Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2012

Domowe przedszkole Dominika - luty

Minął luty. W naszym domowym przedszkolu, ten miesiąc był króciutki. Pracowaliśmy sporo z gotowymi zabawkami i układankami, graliśmy w gry i poznawaliśmy świat poza naszym miejscem zamieszkania. W domu wciąż gotowaliśmy i piekliśmy a w wolnych chwilach:
świętowaliśmy powrót różowej wieży i brązowych schodów ;-) Ku mojej wielkiej radości, Dominik znów pracuje z tymi materiałami. Odmawia wszelkiej pomocy z mojej strony i sam wymyśla co zbudować.

sam wymyślam konstrukcje
kombinuję, kombinuję...
a może wiatrak?

W zajęciach językowych: czytamy powoli sylaby (ale o tym będzie osobno), pracujemy też nad narracją. Układamy historyjki obrazkowe, które Dominik opowiada albo sami wymyślamy niestworzone historie. Wymyślanie, historii przeróżnych to ostatnio jedno z ulubionych zajęć mojego synka. Czego ja się od niego nie dowiedziałam ;-)

W matematyce nie ruszyliśmy do przodu. Dominik nie jest zbytnio zainteresowany liczeniem, tzn. robi proponowane zadania, ale szału nie ma ;-)

Założyliśmy też hodowlę kryształków. Mieliśmy wyhodować kryształki soli i cukru, ale efekt końcowy nie był tak jak marzyłam ;-( Chłopcy byli jednak bardzo zainteresowani i z uwagą sprawdzali postępy. Teraz założyliśmy nową hodowlę - z pewnymi modyfikacjami. Jak uda nam się coś wyhodować, na pewno się pochwalimy ;-)
gdzie te kryształki?

Sporo miejsca poświęciliśmy na zabawy ze szczypcami. Na zdjęciu poniżej jedno z moich ulubionych zadań: sortowanie pomponików szczypcami.

kolorowo ;-)

Poza tym, dużo ruchu na świeżym powietrzu i niekończące się doświadczanie zimy. Na każdym spacerze, zdejmowaliśmy rękawiczki, żeby dotknąć śniegu i poczuć jaki on jest. Udało nam się zaobserwować, jak w przeciągu kilku dni, śnieg zmieniał się z suchego i sypkiego w mokre, zmrożone drobinki. Wspaniała okazja do stymulacji sensorycznej oraz ćwiczeń językowych!
A w marcu - czekamy na wiosnę ;-)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Pojemnik sensoryczny śniegowo - lodowy.

Długo czekaliśmy na tegoroczny śnieg. Oj długo. Niektórzy z radością, że tak się spóźnia (ja) inni zawiedzeni jego brakiem (Mikołaj). W końcu się doczekaliśmy i bardzo się cieszymy ;-)
Pierwsze zabawy ze śniegiem w domu odbyliśmy w zeszłym roku. Przynosiliśmy do domu śnieg, sople lodu, doświadczaliśmy, opisywaliśmy, topiliśmy, mroziliśmy itd. Zima była długa i materiału do doświadczania sporo. W tym roku powtórzyliśmy nasze zabawy a także użyliśmy śniegu jako wypełnienia naszego pojemnika sensorycznego. Dodałam trochę lodu w różnych kolorach (przy barwieniu wody kolorową bibułą, pozamrażaliśmy ją w różnych pojemniczkach), łyżki-miarki oraz figurki polarnych zwierzątek i gotowe! Czas na zabawę! Na zdjęciach poniżej: gotowy pojemnik, który dałam chłopcom do zabawy oraz w trakcie zabawy. Eskimos udawał Mrozeldę (zła czarownica z bajki "Rudolf Czerwononosy") a konstrukcja z lodu była ogniskiem.

