych poprzednich zabaw sylabowych, przerobionych na dzisiejsze potrzeby. I mimo spowolnienia, wciąż czytamy, świetnie się przy tym bawiąc ;-)
Pierwsza zabawa to rozwinięcie prostej dopasowywanki. Piłeczki pingpongowe przenosimy szczypcami do odpowiedniej przegródki kartonu na jajka. Przy okazji - ćwiczymy sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową.
| piłeczki wracają na swoje miejsce |
Budujemy igloo. Bardzo prosta w założeniach gra - każdy zawodnik ma swoje igloo - bazę, losujemy "bryły lodu" i jeśli pasuje do naszego igloo, zabieramy. Wygrywa ten, kto pierwszy zbuduje igloo. (oczywiście w trakcie budowania, trzeba sylaby czytać i powtarzać, najlepiej wielokrotnie;-))
| budujemy igloo |
Następna gra to połączenie dopasowywanki ze stymulacją sensoryczną. Czyli po prostu: sylaby napisane na kartonikach kwadratowych lub okrągłych, losowane z pudełka po chusteczkach higienicznych, wypełnionego ziarnami kukurydzy. Oczywiście można wylosować tylko kartoniki w swoim kształcie. Wygrywa ten, kto pierwszy zapełni swoją planszę. Przy okazji tej zabawy, zwracamy uwagę na konieczność czytania od lewej do prawej strony.
| grasz w sylaby? |
I tyle... Oczywiście czytamy książeczkę i korzystamy z naszych poprzednich zabaw sylabowych, przerobionych na dzisiejsze potrzeby. I mimo spowolnienia, wciąż czytamy, świetnie się przy tym bawiąc ;-)
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Czytamy sylaby
Większość ludzi zaczyna nowy rok z noworocznymi postanowieniami, entuzjazmem i zapałem do działania. Ja nie. Początek stycznia to dla mnie w najlepszym wypadku czas noworocznego spowolnienia. Mija grudniowa euforia związana z adwentem i Świętami, a przed nami jeszcze tyyle do wiosny... Dzięki temu, że w tym roku prawdziwej zimy brak i z moim samopoczuciem nie najgorzej. Ale i nie najlepiej ;-) Zebrałam się więc w sobie i siadłam do komputera, żeby pokazać kilka naszych sylabowych zabaw (jeszcze grudniowych).
Pierwsza zabawa łączy czytanie z ćwiczeniem logopedycznym. W pasku papieru wydziurkowałam gwiazdki i napisałam na nich sylaby. Pasek papieru nakleiłam na szerszy pasek w innym kolorze i w otworach też wpisałam sylaby. Przy pomocy rurki, przenosimy gwiazdki do ich "domków." To zadanie jest dość trudne, stosując je dobrze mieć pewność, że dziecko bez problemu przenosi papierki słomką.
Kolejne zadanie jest mało oryginalne, ale niektórym dzieciom może się spodobać. Na odwrotnej stronie kartoników memo z postaciami bajki "Tomek i przyjaciele" (lub innej;-)) wystarczy napisać sylaby. Potem sprawdzamy jaką sylabę wiedzie Tomek? A jaką Kuba? To była jedna z nielicznych zabaw sylabowych, w których bez protestu uczestniczył Mikołaj (dawno temu). Teraz posłużyła jako urozmaicenie dla Dominika.
Nasze kręgle z sylabami, które powstały z butelek po jogurtach pitnych zmieniły się w prostą dopasowywankę. Nakleiłam nowe sylaby na butelkach i dodatkowo na zakrętkach i Dominik dopasowywuje je do siebie. Przy okazji ćwiczy sprawność manualną.
Ponieważ od Świąt mieliśmy dłuższą przerwę, na razie powtarzamy sylaby, które już poznaliśmy., Mam nadzieję, że szybko się "rozkręcimy" i pojawią się nowe sylaby i nowe zabawy ;-)
Pierwsza zabawa łączy czytanie z ćwiczeniem logopedycznym. W pasku papieru wydziurkowałam gwiazdki i napisałam na nich sylaby. Pasek papieru nakleiłam na szerszy pasek w innym kolorze i w otworach też wpisałam sylaby. Przy pomocy rurki, przenosimy gwiazdki do ich "domków." To zadanie jest dość trudne, stosując je dobrze mieć pewność, że dziecko bez problemu przenosi papierki słomką.
| sylabowe gwiazdki |
Kolejne zadanie jest mało oryginalne, ale niektórym dzieciom może się spodobać. Na odwrotnej stronie kartoników memo z postaciami bajki "Tomek i przyjaciele" (lub innej;-)) wystarczy napisać sylaby. Potem sprawdzamy jaką sylabę wiedzie Tomek? A jaką Kuba? To była jedna z nielicznych zabaw sylabowych, w których bez protestu uczestniczył Mikołaj (dawno temu). Teraz posłużyła jako urozmaicenie dla Dominika.
| która lokomotywa wiezie WU? |
Nasze kręgle z sylabami, które powstały z butelek po jogurtach pitnych zmieniły się w prostą dopasowywankę. Nakleiłam nowe sylaby na butelkach i dodatkowo na zakrętkach i Dominik dopasowywuje je do siebie. Przy okazji ćwiczy sprawność manualną.
