piątek, 12 kwietnia 2013

Sylabowe zabawy

Kilkukrotnie pisałam już o tym, dlaczego uczę dzieci czytać metodą symulataniczno-sekwencyjną (sylabową). Jeśli ktoś przegapił moje tłumaczenia a chciałby zrozumieć przewagę czytania sylabami nad literami, zapraszam do Eli na ten oto wpis.

Ponownie czytamy sylaby ze spółgłoską "p". Wracaliśmy do starych zabaw, ale wprowadziłam też sporo nowych. Moim celem jest, aby Dominik tak opanował sylaby, żeby mógł je wyrecytować "w środku nocy o północy" ;-) i żeby już nigdy nie mylił "p" z "m" (co niestety wciąż się zdarza). Oto kilka z moich ostatnich pomysłów.
O naszym pociągu już kiedyś pisałam, ale teraz korzystaliśmy z niego trochę w inny sposób. Rzucaliśmy kostką z sylabami i ładowaliśmy do wagoników wyrzuconą sylabę. Następnie cały ładunek zapisywaliśmy na paseczkach papieru i za każdym razem porównywaliśmy czy udało się w tym samym wagoniku trafić z taką samą sylabą. Ta prosta, wymyślona na poczekaniu gra z elementem niespodzianki, bardzo spodobała się Dominikowi.

widok z lotu ptaka
porównujemy sylaby

Absolutnym hitem Dominika była zabawa w czytanie listów dla królowej. Wzięłam autko - królową (z filmu Auta 2) a Dominik był jej sekretarzem i musiał czytać jej listy. Wystarczyło, że królowa wydawała różne okrzyki, oburzała się i cieszyła na zmianę a Dominik pękał ze śmiechu czytając. I prosił o tę zabawę raz za razem ;-)

Królowa i listy do przeczytania

 Jedna z pomocy z serii recykling: kartka wycięta z gazetki Auta (to było jakieś zadanie matematyczne chyba) i naklejone naklejki z sylabami. Bawimy się w wyścigi jeżdżąc po torach palcem. W trakcie "jazdy" czytamy mijane sylaby a na mecie mówimy ile sekund trwała trasa. Potem jedzie druga osoba a na końcu porównujemy kto wygrał. Przy okazji ćwiczymy porównywanie liczb: większa/mniejsza. No i jest to doskonała okazja do trenowania sytuacji, w której wygrywa ten kto ma mniej (co dla chłopców wciąż jest dziwne!).

kto szybciej przejedzie trasę?


I jeszcze ćwiczenie pamięci, o którym przypomniała mi kiedyś w komentarzu Ela (autorka wspomnianego już dziś blogu). Dominik ma przed sobą sylaby, ułożone tak jak poniżej. Zasłaniamy je i ja ze swojego identycznego zestawu pokazuję mu dwie (później trzy) sylaby. On musi je zapamiętać i gdy po kilku sekundach je odwrócę, odsłaniamy jego zestaw i pytam: "które sylaby pokazałam?" Później to ćwiczenie powtarzamy sekwencyjnie, czyli pokazuję sylaby po kolei (dwie, w późniejszym etapie trzy). Żeby uprzyjemnić to trudne i nudne zadanie, sylaby chowamy na końcu do pudełeczka w kształcie serca ;-)



Czytamy te sześć sylab i czytamy. Mi się już trochę nudzi, ale dzięki nieustającym zmianom Dominikowi wcale ;-) Kilka razy myślałam już, że czas iść dalej i wtedy nagle widząc "PE" Dominik woła "ME". Normalnie w takich chwilach ręce mi opadają ;-( ale potem biorę głęboki wdech, uśmiecham się łagodnie i wymyślam nową zabawę. W końcu chodzi o to żeby było miło ;-)

I  jeszcze jedno moje okrycie, blog Zabawy sylabowe. W sam raz dla szukających inspiracji do pracy metodą prof. Cieszyńskiej!


19 komentarzy:

  1. Ja muszę się porządnie wziąć za zabawy sylabowe, bo mój starszak mi je zaczyna literować... No tak...
    Dzięki za linka...równie inspirujący...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co kojarzę, to Wy bardziej zaawansowani w czytaniu jesteście - powodzenia w zabawach ;-)

      Usuń
  2. Super pomysły jak zawsze:) To z Twojego bloga czerpałam inspiracje od początku naszego sylabowego czytania:) Na pewno coś wykorzystamy, bo pomysłów nigdy za dużo:)
    Szczególnie musimy ćwiczyć pamięć i dzięki, że napisałaś, bo wcześniej ćwiczyłam z nią na obrazkach, a teraz poćwiczymy na sylabach:)

    Dzięki za podlinkowanie:)
    Pozdrawiam:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa Aniu ;-)
      A linkuję, bo uważam, że warto - trzeba się nawzajem inspirować!
      P.S. Gabi jest szczęściarą, że ma taką siostrę!