śniegowo - lodowo
Mrozelda "załatwiona"
Kiedy śnieg już się roztopił a lód nie, a chłopcy bardzo chcieli przyspieszyć proces, dałam im sól. Udało nam się zaobserwować, że sól pomaga w roztapianiu lodu. Potem polewaliśmy wodą: zimną i gorącą, i sprawdzaliśmy efekt. To była najfajniejsza nauka na świecie - wciąż w zabawie, nieświadomi że się uczą a tyle się dowiedzieli! Jak dobrze, że w końcu spadł śnieg ;-)

Gdy śniegu brakowało, też bawiliśmy się w krainę wiecznych lodów, zamieszkaną przez zwierzęta polarne. Zamiast śniegu można używać ryżu, białej fasoli, mąki, kaszy manny. Zamiast lodu folii aluminiowej lub folii do pakowania z bąbelkami, metalowych misek jako gór lodowych. Wypróbowywaliśmy różne możliwości. W tym roku pojawił się nowy pojemnik wypełniony styropianem imitującym kry lodowe. To był wielki hit wśród moich chłopców, kry można było kruszyć, łamać, robić w nich dziury. Minusem takiego pojemnika jest ogromny trud przy sprzątaniu. Kuleczki styropianu się elektryzują, ciężko się je zamiata a w tak dużej ilości zapychają odkurzacz. Następnym razem na taką zabawę zdecyduję się na zewnątrz ;-)
styropianowa kraina wiecznych lodów

Zima dopiero się zaczęła i mamy nadzieję, że jeszcze trochę potrwa, bo w głowie czekają kolejne pomysły na śniegowe doświadczenia. Na razie powtarzamy obieg wody w przyrodzie - zadziwiające, że z pary wodnej powstaje nie tylko deszcz ale i śnieg ;-)))

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Barbórka

Całe moje dzieciństwo spędziłam w rejonie górniczym. Marzenie o byciu górnikiem, było dla wielu chłopców czymś tak oczywistym jak dla innych bycie strażakiem... Każdego roku, początek grudnia oznaczał Barbórkę. W przedszkolu śpiewaliśmy piosenki, wystrojeni gościliśmy górników w mundurach, rysowaliśmy laurki... w szkole co roku robiliśmy czako na pracy technice. I jakoś mi dziwnie, że dzisiaj dzieci nie wiedzą co będzie czwartego grudnia, nie wiedzą nawet co to Barbórka! Dlatego zorganizowałam moim dzieciom trochę zabawy z tematach górniczo - barbórkowych. Tak, żeby miło spędzić czas a przy okazji przekazać trochę polskiej, wielowiekowej tradycji.
Pierwsze zadanie miało uczyć współpracy. Każdy z chłopców dostał dwa fragmenty pociętego obrazka. Mieli go ułożyć i nakleić na kartce, ale musieli to zrobić wspólnie - ustalić kto ma fragment pasujący do pierwszego prostokąta, poczekać na swoją kolej etc.

czyje dziś święto?
Oglądaliśmy sporo obrazków i zdjęć kopalni. Opowiadałam chłopcom, na czym polega praca górnika, jak wygląda strój roboczy górnika, jak wygląda mundur galowy, jakich narzędzi potrzeba do pracy w kopalni oraz w jaki sposób powstał węgiel i do czego jest potrzebny. Prawdę mówiąc sama byłam zaskoczona, jak byli zainteresowani.
Żeby się trochę poruszać, przygotowaliśmy sobie wąski, kopalniany tunel z koca i dwóch taboretów. Moi mali górnicy musieli się przeczołgać przez tunel i wydobyć węgiel, który tam się znajdował. Z entuzjazmem pokonywali tunel raz za razem a Mikołaj ogłosił się sztygarem ;-)

tunel kopalniany

Do rysowania użyliśmy węgla drzewnego. To było pierwsze zetknięcie chłopców z takim narzędziem pisarskim. Dominikowi początkowo przeszkadzało, że dociskany węgiel trochę się kruszył, ale parząc z jakim zapałem Mikołaj rysuje historię powstania węgla (!) powoli się przekonał. Powstał cały szereg dzieł a po skończeniu niektórzy wyglądali jakby dopiero wyjechali po zmianie na powierzchnię ;-)

górnik wydobywa węgiel

dzieło zbiorowe - wielowątkowe

Dla Mikołaja było też częste u nas ostatnio ćwiczenie słownikowe - wybierał, który przymiotnik pasuje do węgla. Dla urozmaicenia była bryłka węgla i lupa do dokładnej obserwacji.

obserwacja i opis

Oczywiście Barbórka nie może się odbyć bez orkiestry górniczej. My słuchaliśmy między innymi tej piosenki, która jakoś tak przypomina mi dzieciństwo...

