sobota, 22 września 2012

Wspomnienia z wakacji

Jesień właśnie się zaczęła, ale ponieważ lato wciąż żywe w naszej pamięci - zapraszam więc do wspomnień z wakacji ;-)
plaża nad jeziorem?
 W pierwszym tygodniu września naszym tematem wiodącym były wspomnienia z wakacji. Ponieważ część wyjazdu rodzinnego spędziliśmy w uroczym zakątku Polski, chciałam przypomnieć chłopcom gdzie byliśmy i co ciekawego widzieliśmy. A widzieliśmy piękne jeziora, bagna i torfowiska, płynęliśmy spływem kajakowym po Bugu, obserwowaliśmy bociany, jaskółki brzegówki, zimorodki i czaple, szukaliśmy żółwi błotnych.... sporo tego było. Nie zabrakło też wycieczek rowerowych i długich godzin chlapania się w jeziorze. Powyjmowałam więc zdjęcia, pocztówki i mapy, które przywieźliśmy z naszych wojaży i wspominaliśmy, trenując umiejętności językowe chłopców oraz posługiwanie się mapą. Czytaliśmy książeczkę o zwierzętach żyjących na mokradłach. Wspaniały, wspólnie spędzony czas, który pozwolił nam na łagodne przejście z rytmu wakacyjnego w "szkolny". A dla zabawy, wymyśliłam że zrobimy sobie plażę nad jeziorem. Na kawałku styropianu, namalowaliśmy jezioro, piasek i trawę. Chłopcy świetnie ze sobą współpracowali - mój uśmiech rósł z każdą chwilą.

pracujemy nad wspólnym dziełem
Po wyschnięciu farby, wystarczyło wbić kilka parasolek, rozłożyć leżaki z pozaginanej tekturki i wybrać, które zabaweczki z kinder niespodzianek wybiorą się na plażę. I znowu chwila ciszy i spokoju dla mamy ;-)

jak przyjemnie ;-)
Przez moment było mi prawie tak błogo jak tym małpkom ;-)


środa, 5 września 2012

Nasz pierwszy dzień

Nadszedł ten dzień. Pierwszy dzień szkoły, w naszym przypadku szkoły domowej. Długo rozmyślałam nad tym od czego zaczniemy oficjalną naukę. Niby od dawna uczymy się w domu, ale teraz chciałam podkreślić, że kolejne dni będą się różnić od wakacyjnych. Że oczekiwana przez Mikołaja zerówka istnieje, choć rano nie trzeba pędzić do przedszkola. Ponieważ jednym z moich celów jest utrzymanie (w Dominiku) i rozbudzenie (w Mikołaju) radości z uczenia się, uznałam że pierwszy dzień musi być frajdą. Tak żeby prawem pierwszego połączenia, w głowach moich chłopców, zagościła myśl: szkoła domowa jest fajna! Gdy zadałam sobie pytanie: co najbardziej lubią moje dzieci?, mogłam odpowiedzieć tylko w jeden sposób: lody! I tak powstał temat naszego pierwszego dnia.
Zaczęliśmy od drobnych upominków na nowy rok szkolny. Każdy z chłopców dostał taką paczuszkę:

na miły początek ;-)
W środku były wesołe magnesy, ołówki i długopisy ze spidermanem oraz  cienkopisy. Paczuszki, przewiązane kolorowymi sznurówkami, wzbudziły mnóstwo radości. Dzień zaczął się przyjemnie ;-)
Ustaliliśmy też sobie zasady, jakie od tej pory będą nas obowiązywały i zapisane, podpisane zawisły w widocznym miejscu na ścianie.
Potem zajęliśmy się naszym tematem. Były zadania związane z czytaniem, pisaniem, kolorowaniem, łączeniem sylab, rozwijaniem słownictwa. Wszystko łatwe, lekkie i przyjemne.

