niedziela, 24 czerwca 2012

Montessoriańskie buteleczki zapachowe - wersja letnia

Już jest nowy numer magazynu Pobite Gary! W środku mnóstwo twórczych zabaw na letnie popołudnia i porcja nowej dawki artykułów dotyczących metody Montessori. Wśród fantastycznych propozycji na radosne zabawy, znajdziecie mój skromny artykuł dotyczący buteleczek zapachowych montessori, w nowej, letniej wersji.
Magazyn można bezpłatnie pobrać TUTAJ.
Zapraszam do czytania!
http://pobitegary.com.pl/magazyn/

czwartek, 21 czerwca 2012

Cała naprzód ku nowej przygodzie!

Nadszedł ten dzień, w którym Mikołaj po raz ostatni przekroczył próg przedszkola. Było uroczyste zakończenie, wierszyki i piosenki na pożegnanie, kwiaty, upominki i ukradkiem ocierane łzy. Po dwóch latach pobytu w przedszkolnych murach, nadszedł czas aby wyruszyć w dalszą drogę. Jednak w naszym przypadku nie będą to szkolne ławki. Po wielu, wielu miesiącach rozmyślań i poszukiwań uznaliśmy, że dla nas tą drogą jest edukacja domowa. Wyruszamy świadomi, że edukacja domowa to nie tylko forma edukacji dla dziecka, to pewien styl życia, który obejmuje całą rodzinę. Wyruszamy pełni entuzjazmu i nadziei na nowe, spokojniejsze i pełniejsze życie. Bez koszmaru porannych pobudek i popędzania dzieci przy śniadaniu, ubieraniu... Życie, w którym dzieci mogą być po prostu dziećmi a świat będziemy odkrywać wspólnie ;-)
Tak więc ogłaszam, że teraz już oficjalnie zostałam edukatorem domowym i razem z Mikołajem (6.5) oraz Dominikiem (4) wyruszam ku naszej nowej przygodzie! W czasie wakacji też będziemy się uczyć, ale przede wszystkim bawić, bawić i spędzać czas poza domem. I nadal będę dzielić się niektórymi z naszych zabaw na blogu (może uda się częściej).

Mikołaj bawi się/uczy w domu
 A teraz: zaczynamy wakacje!

czwartek, 14 czerwca 2012

Kartonowy zamek dla lego-rycerzy

Od jakiegoś czasu, chłopcy bawią się klockami lego. Mają kilka małych zestawów, odwiedzamy też czasami świetlicę lego, gdzie można wypróbować tworzenie bardziej skomplikowanych konstrukcji. Zwłaszcza Mikołaj wciąga się w budowanie i z niezwykłym skupieniem i cierpliwością potrafi łączyć nawet mini-klocuszki. Na Dzień Dziecka dostali więc zestaw klocków lego z rycerzami. Ponieważ mnie klocki lego bawią umiarkowanie, zazwyczaj obserwuję ich zabawy z boku i zauważyłam, że najfajniej jest złożyć rycerzy, konie i wozy a potem już po prostu bawić się w wymyślone przez siebie scenki. Gdy na blogu Bajdocja znalazłam pomysł na zamek z pudełka po chusteczkach wiedziałam, że musimy go zrobić. Zachwyciła mnie zwłaszcza opuszczana brama - po prostu idealne tło dla naszych lego - rycerzy!

w szale twórczym

 Chłopcy z entuzjazmem zabrali się do pracy i pomagali mi jak mogli, błyskając przy tym kreatywnością. Z naszych wspólnych wysiłków powstał taki oto zamek i ozdobiony kubeczek (kubeczek jest dziełem Dominika i nie wiem czym dokładnie jest, ale okazał się niezbędnym elementem zamku;-))

u bram zamku
Mikołaj natychmiast zawołał: "A król? Musimy zrobić króla!" I w ten sposób powołaliśmy do życia całą królewską rodzinę. Króla zrobiłam wspólnie z Mikołajem, królowa jest moim dziełem a królewna w pełni dziełem Mikołaja - samodzielnie zaprojektowanym i wykonanym. Czy naprawdę dzieci z autyzmem są mało twórcze?
królowa, król i królewna
Kiedy skończyliśmy naszą pracę, chłopcy mogli się bawić a mama poleżeć i poczytać. I tak czekamy na lepszą pogodę, która pozwoli nam spędzić więcej czasu na zewnątrz.

P.S. W trakcie zabawy Mikołaj przybiegł do mnie wołając: "Mamo, musimy jeszcze zrobić wóz!"
O matko! To może jutro synku...