Oczywiście nie zapomnieliśmy też o patronce górników Świętej Barbarze. Jej zdjęcie zdobiło niedzielną karteczkę w naszym adwentowym kalendarzu.

Barbórka już za nami a ja chciałam się podzielić z Wami prezentami jakie moje dzieci wykonały dla Świętego Mikołaja. Portrety położone zostały na podłodze koło łóżek, żeby nasz kochany Święty znalazł sobie jak odwiedzi nas tej nocy ;-)

prezenty dla Świętego Mikołaja
Mam nadzieję, że Święty Mikołaj zajrzy dziś do każdego...  Dobrej nocy ;-)

wtorek, 22 listopada 2011

Kolorowy listopad

W listopadzie zawsze marzę o słońcu. O zielonych liściach na drzewach. O kolorowych kwiatach. A za oknami: szaro, buro i ponuro, ach jak ponuro... Dlatego w tym roku zaplanowałam, że listopadowym tematem będą kolory.
Zaczęliśmy od barwienia wody bibułą. Do tej pory, to ja zajmowałam się przygotowywaniem kolorowej wody, tym razem chłopcy sami mogli spróbować. Radości nie było końca!
Następnym etapem miało być mieszanie kolorów. Na szczęście wcześniej sprawdziłam, czy się uda, niestety barwniki z bibuły były jakieś "dziwne" i żeby z czerwonej i żółtej wody zmieszać pomarańczowy, potrzeba było o wiele więcej żółtej niż czerwonej. W końcu mieszaliśmy bardzo rozrzedzone farby plakatowe. Muszę przyznać, że pozwolenie dziecku na sprawdzenie co wyjdzie jak zmieszamy żółty i niebieski, to jak pozwolenie na wielkie odkrycie.

mieszanie kolorów
Żeby urozmaicić zajęcia i utrwalić wiedzę skorzystaliśmy z koła do mieszania barw, które można znaleźć tutaj. Ponieważ my używaliśmy farb, które są gęstsze niż woda, nasze koło stało się odbiciem lustrzanym podstawowego.
koło barw
A kiedy byliśmy już przy malowaniu, zrobiliśmy sobie kolorowe sowy, które wypatrzyłam rok temu na blogu Frugal Family. Nasz zestaw okazał się hitem na całe dwa dni, które toczyły się wokół sów. Przy okazji poznawaliśmy bliżej te piękne ptaki, ich nazwy, zwyczaje i odgłosy jakie wydają.

nasza sowia rodzina
Ostatniej wiosny, butelki "I spy" można było znaleźć prawie na każdym blogu. My też wtedy taką mieliśmy: zwierzątka poukrywane w kaszy gryczanej. Teraz postanowiłam zrobić butelkę pełną kolorów. W środku barwiony ryż i malutkie różnokolorowe przedmioty. Do tego karta ze zdjęciami tych przedmiotów do wytropienia. Tym razem, zabawka została przyjęta z wielką radością i cała rodzina tropiła ;-)




Wydrukowałam chłopcom kolorowe tabliczki montessori z trzeciego pudełka. Można je znaleźć tutaj. Ponieważ nie wiedziałam, jak im się spodoba taka zabawa, wydrukowałam dwa kolory: niebieski i czerwony. Muszę powiedzieć, że o  ile w czerwonym wyraźnie widać różnice w odcieniach, o tyle w niebieskim nawet ja miałam problemy żeby ułożyć. Bawiliśmy się w różne wersje: dopasowywanie takich samych do już ułożonych, lub układanie od najjaśniejszych do najciemniejszych i odwrotnie. Wszystkie tabliczki oznakowałam od spodu i zrobiłam pasek kontrolny.