przykładowe zadania

Chłopcy mieli za zadanie wykonać pracę plastyczną - wyciąć gałki lodów (kółka narysowane na kolorowym papierze) i przykleić je razem z wafelkiem na kartkę. Cóż... zadanie bardzo im się podobało, ale jak widać potrzebujemy ćwiczeń w wycinaniu kółeczek ;-)

z lewej:praca Dominika, z prawej: Mikołaja

Potem przygotowaliśmy sobie kolorowy lód do malowania. Zabarwioną bibułą wodę, chłopcy przelewali kroplomierzem i strzykawką do pojemników na lód.

trudniejsze niż się wydaje
Po południu, mieli świetną zabawę - choć Mikołaja bardziej niż malowanie, zainteresowało rozmakanie kartki. Przy okazji ta zabawa stanowi świetną stymulację sensoryczną i zajmuje dzieci, pozwalając mamie na gotowanie w ciszy i spokoju ;-)


Przy okazji sprawdzaliśmy jak woda zmienia stany skupienia, co wkomponowało się w nasz cykl naukowy.
Ale i tak największy entuzjazm wzbudziła nasza wyprawa do lodziarni. Chłopcy są na diecie bezmlecznej, więc nieczęsto zdarza im się taka wycieczka. Co za szczęście, że znalazłam lodziarnię, w której sprzedają sorbety! Dzięki temu rok szkolny moich synów mógł zacząć się od przyjemności ;-) Oby tak dalej!

czwartek, 23 sierpnia 2012

Pojemnik sensoryczny - balonowe rybki

Pewnego deszczowego popołudnia powstała w naszym domu taka oto zabawka: rybki z baloników. Wzięłam kilka kolorowych baloników i wsypałam do środka, to co akurat było w domu: kaszę jęczmienną, drobną fasolę, makaron, mąkę pszenną i mąkę ziemniaczaną. Zrobiłam po dwie pasujące do siebie rybki tzn. z tym samym wypełnieniem. Dla samokontroli pary łączyły się też kolorami. Najpierw chłopcy oglądali i dotykali rybki. Potem zaprosiłam ich do zabawy w zgadywanie z zasłoniętymi oczami. Rybki wylądowały w dwóch miseczkach a chłopcy szukali par. Jeśli uznali, że rybki są takie same w dotyku, kładli je przed sobą na tacy. Na koniec, można było zdjąć zasłonę z oczu i samemu sprawdzić poprawność wykonanego zadania. Ponieważ zadanie okazało się banalnie proste dla obu moich synków, powstała nowa wersja - do jednej z misek wlałam wodę. Miałam nadzieję, że będzie to dodatkowe rozproszenie i zmusi chłopaków do większego skupienia. I rzeczywiście, szukając rybki w wodzie, nagle mąka ziemniaczana i pszenna przestały się różnić. Zadanie okazało się trudne, ale sprawiło też więcej frajdy niż wersja "na sucho".

gdzie ta rybka?

Po skończonych zagadkach, rybki wylądowały w naszym pojemniku sensorycznym, gdzie  pływały w wodzie i przeżywały niezwykle dramatyczne przygody. Dołożyłam kilka narzędzi do wyławiania i mogłam zająć się przygotowywaniem obiadu w ciszy i (chwilowym) spokoju.

wyławianie rekina przy pomocy sitka...
...i szczypcami

Kocham takie zabawy ;-)

26 sierpnia:

Dziś znalazłam nowy pomysł na balonowe rybki. Nie są dotykowe, ale... myślę, że to świetna zabawka dla maluszka, dlatego dodaję tutaj link. A za jakiś rok, sprawdzimy jak taka zabawka spodoba się naszemu Maleństwu ;-)


czwartek, 16 sierpnia 2012

Wakacyjne dylematy (rodziców małych autystów)