      Usuń
  3. Uwielbiam Twoje pomysły. Jesteś niesamowicie kreatywna. A ja nie, więc podpatruję i korzystam, bo też od dawna już uczymy się czytania tą właśnie metodą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że ktoś korzysta z moich pomysłów - w przeciwnym razie ich publikowanie nie miałoby sensu!

      Usuń
  4. Właśnie przez Elę do Ciebie trafiłam i zostaję! Przeglądam i przeglądam Twojego bloga i chyba wszystkie pomysły sylabowe od Ciebie ściągnę! Ja z dumą (!) mojemu dziecku zwykłe kartoniki z sylabami zafundowałam i zastanawiałam się, skąd u niego kompletny brak entuzjazmu! A tu proszę! Sylabowy pociąg, nakrętki, bingo, kostka...Dzięki stokrotne za kopalnię pomysłów i zdrowego kopniaka w moje ego:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za podbudowanie mojego ego ;-)

      Usuń
  5. Świetny pomysł z listem do królowej!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominikowi bardzo się podobało - zaśmiewał się do rozpuku przy tej zabawie ;-)

      Usuń
  6. a my mamy z tym czytaniem inny problem - młody rozróżnia pierwszą literę w sylabie prawidłowo (P, M, L, itd.), ale drugiej już nie (samogłoski). Też już mi ręcę opadają bo same samogłoski czyta dobrze. Już nawet zrobiłam szorstkie sylaby żeby dodatkowym zmysłem popracował ale widzę, że nie pomaga. Z kolei całowyrazowo już kilka wyrazów opanował bardzo dobrze (czyli pracuje ciągle prawopółkulowo).
    Do tego syn ma problem z motywacją, ucieka od tego czytania sylab bo jest to po prostu dla niego trudne a jest urodzonym leniuchem ;-))))).

    Magdo, zabawa z królową jest po prostu genialna, na pewno jej spróbujemy. Inne z resztą też :-))))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze mi się przypomniało, że możesz dodatkowo używać gestów artykulacyjnych - sylaba z "P" to kładziemy palec na usta tak jak do "ciiiicho" a sylaba z "M" to ręka położona na policzku. Może w ten sposób Dominik spamięta :-).

      Usuń
    2. Pentlo, my używamy gestów, ale one też nie pomagają ;-)
      A motywacja... Mikołaja nam się nie udawało motywować - po protu musiał pracować i koniec a z Dominikiem jakoś to idzie. Tyle, że mało do przodu...

      Usuń
  7. U nas pomyłki p-m tez się zdarzają, a do tego b-d:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och Grażko: b-d to takie same są, nie dziwota, że się mylą, ale że p-m to pojąć tego nie mogę...

      Usuń
  8. Magda, działa!!!!! Wczoraj, zainspirowana Twoimi pomysłami, zaproponowałam młodemu zabawę w głodnego smoka (młody przeżywa absolutną fascynację smokiem wawelskim), który zjada sylaby. I wczoraj smok miał apetyt na MO MU MI. Smok mówił: jestem głodny, daj mi sylabę MO, bo inaczej Cię zjem. I Benio musiał wyszukac spośród kilkunastu kartek z różnymi sylabami tę, o którą prosił smok. I smok zjadał MO i mlaskał i prychał i wydawał tysiąc innych dźwięków, a Benek zaśmiewał się w głos. I tak zjadł smok kilkanaście razy kombinację MO MU MI, po czy nastąpiła prośba o zamianę i Benio zamienił się w smoka zjadającego sylaby, a ja musiałam wyszukiwać. Najlepsze było, że specjalnie robiłam błędy, a młody to zauważał i nie dał się nakarmić niepoprawną sylabą!!! Byłam pod wrażeniem. Ogromnym. Zabawa trwała dobre 30 minut, co wcześniej nie zdażyło nam się NIGDY!!! Dzieki stokrotne za inspirację! Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, super! Normalnie czuję Twoją radość, bo sama to przeżyłam ;-))) Dziękuję, że napisałaś, po takich wpisach, wiem że czas przeznaczony na pisanie bloga nie jest zmarnowany ;-)

      Usuń
  9. zmarnowany?? chyba żartujesz, super bloga prowadzisz, wspaniałe wskazówki, rewelacyjne pomysły! Tak dalej!!!

    OdpowiedzUsuń