od najciemniejszego...

zamiast odcieni - dopasowujemy znaczki ;-)

Uff, na razie wystarczy tych zabaw, choć nie wyczerpują one naszego repertuaru na ten miesiąc, to pisanie o nich wyczerpało mnie ;-)


P.S. Kto jest zainteresowany kolorowymi tabliczkami montessori, co to jest i do czego służy, niech zajrzy do Ewy  tutaj i tutaj.

niedziela, 13 listopada 2011

Deszcz

W trakcie naszych jesiennych zabaw, chciałam pokazać chłopcom jak wygląda obieg wody w przyrodzie i skąd właściwie bierze się deszcz. Ponieważ w lecie K opisała na swoim blogu deszczowe zajęcia, myślałam, że wykorzystam jej pomysły i gotowe! Używając kolorowej bibuły, papieru ściernego, płatków kosmetycznych zrobiłam pojedyncze karty i prosty schemat obiegu wody w przyrodzie.

obieg wody w przyrodzie

karty do układania
Zaczęłam im opowiadać i już po 30 sekundach widziałam, że Dominik jest znudzony a Mikołaj rozkojarzony. Myślę sobie: zrobimy doświadczenie, to im się spodoba! Rzeczywiście, układanie lodu na talerzyku było fajne, ale... nie przeprowadziłam wcześniej tego doświadczenia sama i nie wiedziałam, że tak długo trzeba czekać. Mimo śpiewania piosenki o deszczyku, chłopcy (zwłaszcza Dominik) baaardzo się nudzili.
Musiałam więc kombinować dalej. Po kilku dniach wymyśliłam. Przygotowałam scenografię (karton po jajkach, papier ścierny, niebieski papier samoprzylepny i pomponiki):


dałam każdemu do ręki po jednej kropelce (kamyk akrylowy) i zaczęłam opowiadać, jak słońce ogrzewa ziemię, woda paruje etc. Ja też miałam jedną kropelkę, więc chłopcy nie mieli problemu co w danej chwili dzieje się z kropelką. To było to! Bardzo im się podobało. Po tej zabawie znów wyciągnęłam karty i Mikołaj układał, dopasowywał podpisy, rysował strzałki (dokładnie jak Staś w lipcu). Potem poprosił o kartkę i sam (!) narysował obieg wody w przyrodzie. To było niesamowite!
Ponieważ Mikołaj najlepiej uczy się patrząc, szukałam dla niego filmiku obrazującego obieg wody w przyrodzie, ale muszę przyznać, że trudno znaleźć coś po polsku. W końcu stanęło na tej animacji. Jak było do przewidzenia oglądał jak zaczarowany, trzy razy z rzędu!
Po kilku dniach Mikołaj sam opowiadał historię kropelki ;-) Wiem, że zrozumiał na czym to polega, musimy tylko poćwiczyć narrację.

słoneczko świeci, woda paruje
Przygotowałam dla Mikołaja ćwiczenia językowe. Celem było doskonalenie umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz poszerzanie słownictwa. Miał wybierać które słowo pasuje: przymiotniki opisujące deszcz i czasowniki.
jaki może być deszcz?

co robi?
Dla Dominika była mała styropianowa chmurka do której wkładał kropelki deszczu, za każdym razem wołając: "kap!"

Oczywiście musiała być praca plastyczna. Wieczory takie długie, że wyżywamy się artystycznie. Na papierze chłopcy narysowali chmury a potem kroplomierzami robili kropelki deszczu (woda zabarwiona bibułą).

kap, kap
Do tematu obiegu wody w przyrodzie powrócimy w zimie, gdy będziemy się uczyć o śniegu. Na razie temat uważam za wyczerpany, jako że Mikołaj patrząc na gotującą się zupę skomentował: znowu parowanie!