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Domowe przedszkole Dominika - maj

Dominik ma cztery lata

Minął maj. Hura! To bardzo piękny, ale w tym roku wyjątkowo męczący dla mnie miesiąc. W naszym domowym przedszkolu trochę się działo, niestety jakoś trudno wydobyć mi to wszystko z otchłani pamięci. Dlatego pokazuję tylko to co udało mi się sfotografować i wgrać do komputera.
Moją największą radością w tym miesiącu była niespodziewana eksplozja zabaw z różową wieżą i brązowymi schodami. Pomijając początkowe zainteresowanie gdy kupiliśmy ten materiał, nigdy Dominik nie pracował z nim tak chętnie jak ostatnio. Zaczęło się od spontanicznych, samodzielnie tworzonych konstrukcji, które obserwowałam (i fotografowałam) w milczeniu.

"mamo, spójrz co zrobiłem ;-)"

"taa daam!"
Gdy wydawało się, że Dominik stracił już zainteresowanie dalszą pracą spytałam czy mogę coś zbudować. Ochoczo się zgodził, po czym gdy zobaczył co robię nie pozwolił mi skończyć wołając: "ja Ci pomogę!"

wspólna praca
I od tego się zaczęło. Tworzyliśmy rozmaite konstrukcje, po raz pierwszy mój synek zgadzał się na propozycje, które jakiś czas temu wydrukowałam dla niego.Budował wg wzoru - to była niesamowita przyjemność patrzeć jak próbował wykombinować właściwy sposób, gdy widział, że coś mu nie pasuje. Siedziałam, obserwowałam i uśmiechałam się sama do siebie.

jedna z konstrukcji Dominika
A potem zaskoczył mnie po raz kolejny! Przypomniał sobie, konstrukcję, którą budowaliśmy dawno temu, ale teraz budował sam i po raz pierwszy w trakcie samodzielnej pracy ze schodami, zwracał uwagę na grubość klocków. Do tej pory było mu to obojętne (wystarczy zerknąć na dwa pierwsze zdjęcia - nie widać tam żadnego porządku). Normalnie nie mogłam przestać się uśmiechać ;-)

"ja sam potrafię!"

Dominik jest teraz w wieku niezwykłej wrażliwości na przyrodę. Interesują go wszystkie ptaki jakie zobaczymy, robaczki, które spotkamy i każdy listek rosnący po drodze. Ponieważ od początku podstawówki szłam przez szkołę z opinią humanistki, nigdy nie pomyślałam że biologia może mnie zainteresować i uczyłam się jej aby zaliczyć klasówkę i zapomnieć. Teraz muszę nadrabiać i szybko dokształcać się w naukach przyrodniczych. I wiecie co? - strasznie to wszystko ciekawe! W ramach obserwacji i rozpoznawania drzew, zajmowaliśmy się między innymi kwiatami kasztanowca. Zrywaliśmy, obserwowaliśmy (przysięgam, pierwszy raz w życiu trzymałam w ręku kwiat kasztanowca) i malowaliśmy (tzn. chłopcy malowali). Narysowałam pisakiem łodyżki a oni palcami odbijali kwiatuszki a następnie patyczkami do uszu moczonymi w farbie różowe i żółte środki.


malowanie z natury ;-)

Moim zupełnie nieobiektywnym zdaniem wyszło super! Te prace mnie cieszą szczególnie, bo sama je wymyśliłam ;-) Za zdjęciu: praca u góry Mikołaja a u dołu Dominika.

kwiat kasztanowca na żywo i namalowany
 Bawimy się też z naszą mapą świata. Żeby urozmaicić Dominikowi przyswajanie nazw kontynentów, zrobiliśmy łódeczki ze skorupek po orzechach i pływaliśmy w podróż. Np. ja mówiłam gdzie płynie łódka a Dominik pokazywał trasę lub odwrotnie. Ważne było dla mnie wielokrotne powtarzanie nazw.

w drodze do Ameryki Północnej
Łódki zostały potem zabawką numer jeden na całe dwa dni - dopóki nie zostały zupełnie zniszczone, przez dwóch żywiołowych chłopców. Niesamowite ile mieli z nimi zajęcia - godziny zabaw a przygotowanie łódeczek zajęło nam kilka minut.

A kiedy ja zajęta jestem w kuchni, Dominik spędza czas ze mną. Rysuje, wycina, nakleja lub bawi się. Na przykład taką "tacą sensoryczną". Na plastikową tacę wsypałam trochę barwionego ryżu, dołożyłam łyżeczki, Dominik przyniósł dinozaura, plastikowe jajo i autka, i zabawa na całego. Zajęcie na min. pół godziny.


