czwartek, 2 lutego 2012

Domowe przedszkole Dominika - styczeń

Minął styczeń. Nareszcie. Trudno nazwać go bardzo pracowitym w naszym domowym przedszkolu. Moje zniechęcenie i spowolnienie przyszło w parze z eksplozją samodzielnej zabawy Dominika. Jego niekończąca się ochota by ustawiać autka do wyścigów, spotkała się z milczącą aprobatą i zadowoleniem mamy. I tak nasze domowe przedszkole działało od przypadku do przypadku. Dopiero pod koniec miesiąca zabraliśmy się chętniej do pracy. A co robiliśmy?
(Dominik ma 3 lata i 7 miesięcy)

Oczywiście czytaliśmy sylaby ale spokojnie bez szaleństw. Poza tym Dominik bawił się trochę kartami, które Ewa udostępniła tutaj. Wcześniej był świadkiem pracy Mikołaja z tymi obrazkami, ale teraz sam mógł je dopasowywać. Bardzo ciekawe doświadczenie dla dziecka, że fryzura mamy i mały konik mają taką samą nazwę ;-)
Od czasu do czasu układamy sekwencje - teraz Dominik dokańcza podany wzór. Przygotowałam mu między innymi takie choinkowe sekwencje do układania (choinki wycinałam ze starego papieru do pakowania prezentów). Musimy jednak więcej takich zadań wykonywać, żeby wspomóc proces lateralizacji i ułatwić czytanie.

dokończ układać tak samo

Miałam w planie kontynuować liczenie z Dominikiem w zakresie dziesięciu, ale dostałam od niego prztyczka w nos. Okazuje się, że mój synek nie jest zbytnio zainteresowany liczeniem. Korzystając pomysłu, który dawno temu podpatrzyłam u K z bloga Do dzieci z pasją, zrobiliśmy sobie śnieżynkową matę do liczenia. Oczywiście trochę musiałam pozmieniać w szczegółach, ale zachowaliśmy główny pomysł. Mnie się najbardziej podobają cyfry napisane świecową kredką, które Dominik zamalowywał akwarelami. Chciałam robić matę do szóstki, ale przy czwórce Dominik był już kompletnie znudzony więc odpuściłam. Ale trochę policzyliśmy a małe rączki pracowały dziurkując śnieżynki i naklejając je.

śnieżynkowa mata
Żeby wzbudzić większe zainteresowanie, wyjęłam po kilku dniach brokat i Dominik ozdabiał swoją matę. Zainteresowanie wzbudziłam, tyle że mazianiem brokatowym żelem a nie liczeniem. Kolejna lekcja pokory od mojego dziecka ;-)

Po wizycie na wystawie szopek krakowskich, budowaliśmy podobne szopki z klocków. Poniżej nasze wspólne (moje i Dominika) dzieło.

szopka krakowska

Powróciła nasza różowa wieża i brązowe schody. Po ostatniej niechęci Dominika do pracy z tym materiałem, postanowiłam zrobić przerwę i schować go. Po kilku długich tygodniach, wyjęłam z powrotem i został przywitany z entuzjazmem. W obawie przed zniechęceniem niczego nie proponowałam i pozwoliłam na swobodną pracę z materiałem. Efekt?

mamo, spójrz co ja zrobiłem!

mamo, spójrz teraz taa dam!

tato, chodź zobacz moją budowlę!
Nie muszę chyba pisać jaką radość sprawił mi ten widok. Z jednym tylko nie mogę sobie poradzić - dodawaniem zabawek do tych budowli. Mikołaj zaraz stawia na szczycie żołnierza, wjeżdża autami (Dominik to naśladuje) a kiedy się nie zgadzam strasznie się złości. Jak mam mu wytłumaczyć, dlaczego się na to nie zgadzam? Mamy/Nauczycielki montessori - poradźcie jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach?

Poza tym Dominik z radością eksperymentuje z układaniem wzorów mozaiki, którą Mikołaj dostał od Babci i Dziadziusia. Zauważyłam, że ma problem z linią ukośną (np. ze złożeniem dwóch trójkątów w kwadrat) więc będziemy to ćwiczyć. A na razie wzory wymyśla sobie sam ;-)

wzór własny Dominika

I jeszcze nasze zimowe zabawy z ćwiczeń praktycznych. Przygotowuję je głównie dla Mikołaja, ale zawsze obaj chłopcy z nimi pracują. W tym miesiącu mieliśmy między innymi takie: wrzucanie kryształków lodu (kamyczki akrylowe) do pojemnika na lód, zasypywanie aut lawiną śniegową (waciki) i odśnieżanie ich. Na zdjęciu poniżej jest błąd - miseczka z kamyczkami powinna stać z lewej strony (zawsze ustawiamy wszystko od lewej do prawej tak jak dziecko będzie czytało).