środa, 19 października 2011

Jabłka

Miało nie być o jabłkach. Nie przygotowywałam sobie zadań w tym temacie, ale... Ale gdy mój mąż przyniósł mi wielgachną reklamówkę pełną jabłek, zmieniłam zdanie. I jest o jabłkach.
Jak wiele naszych zabaw, zaczęliśmy od obserwacji i płynnie przeszliśmy do wielozmysłowego poznawania. Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć, trudno było fotografować, mając ręce w soku z jabłek;-)
Przygotowałam dla chłopców cztery różniące się wyglądem, dotykiem i smakiem jabłka: rubin, koksa gala, golden delicjusz i szara reneta. Każdy wybrał po jednym i opisywaliśmy je. Jaki ma kolor?/kształt?/zapach?/jakie jest w dotyku?(gładkie czy szorstkie)? Ustawialiśmy nawet w kolejności stopniując gładkość skórki. Wtedy Dominik wymyślił, żebyśmy sprawdzili, które jabłko tonie a które pływa. Nalałam więc szybko wody do garnka i okazało się, że każde jabłko pływa! Chyba widać po minach, że zabawa im się podobała?

jabłko - tonie czy pływa?

Potem było tylko weselej. Poznawaliśmy budowę jabłka, przekrawałam jabłka w poprzek i wzdłuż, opisywałam, podawałam nazwy (skórka, ogonek, gniazdo nasienne, pestki, miąższ). I wreszcie nadszedł czas na smakowanie. Próbowaliśmy , każdego gatunku po kolei. Dominik przy koksie gali stwierdził, że ma bananowy smak a Mikołaj powiedział, że rubin jest jego ulubiony. Porozmawialiśmy chwilę o tym co możemy zrobić z jabłek, po czym przystąpiliśmy do dzieła. Robiliśmy herbatkę i surówkę. Ja obrałam jabłka a chłopcy pourywali skórkę na malutkie kawałeczki, które wysuszyliśmy w piekarniku. Potem tarli jabłka na tarce, żeby zrobić surówkę. Okazuje się, że to bardzo trudna praca, większość musiałam zetrzeć ja. Tarte jabłko z miodem to pierwsza (i na razie jedyna) "surówka" jaką zjadł Mikołaj!

Mikołaj trze jabłka

Posileni i w oczekiwaniu na herbatkę, zrobiliśmy sobie papier do pakowania prezentów. Stemplowaliśmy jabłka na szarym papierze, niestety za bardzo rozcieńczyłam farbę i ślady się rozmywały. Ale zabawa była przednia a my mamy piękny kolorowy papier do pakowania prezentów.

stemplowanie jabłkami
A w czasie malowania słuchaliśmy tej piosenki...
Przy okazji, przypomniało mi się, że mamy jabłka do układania rosnącego lub malejącego szeregu z tej strony. No i gdybym miała tusz w drukarce, wydrukowałabym cykl życia jabłka. A ponieważ chwilowo tuszu brak oglądaliśmy sobie taką animację.

Muszę przyznać, że te zajęcia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam, się, że mając (i jedząc) jabłka codziennie przez większość dni w roku, można tyle się jeszcze o nich nauczyć. I znów okazuje się, że najtrudniej wymyślić to co jest najbardziej oczywiste ;- )

niedziela, 16 października 2011

Cztery żywioły - ogień!