| dopasuj zakrętki |
Ponieważ od Świąt mieliśmy dłuższą przerwę, na razie powtarzamy sylaby, które już poznaliśmy., Mam nadzieję, że szybko się "rozkręcimy" i pojawią się nowe sylaby i nowe zabawy ;-)
piątek, 9 grudnia 2011
Sylabowe zabawy - mix
Ostatnio zauważam coraz większą radość z czytania u mojego dziecka. Coraz większą. Jego entuzjazm rośnie wprost proporcjonalnie do umiejętności, codziennie chce czytać i prosi: "przygotuj mi coś czego jeszcze nie robiliśmy". Takim prośbom, odmówić zwyczajnie nie potrafię ;-) Zapraszam więc do naszych nowych sylabowych gier.
Pierwsza zabawa to ubieranie choinki. Początkowo myślałam o wycięciu papierowych bombek z napisanymi sylabami i zawieszaniu ich na prawdziwej choince, ale... choinki w domu jeszcze nie ma a ja wpadłam na coś szybszego w przygotowaniu. Jakby ktoś nie rozpoznał - bombkami są nakrętki po jogurtach pitnych. Tu z sylabami B i L ale w przygotowaniu mam następne. Trzeba korzystać póki choinkowy sezon trwa!
Dawno, dawno temu wyrzuciłam resztki zmasakrowanych przez moje dzieci piankowych puzzli podłogowych. Zachowałam jednak kolorowe kółeczka, wiedząc że kiedyś na pewno się przydadzą. I nadszedł wreszcie ten dzień. Przy pomocy papierowej taśmy malarskiej i markera, krążki zmieniły się w sylabowe naleśniki. Naleśniki smażymy z obu stron, odkładamy na talerz potem jemy i zaczynamy zabawę od nowa. Dla mojego miłośnika zajęć kulinarnych ta zabawa może się nie kończyć. Przy okazji odwracania naleśników, ćwiczymy nadgarstek i koordynację wzrokowo - ruchową. Dodam jeszcze, że wielką atrakcją jest użycie prawdziwej patelni do naleśników.
Inspiracją do kolejnej zabawy był ten post Grażki. Akurat miałam w domu kartonik z czterema dziurkami i powstała rodzinka misiów. Misie były bardzo głodne i zjadały dużo sylabowych smakołyków. Na kartce sylaby napisane są w trzech rzędach i opowiadając o misiach, przesuwamy kartonik w dół i w dół... Wyszła nam z tego świetna zabawa!
Z miłości do mojego nowego dziurkacza powstała kolejna zabawa - choinkowy las. Wydziurkowane choineczki, podpisane i przyklejone taśmą do wykałaczek. Pierwszy zestaw wbijamy w styropian a potem choinki z drugiego zestawu szukają swoich braciszków. Przy okazji ćwiczymy sprawność manualną.
A w poszukiwaniu innych pomysłowych zabawy z sylabami zajrzyjcie do Grażki tu, tu, tu i tu. Wszystkie te zabawy są zgodne z założeniami symultaniczno - sekwencyjnej metody nauki czytania. Polecam!
Pierwsza zabawa to ubieranie choinki. Początkowo myślałam o wycięciu papierowych bombek z napisanymi sylabami i zawieszaniu ich na prawdziwej choince, ale... choinki w domu jeszcze nie ma a ja wpadłam na coś szybszego w przygotowaniu. Jakby ktoś nie rozpoznał - bombkami są nakrętki po jogurtach pitnych. Tu z sylabami B i L ale w przygotowaniu mam następne. Trzeba korzystać póki choinkowy sezon trwa!
| sylabowe bombki |
Dawno, dawno temu wyrzuciłam resztki zmasakrowanych przez moje dzieci piankowych puzzli podłogowych. Zachowałam jednak kolorowe kółeczka, wiedząc że kiedyś na pewno się przydadzą. I nadszedł wreszcie ten dzień. Przy pomocy papierowej taśmy malarskiej i markera, krążki zmieniły się w sylabowe naleśniki. Naleśniki smażymy z obu stron, odkładamy na talerz potem jemy i zaczynamy zabawę od nowa. Dla mojego miłośnika zajęć kulinarnych ta zabawa może się nie kończyć. Przy okazji odwracania naleśników, ćwiczymy nadgarstek i koordynację wzrokowo - ruchową. Dodam jeszcze, że wielką atrakcją jest użycie prawdziwej patelni do naleśników.
| Naleśnika? Może GA? |
Inspiracją do kolejnej zabawy był ten post Grażki. Akurat miałam w domu kartonik z czterema dziurkami i powstała rodzinka misiów. Misie były bardzo głodne i zjadały dużo sylabowych smakołyków. Na kartce sylaby napisane są w trzech rzędach i opowiadając o misiach, przesuwamy kartonik w dół i w dół... Wyszła nam z tego świetna zabawa!
| Misie Łakomczusie |
| choinkowy las |
A w poszukiwaniu innych pomysłowych zabawy z sylabami zajrzyjcie do Grażki tu, tu, tu i tu. Wszystkie te zabawy są zgodne z założeniami symultaniczno - sekwencyjnej metody nauki czytania. Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