jeden kryształek lodu do jednej gwiazdki
Złomek zasypany śniegiem

Kupiłam sobie ostatnio moździerz. Kupiłam bo był śliczny i za pół ceny (chociaż w zasadzie nie wiem ile normalnie kosztuje takie coś) a potem myślałam do czego by go wykorzystać? I tak wpadłam na pomysł kruszenia lodu, tyle że zamiast lodu używamy kostek cukru. Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że to był hit? To wielka rzadkość, że pozwalam dzieciom jeść cukier (właściwie zdarzyło się to pierwszy raz;-)), ale co tam. W końcu kostka cukru dziennie nawet moim dzieciom nie zaszkodzi ;-)

kruszymy cukier i wsypujemy do cukierniczki

A teraz dowód kulinarnych zmagań Dominika. Jako że zima ma wpływ na to co jemy, u nas często pojawiają się domowej roboty kluski, które przygotowuje ze mną mój mały synek. Przestawiam kluski śląskie i "wąże" handmade by Dominik.

kluski śląskie i "wąże"

12 komentarzy:

  1. Pycha, uwielbiam kluski:)U nas śląskie były we wtorek:)Zasypywanie Złomka śniegiem spodobałoby się moim chłopakom:)Uwielbiam podglądać Wasze domowe przedskzole!

    OdpowiedzUsuń
  2. Magda, a jak się robi, żeby na zdjęciach taki napis był jak u Was?Jest do tego jakiś program?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażko, jest jakiś program, ale nie wiem jaki - mój mąż się tym zajmuje. jeśli chcesz to go podpytam i wyślę Ci jakieś szczegóły na maila (tylko podaj mi bo na Twoim blogu nie znalazłam)

      Usuń
  3. Witam, chętnie czytam o waszych poczynaniach w domowym przedszkolu. Inspirują mnie do zabaw z moją dziewczynką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dziękuję za miłe słowa ;-)

      Usuń
  4. no i fajne domowe przedszkole...a ja sie znowu czegos nauczylam...
    pozdrawiam
    wkropka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaintrygowałaś mnie wkropko - zdradzisz czego się nauczyłaś?

      Usuń
  5. Witam :) Tak bardzo zainspirowalam sie Waszym Domowym Przedszkolem, ze stworzylam podobne. Mozna podgladac, czym sie zajmujemy tutaj: http://raya-nowyswiat.blogspot.com A jesli jestescie zainteresowani pedagigika Marii Montessori, zapraszam czesciej - za chwile zaprosimy Was do udzialu w losowaniu atrakcyjnej nagrody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Urszulo, na pewno do Was zajrzę ;-)

      Usuń
  6. Witaj Magdo :) Skąd my to znamy - zabawki dokładane przez Hanię do materiałów Montessori :) Szczególnie właśnie wieża i schody - i autko albo ludzik - tup tup tup do góry i na dół :)
    U nas zdarzało się nawet pakowanie zabawek do pudełka z kostki dwumianowej i zamykanie. Na to zaprotestowałam zdecydowanie. Tylko od razu zaproponowałam inne atrakcyjne pudełko - bo w tym wypadku to chyba o to chodziło. Pudełko z kostki dwumianowej jest bardzo atrakcyjne, otwiera się na boki, aż się prosi żeby się nim inaczej pobawić :)
    My umówiłyśmy się na zasadę, że są zabawki do bawienia i są materiały Montessori do bawienia-pracowania. I że ich używamy tak jak "należy". Oczywiście taka umowa nie zawsze działa, ale do niej się odwołuję.
    Ale...
    Ale ja na przykład nie zawsze reaguję. Póki materiał spełnia swoją funkcję, a dziecko się koncentruje - odpuszczam, jest ok. Jak nie pozwole tuptać ludzikiem po schodach - to mała będzie tam "tuptać" najmniejszym sześcianem wieży :) Wychodzę z założenia, że jak by na to inaczej spojrzeć - to ona robi sobie kotrolę błędu ;) takim ludkiem czy autkiem - doświadcza różnic wielkości (duży, mały, wysoko, nisko, wyżej, niżej itd), czy schody robią się coraz mniejsze, powtarza to sobie "chodząc" w górę i w dół - pięknie realizuje założenie materiału :)
    Tylko gdzie jest granica? Nie wiem... Przy budowaniu ze schodów i wieży domku dla lalek i bawieniu sie w nim tymi lalkami - bym na pewno zareagowała... ("Tym pracujemy w ten sposób", "Z tym pracujemy tutaj")
    Ja próbuję od razu proponować w zastępstwie alternatywę, starając się wyłapać o co Hani w danym momencie chodzi. I tłumaczę - wieża i schody - do konstruowania. Ale obok mamy klocki - możemy pobudować domek z lalkami i autkami z nich.
    Ogólna zasada jest taka, że jeśli dziecko nie niszczy materiałów, nie robi krzywdy sobie lub innym, a cel materiału jest spełniony - to jest wszystko ok :)
    Tyle teorii. A w praktyce sama mam często dylemat... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, teorię znam. Gorzej mi idzie w praktyce ;-) Ale bardzo dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi pomysłami na "pacyfikowanie" małego odkrywcy. Będę dalej szukać złotego środka ;-)

      Usuń