Nadszedł czas na ostatni z żywiołów - ogień. Muszę przyznać, że zabawy z ogniem były zdecydowanie najfajniejsze - chłopcy przyzwyczaili się do naszych wspólnych zadań w trójkę a do tego ogień jest taki atrakcyjny.
Zaczęliśmy jak zawsze od obserwacji. Posadziłam chłopaków na podłodze w ciemnym przedpokoju, poprosiłam żeby zamknęli oczy i wniosłam zapaloną świecę. Ile było ochów i achów gdy ją zobaczyli ;-) Chwilę porozmawialiśmy o tym jaki jest ogień (uparcie poszerzamy słownictwo Mikołaja - tym razem skupiliśmy się na przymiotnikach), obserwowaliśmy a Dominik doświadczył nawet osobiście jaki jest gorący wkładając palec w płomień!
Potem przenieśliśmy się do stołu i zaczęliśmy eksperymenty.
Doświadczenie pierwsze: zapaliłam dwie świeczki, jedną z nich przykryliśmy słoikiem i obserwowaliśmy co się stanie. Po kilku powtórzeniach gdy na zmianę przykrywaliśmy obie świeczki, ustaliliśmy, że aby palił się ogień potrzebne jest powietrze.
Doświadczenie drugie: nasze świeczki przykrywaliśmy dwoma słoikami: dużym i małym. Żeby efekty był bardziej widoczny jeden słoiczek był malutki a drugi bardzo duży. Także to doświadczenie powtarzaliśmy raz za razem i mimo że najważniejsze było, czyja świeczka zgaśnie pierwsza, udało się nam ustalić dlaczego świeczka w mniejszym słoiku gaśnie szybciej.

która świeczka zgaśnie szybciej?
Doświadczenie trzecie: butelka, której nie ma. Ustawiłam zapaloną świeczkę ok. 20 cm. za butelką i stojąc na wprost butelki (świeczka schowana za butelką) dmuchnęłam mocno i ... świeczka zgasła. Głowili się chwilkę nad tym, jak to się stało ;-)
Przygotowałam im też ogniste sekwencje do układania: Dominik miał naśladować wzór a Mikołaj uzupełnić brakujący element. Obaj poradzili sobie bez problemów.

ogniste sekwencje

Oczywiście musiała być ekspresja plastyczna - malowanie sadzą! Do zapalonych świeczek przykładaliśmy spód talerzyka a potem tą sadzą malowaliśmy. To była fajna=brudząca zabawa! No i teraz wiszą u nas prawdziwe dzieła sztuki.

przygotowujemy sadzę
 
dzieła sztuki ;-)

Przy okazji spaliliśmy kartkę papieru i porównywaliśmy popiół i sadzę. Było dotykanie, wąchanie, zdmuchiwanie i ustalanie kolorów. Okazuje się, że nazwy: szary i czarny wciąż się mylą.
No i na zakończenie: muzyka. Wieczorem gdy było ciemno, usiedliśmy sobie na dywanie, na środku postawiliśmy zapalone świece i słuchaliśmy utworu "Rytualny taniec ognia" Manuela De Falla. Następnie włączyłam utwór po raz drugi i chłopcy sami mieli udawać, że są płomieniami. To dopiero ekspresja!

poniedziałek, 26 września 2011

Morskie zabawy

Część minionych wakacji mieliśmy przyjemność spędzić w gorącym, bułgarskim słońcu. Całe dnie spędzaliśmy na plaży, gdzie chłopcy pływali, nurkowali, skakali z materaca do wody, kopali dołki w piasku, okładali się błotem, chlapali wodą - słowem: cieszyli się wakacjami. Kiedy leniwie leżałam pod parasolem, wpatrując się czarnomorskie fale, w mojej głowie roiło się od pomysłów. Oczywiście były to pomysły na morskie zabawy w domu. Ponieważ końcówka lata rozpieszczała nas w tym roku pogodą i wykorzystywaliśmy czas na spacery, morskie zabawy czekały sobie na kilka pochmurniejszych dni wrześniowych. Doczekały się.
Zaczęliśmy od obserwacji naszych wakacyjnych skarbów: muszelek, kamyków (które sami zbieraliśmy na plaży) oraz suszonego kraba, konika morskiego i rozgwiazd (kupionych w sklepiku z pamiątkami). Oglądaliśmy przez lupę, próbowaliśmy opisywać i porównywać. Kilka muszelek potłukliśmy, żeby pokazać chłopcom, co to znaczy, że są one kruche i delikatne. Dziwili się, że kamienie są całe i nic im nie szkodzi, nawet mocne tłucznie w nie  ;-)
 Zajęliśmy się też smakowaniem wody: słonej i słodkiej. To było bardzo zabawne dla dzieci, poza tym pamiętają jeszcze smak wody morskiej, której próbowali w wakacje. Na blogu Do dzieci z pasją, a konkretnie tutaj jest kilka doświadczeń, ze słoną wodą. My wykorzystaliśmy jedno z nich. Wrzuciliśmy do słodkiej wody ziemniaka i zaobserwowaliśmy, że zatonął. Potem chłopcy zaczęli wsypywać do wody sól, aż ziemniak wypłynął! Wtedy przekładali go z wody słonej do słodkiej i tak kilkanaście razy. Za każdym razem bawiło ich, że ziemniak w słonej wodzie pływa a w słodkiej tonie ;-)
 Przygotowałam, też książeczki do pisania - Mikołaj podpisywał (po kropkowanych literach) zwierzęta morskie, Dominik pisał samogłoski. Zdecydowanie teraz, Dominik wchodzi w fazę na pisanie! Kocha takie zadania. Za to Mikołajowi zapał minął ;-(
Dominik pisze samogłoski