Nie, nie będzie to wpis o problemach: jakie miejsce wybrać na wakacyjny odpoczynek. Raczej dla poszukujących odpowiedzi na pytanie: uczyć się, czy nie uczyć w wakacje. Już dawno temu przyjęłam zasadę: żadnej nauki i terapii w weekend. To dla nas czas spędzany rodzinnie i jeśli się uczymy to tylko "przy okazji" i w zabawie. Przyznam jednak, że wizja pierwszych wakacji po diagnozie, zupełnie pozbawionych zajęć terapeutycznych i edukacyjnych wydawała mi się strasznym marnowaniem czasu. Wszyscy terapeuci, podkreślają, że terapia dziecka z autyzmem musi być intensywna. Cóż było robić? Zapakowałam całe pudło materiałów, z których mieliśmy korzystać w czasie pobytu w domku kempingowym i wyruszyliśmy. I wiecie co? Nawet nie otworzyłam tego pudła. Zorientowałam się, że pobyt nad jeziorem, w środku lasu i z gromadką znajomych dzieci był najlepszą terapią i nauką na świecie. Ilość bodźców, które oddziaływały na moje autystyczne dziecko, cały szereg nowych doświadczeń, które budowały jego wiedzę o świecie i wreszcie odpoczynek od ciągłych zajęć, kiedy coś "się musi" robić - to było to czego potrzebował. Nigdy nie zapomnę tamtych wakacji i postępów jakie poczynił wtedy Mikołaj (to niesamowite, ale w czasie przerwy w terapii zaczął mówić). Od tamtej pory przyjęłam zasadę, że nigdy nie zabieram materiałów edukacyjnych na wyjazdy, nie sadzam dzieci przed książkami w czasie weekendów u dziadków. Nasza nauka i doświadczanie świata dzieje się wtedy samo. Wiem, że dla wielu rodziców dzieci z autyzmem, jest to nie do przejścia. Myślą, że to zmarnowany czas. Ja widzę, że to nieprawda. Tak dziecko jak i rodzic, potrzebuje odpoczynku od intensywnej pracy przez cały tydzień czy przez cały rok szkolny. A mózg potrzebuje czasu na integrację nowych bodźców. Po wakacyjnym wypoczynku, wszyscy mamy więcej energii i radości. I nasze dzieci mogą z nową siłą, przezwyciężać swoje problemy.
Ale nie jest tak, że od czerwca do września leżymy i labujemy. Wakacyjny czas, który spędzamy w domu to dla nas czas pracy. Co prawda nie jeździmy na żadne terapie, ale codziennie Mikołaj uczy się ze mną (oczywiście Dominik też;-)). Wykorzystujemy przedpołudnia na ćwiczenia mowy, czytania, pisania, liczenia etc. A popołudnia spędzamy poza domem. Jest jeszcze dodatkowy powód, dla którego pracujemy w lecie - planujemy dłuższe wakacje od nauki z mamą w listopadzie. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na zdjęcie...

z chłopakami w tle ;-)
...i wszystko jasne!

Udanej końcówki wakacji dla wszystkich ;-)


niedziela, 12 sierpnia 2012

Chłopcy z zapałkami

Dzieciom nie wolno bawić się zapałkami. Wszyscy o tym wiedzą, moi chłopcy też. Dlaczego więc, za każdym razem gdy małe patyczki znalazły się w ich zasięgu, małe łapki aż się do nich rwały? Gdy Dominik znalazł świeczkę ze swojego tortu urodzinowego, zaproponowałam mu, że nauczę go jak ją zapalić. Oniemiał ze szczęścia ;-) Wbiliśmy świeczkę w ciastolinę i zaczęliśmy naukę. Starałam się przeprowadzić prezentację w stylu montessori - bez słów. Potem przekazałam pałeczkę Dominikowi:

jak to się robi?