Trochę czytamy sylaby, ćwiczymy słuch fonemowy, nadal pracujemy nad rymami i dużo czasu spędzamy na zewnątrz. Obaj chłopcy nauczyli się jeździć na rowerach na dwóch kółkach, więc jak mówi Dominik: "śmigamy teraz szybko a Tata za nami biega" ;-)
I czekamy na wakacje ;-)

poniedziałek, 28 maja 2012

Album przyrody

W ostatni piątek, Mikołaj wyjechał na wycieczkę z przedszkola, w związku z tym mieliśmy z Dominikiem sporo wolnego czasu. Wykorzystaliśmy go na wspólną wycieczkę do parku. Była jazda na rowerku, plac zabaw, piaskownica. Korzystając z okazji, że byliśmy tylko we dwoje (takie spacery są zawsze cichsze i spokojniejsze) zabrałam z nami czyste zeszyty i kredki.
Prowadzenie dziennika przyrody podobało mi się od dawna, niestety przy słabych umiejętnościach manualnych moich chłopców propozycja rysowania była zupełnie nie na miejscu. Postanowiłam więc, wykorzystać odbijanie liści przy pomocy kredek świecowych (pisałam o tej technice tutaj). Pomysł znany, prosty i efektowny. Jako że Dominik jest w fazie wrażliwości na przyrodę, która nas otacza, pomysł bardzo mu się spodobał. Spędziliśmy wspaniałe chwile znajdując nowe roślinki do odbijania, wybierając kolory kredek, rozmawiając. A po powrocie do domu, synek mógł z dumą pokazać tacie, co dziś właściwie robił w parku.

liść klonu w albumie Dominika

Zeszyt kupiłam szesnastokartkowy, bo nie byłam pewna na ile to zajęcie przypadnie Dominikowi do gustu. Album prawie pełen, więc będziemy musieli kupować nowy ;-)


piątek, 25 maja 2012

Różowy - nie tylko dla dziewczynek!

Dziś portal Ego dziecka zamieścił mój artykuł, który powstał na potrzeby magazynu Pobite Gary. Artykuł dotyczy różowej wieży. Zapraszam do czytania TUTAJ.
 
Dominik i wieża ;-)

Powyższe zdjęcie mówi samo za siebie: chłopcy też lubią różowy!

sobota, 12 maja 2012

Ruchomy alfabet "po naszemu"

Moje dzieci uczą się czytać zgodnie z metodą symultaniczno-sekwencyjną, którą szczerze i z całego serca uważam za najlepszą i najłatwiejszą dla dziecka. Czasem jednak "dokładam" im coś montessoriańskiego, oczywiście o ile nie jest to sprzeczne z metodą sylabową. Mikołaj (6 lat) właściwie potrafi już czytać, poznał wszystkie sylaby, czyta zdania i książeczki. Ostatnio zaczął wykazywać zainteresowanie pisaniem, niestety jego ręce nie są do tego jeszcze należycie przygotowane. Na razie postanowiłam popracować nad analizą i syntezą literową wyrazów. Aby mu w tym pomóc i uczynić z tej ciężkiej pracy świetną zabawę przygotowałam dla niego taką oto pomoc, która jest połączeniem dwóch różnych materiałów: Ruchomego Alfabetu  E. Wianeckiej oraz ruchomego alfabetu, który przygotowała dla swojego synka autorka bloga Tymar. Nasz alfabet zawiera tylko litery, ułożone tak jak w alfabecie E. Wianeckiej, nie ma dwuznaków, które występują w alfabetach montessoriańskich. Układ liter przypomina układ na klawiaturze komputera, co ma przygotowywać do późniejszego pisania na komputerze.
Wielkie uściski należą się Dziadziusiowi R., który na moją prośbę przygotował "skrzyneczkę" na litery. Litery wydrukowałam na kartonikach 3x3 cm i zalaminowałam. Na zdjęciu poniżej Mikołaj w czasie pracy.

Mikołaj "podpisuje"
widok "z lotu ptaka"
Coraz łatwiej przychodzi mi nie poprawianie błędów popełnianych przez moje dzieci ;-) Nawet nie musiałam się gryźć w język, gdy na macie Mikołaj ułożył taki podpis:

LEF ;-)
Układanie podpisów i literowanie okazało się fantastyczną zabawą. Udało mi się idealnie trafić w sferę zainteresowań Mikołaja, co wprawiło mnie w dobry humor na długo ;-)

gotowe zadanie
W koszyczku znalazły się malutkie przedmioty o trzyliterowych nazwach. Niektóre były dość trudne i Mikołaj prosił mnie o pomoc, stąd bezbłędnie napisane wyrazy: koń i wąż. Ale najważniejsze, że zadanie wzbudza jego entuzjazm i zainteresowanie. Przy tak skupionej uwadze, można się wiele nauczyć. Dodatkowym atutem była dowolność wybieranych przedmiotów do podpisania. Mikołaj mógł sam decydować, który przedmiot wyjąć z koszyczka, co przy jego licznych zajęciach, na których coś musi, było dla niego pożądaną odmianą.
W przyszłości przy trudniejszych wyrazach zamierzam przygotowywać Mikołajowi karty kontrolne. Prawdopodobnie z jednej strony będzie obrazek, z drugiej podpis, tak żeby sam mógł poprawiać swoje błędy. Czy pisałam już kiedyś o moim nieustającym zachwycie nad montessoriańską zasadą samokontroli?