Mikołaj podpisuje po śladzie

Odbijaliśmy też muszelki i kamyki w ciastolinie - efekt jest prześliczny! Tworzyliśmy nawet wzorki - kwiatki, kółeczka i samogłoski ;-)

muszelka w ciastolinie

Nie zabrakło też zabaw plastycznych. Wykonaliśmy rybki i rozgwiazdy z masy solnej, ozdobione makaronem a następnego dnia pomalowane farbami. Ta zabawa była świetna, chłopcy chętni do pracy i dumni z efektu końcowego. Planowałam, że wykorzystamy te zwierzątka, do zabawy w pojemniku sensorycznym (w połączeniu z niebieskim ryżem), ale chłopcy sprezentowali stworzonka Babci. Chyba będziemy musieli zrobić sobie kolejne ;-)


w czasie pracy

gotowe do pieczenia...

...i pomalowane morskie stworzonka

Dla Mikołaja przygotowałam nową wersję ćwiczenia pamięci na odległość. Tym razem miał obrazki z muszelkami przecięte na pół. Zaznaczał wybraną połówkę muszelki, po czym maszerował do pokoju, gdzie musiał znaleźć brakującą połówkę. Myślałam, że to będzie dla niego wyzwanie, ale okazało się bardzo proste. Choć bardzo mu się podobało, więc warto było ;-)

którą muszelkę wybrać teraz?
P.S. Ilustracje muszelek pochodzą z wrześniowej Nauczycielki Przedszkola.

środa, 7 września 2011

Cztery żywioły - powietrze

Nasze zabawy z powietrzem zaczęliśmy od prostego doświadczenia. Usiedliśmy na podłodze, pokazałam chłopcom mały słoiczek i spytałam: "co to jest?" Oczywiście odpowiedzieli, że słoik, więc zapytałam ich co jest w środku. Wyglądali przeuroczo gdy z poważnymi minami zaglądali do środka i mimo iż słoiczek był przezroczysty, przykładali go do oczu jak lunetę ;-) Po dłuższych oględzinach usłyszałam, że w słoiczku nic nie ma. Wtedy włożyłam słoiczek do miski z wodą, powoli wypuszczając z niego powietrze, tak że z wody wypadały bąbelki. To było fajne odkrycie dla Mikołaja - powiedział: "o mamo, tam jest powietrze!" Obaj chłopcy mogli sami sprawdzić, czy w słoiczku było powietrze a gdy je wypuściliśmy do środka wlała się woda. Rozmawialiśmy chwilkę o tym jaki kolor ma powietrze, co robi i czy w ogóle jest nam potrzebne. Pobawiliśmy się trochę dmuchając sobie na twarze.
Potem zrobiliśmy eksperyment pt. "papier, który nie zamaka". Do szklaneczki wcisnęłam kartkę papieru, tak żeby trzymała się dna, po czym wkładałam odwróconą do góry nogami szklankę do wody, wyjmowałam i... papier był suchy! Włożyłam szklankę ponownie i odwróciłam pod wodą, były bąbelki a po wyjęciu szklanki z wody papier był mokry. Rozmawialiśmy jak to się działo, dlaczego etc. a w między czasie chłopcy po kolei samodzielnie przeprowadzali ten eksperyment.
Potem był trzeci eksperyment, który wypływa niejako z eksperymentu z wodą, o którym pisałam w tym poście. Jest to doświadczenie, które znalazłam w książce Gettmana "Basic Montessori". Najpierw wrzuciłam do wody laseczkę plasteliny i sprawdziliśmy, że tonie. Potem kilkakrotnie zmieniałam kształt, była kulka, wąż, jajo, placek i za każdym razem plastelina tonęła. Dopiero, gdy zrobiłam miseczkę, plastelina pływała. Ustaliliśmy, że ma to jakiś związek z powietrzem, które pomaga plastelinie pływać. Potem każdy wybrał sobie kawałek plasteliny i sprawdzali osobiście. Jakie było zdziwienie Mikołaja, gdy zrobił miseczkę, ona zaczęła pływać a potem ją zatopił! Musieliśmy wyjaśniać jak to się stało - ale on był naprawdę zainteresowany!