Trening czyni mistrza!
ostrożnie, żeby się nie poparzyć


Kiedy Mikołaj zobaczył co robi jego młodszy brat, uznał, że on też musi się uczyć! Byłam zaskoczona jak szybko załapał - można by pomyśleć, że codziennie ma do czynienia z zapałkami.

a ja już umiem!
Szczerze przyznam, że patrząc na moje dzieci z zapałkami w rękach, miałam mieszane uczucia. Zastanawiałam się nawet, czy nie zagalopowałam się trochę w uczeniu moich synów nowych umiejętności. Na wszelki wypadek, baaaardzo dużo rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, o niebezpieczeństwie pożaru i umówiliśmy się, że zapałki zapalamy tylko z kimś dorosłym. Myślę, że zapamiętają. A radość na twarzy przedszkolaka, gdy zapali świeczkę samodzielnie odpaloną zapałką - bezcenna ;-)

P.S. Zabawa skończyła się dopiero gdy wypalił się nam cały knot w świeczce. Swoją drogą - nie miałam pojęcia jak krótkie są knoty w świeczkach-cyferkach!





środa, 18 lipca 2012

Gdy nam się znudzi butelka szpiegowska

Pamiętacie butelkę szpiegowską? Pisałam o naszej tutaj. Zabawka, która bardzo podobała się chłopcom i z zapałem tropili kolejne przedmioty w kolorowym ryżu, w pewnym momencie znudziła się i poszła w zapomnienie. Odnalazłam ją ostatnio, schowaną w szafie i pomyślałam, żeby ją jeszcze wykorzystać. Ponieważ ostatnio angażowała zmysł wzroku, teraz postawiłam na dotyk. Wystarczyło zawartość butelki wsypać do miski, przykryć kawałkiem materiału i można było wydobywać przedmioty bez patrzenia. Wyłowione zabaweczki układaliśmy na kartce, na której wydrukowane były zdjęcia zawartości butelki. Proste i gotowe. Nic tylko się bawić!

"szpiegowska miska" ;-)


A gdy nie pozostanie już nic do wytropienia, można się po prostu pobawić ryżem - przesypywać, ugniatać, uklepywać. To jest to, co tygryski lubią najbardziej ;-)

jaki jest ten ryż?

Przy okazji można zapytać dziecko o jego doznania: jaki jest ryż? szorstki?/miękki?/gładki?  I zasób słownictwa się poszerzy...


kogucik czy kurka?

Tak mi się przypomniała stara zabawa z dzieciństwa a wszytko w związku z zaproszeniami do zabawy 11 Questions Tag. Dziękuję K z bloga Do dzieci z pasją oraz Gosi z Tominowa za zaproszenia. Długo trwało zanim znalazłam czas aby wziąć udział, ale w końcu odpowiadam na Wasze pytania!

Pytania K:
1. sowa czy skowronek?   Zdecydowanie sowa!
2. wózek czy chusta?   Wózek i chusta.
3. poradniki czy intuicja?   Intuicja (po przeczytaniu poradników;-))
4. dom czy mieszkanie?   Dom...
5. optymistka czy pesymistka?  Realistka marząca o byciu optymistką
6. praca zawodowa czy praca domowa?   Domowa (zawodową zostawiam sobie na później)
7. edukacja domowa czy szkoła?  Edukacja domowa
8. rower czy auto?   Autobus ;-)
9. prywatka czy bal?   Prywatka
10. film czy książka?   Książka!!!
11. miasto czy wieś?   Coraz bliżej wieś.

Pytania Gosi:
1. góry czy morze?    góry na co dzień, morze na wakacje
2. torebka mała czy duża?   duża!
3. szarlotka czy sernik?   szarlotka
4. kawa czy herbata?   kawa i herbata
5. naukowiec czy artysta?   ???nie znam odpowiedzi...
6. spacer czy bieganie?   spacer (w zasadzie szybki marsz)
7. prasowanie czy odkurzanie?   odkurzanie
8. pierogi czy schabowy?   pierogi (ruskie)
9. filiżanka czy kubek?   kubek
10. nowe czy stare?   stare
11. ogórek małosolny czy kiszony?   każdy - zależy na co sezon

Niektóre pytania mnie przerosły! Dziewczyny, jeszcze raz dziękuję Wam za zaproszenia - to na prawdę świetna zabawa. Ja nie nominuję kolejnych blogów, bo już wszystkie mi znane otrzymały zaproszenia i nie mam kogo... Pozdrawiam bardzo serdecznie ;-)
magda(c)