plastelinowa miseczka pływa

Mikołaj eksperymentator ;-)

Potem zabraliśmy się za malowanie przy pomocy powietrza. Chłopcy mieli dmuchać przez rurki na rozrzedzoną farbę. Pierwsze co zrobił Dominik to wciągnięcie farby do rurki. Chyba za dużo ostatnio ćwiczyliśmy przenoszenia papierków przy pomocy słomek ;-) Po wymianie rureczki, dzielnie próbował, ale uznał, że rurka tylko przeszkadza.
Prawdę powiedziawszy, nie bardzo im się to podobało. Poprosili o pędzle i malowali. Mikołaj zaskoczył mnie bo powiedział: zróbmy zielony, po czym wymieszał żółty  z niebieskim. Namalował też dla mnie kwiatek.

kwiatek Mikołajka
A gdy wyszłam z Mikołajem do łazienki, żeby mu pomóc w szorowaniu farby, Dominik postanowił zostać tygryskiem i namalował sobie na nogach prążki.
I tak nasze bardzo fajnie spędzone popołudnie, zakończyło się porządną kąpielą naszego małego Tygryska ;-)

wtorek, 19 lipca 2011

Od ziarenka do bochenka a od kłosa...

...do nieplanowanej zabawy! Wczoraj Mikołaj zaczął dwutygodniową, wakacyjną sesję hipoterapii. W czasie gdy on ogląda świat z końskiego grzbietu, ja i Dominik spacerujemy i obserwujemy sobie przyrodę: robaczki, ślimaczki, listki, kałuże... Dziś spacerując doszliśmy do pola (no dobra poletka) zboża. Zabraliśmy kilka kłosów do domu (ale takich, które leżały złamane) i bawiliśmy się w obserwację. Co to?, jak wygląda?, jakie jest w dotyku? Chłopcy uczyli się też obserwacji przez lupę (nie wiem czemu wciąż przykładają ją do oka i dopiero patrzą).


Wspólna obserwacja

Potem pomyślałam, że pokażę im a nie tylko powiem, że z ziaren powstaje mąka. Dominik pieczołowicie wyłuskiwał ziarenka z naszych kłosów, po czym wpakowaliśmy te parę ziarenek do moździerza i tłukliśmy. To dopiero była atrakcja! Jak już każdy spróbował, wysypaliśmy zawartość moździerza na tacę i między kawałkami ziarenek był biały proszek. Trudno opisać jak oni się z tego cieszyli. Wołali: "mąka! to mąka! zrobimy ciasteczka!" ;-)


Mikołaj i moździerz

W trakcie naszej zabawy, przypomniałam sobie, że widziałam kiedyś w internecie historyjki obrazkowe pt. "Od ziarenka do bochenka", pobiegłam więc szybko poszukać i wydrukować. I tak do naszej zabawy w poznawanie świata, dołączyliśmy ćwiczenie narracji ;-)