Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

Pomiędzy...

Czerwiec wypadł nam jakoś pomiędzy. Po całomiesięcznym leniuchowaniu w maju (Mikołaj zdał egzaminy kończące pierwszą klasę pod koniec kwietnia), wypoczęci, nasyceni słońcem i zabawą na świeżym powietrzu wróciliśmy do naszych zajęć. Ale żeby nie było, że taka podła matka jestem co męczy dzieci niekończącą się nauką, śpieszę donieść, że pracujemy niewiele. W sam raz tyle ile nam potrzeba. Każdego dnia trochę matematyki i angielskiego oraz wspólne czytanie książek (tzn. mama czyta, chłopcy słuchają) a potem aż do wieczora: brudźcie się dzieci ile wlezie. Wszak jest prawdą ogólnie znaną, że dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. Patrząc codziennie wieczorem na moją trójkę, mogę stwierdzić tylko jedno: to naprawdę szczęśliwa trójka :)

 domowe farby do malowania palcami

Wczoraj rano usłyszałam rozmowę moich synów:
Mikołaj: "Hura! Wczoraj nie było zajęć."
Dominik: "Były! Był sklep!"
Mikołaj: "Nie było! Sklep to była zabawa a nie zajęcia."
Dominik: "To były zajęcia!"
Mikołaj: "Nieprawda! Zabawa!"
Dominik: "Nauka!"
Mikołaj: "Ale mama mówiła, że nauka może być zabawą."

 ćwiczymy dodawanie, odejmowanie, wydawanie reszty i decydowanie na co starczy nam pieniędzy a z czego zrezygnować

Korzystam z tego, że mamy więcej czasu żeby nasza nauka, naprawdę była zabawą. Nie musimy się spieszyć z materiałem, egzaminy dopiero za rok. Ze wszystkim zdążymy.


Znalazłam fajny pomysł na zrobienie łóżka dla ludzików lego, ale ponieważ nie chciałam marnować zużywać tuszu w drukarce, zaproponowałam chłopcom oklejenie pudełek po zapałkach folią samoprzylepną. Na wierzch naklejali kółeczka wydziurkowane zwykłym dziurkaczem. Trochę filcu jako pościel i gotowe. Mikołaj nawet zrobił misia-przytulankę dla swojego ludzika.



I tak korzystamy z dobrodziejstw edukacji domowych, uczymy się/bawimy i cieszymy wiosną przechodzącą w lato. I być może uda mi się pokazać na blogu co robimy w tym czerwcowym "pomiędzy". Pomiędzy wakacjami a wakacjami :)

środa, 12 lutego 2014

"Która godzina, pyta rodzina..."

Nadszedł czas aby zapoznać Mikołaja z zegarem. Dziecko wie, że czas płynie, zmieniają się pory roku, mijają lata, miesiące, dni tygodnia, świetnie orientuje się w kalendarzu. Brakowało tylko umiejętności określania godziny. Wzięliśmy się do pracy. Najpierw w pokoju zawisł zegar na wysokości wzroku chłopców. Nazywaliśmy te godziny kiedy tylko była okazja, trochę tłumaczyłam co i jak. Kolejnym krokiem było kupienie Mikołajowi zegarka na rękę - miało go to zmotywować do określania godzin. Hmm, nie wypaliło. Mój syn z uporem maniaka przekładał zegarek na prawą rękę, udając że jest to omnitrix (takie coś co ma Ben10). Zasadnicza funkcja zegarka uległa zapomnieniu. Potem zrobiliśmy z chłopcami zegary z papieru z ruchomymi wskazówkami, ja układałam godzinę oni naśladowali, nazywali co ułożyłam, układali co nazwałam - kombinacje były różne. Pełne godziny jakoś poszły, ale... Ale! Problem polegał na tym, że nazwa godziny była dla Mikołaja abstrakcją i nic, kompletnie nic nie oznaczała. Zapraszał np. gości na obiad na 20:00, albo mówił, że wstanie rano o 17:00 etc. Tak więc... wpadłam na pomysł. Stworzyliśmy plan dnia i nocy:

doba Mikołaja

Na dużych kartkach narysowałam rubryki i wpisywaliśmy porę dnia (rano, południe etc.), godzinę, rysunek co robię o danej godzinie. Zaczęliśmy od 5 rano (wszyscy śpią), 6 rano (tata wstaje i pije kawę) etc. Obok godziny rysowałam im malutkie zegarki, na których chłopcy sami zaznaczali wskazówki. Miałam w planie rozbicie tego na kilka dni, ale chłopcy tak się wciągnęli, że zrobiliśmy wszystko za jednym razem.

doba Dominika

Na koniec zwinęłam wszystko w rulon i pokazałam im, jak godziny następują po sobie. Chciałam skleić te rulony i tak zostawić, ale chłopcy postanowili nakleić sobie na drzwiach do pokoju. Rozmawialiśmy o tym, że godzina piąta rano zawsze oznacza bardzo wczesny ranek i nie je się wtedy kolacji. Zwróciliśmy uwagę, że każda godzina występuje dwa razy w ciągu doby, ale możemy ją inaczej nazwać (np. jedenasta i dwudziesta trzecia). Poznaliśmy znaczenie nowych słów określających czas, takich jak: doba, północ czy południe.

poranek Mikołaja

popołudnie Dominika

I bardzo fajnie spędziliśmy czas. To był jeden z tych nielicznych poranków kiedy edukacja domowa wydaje się być lekka i przyjemna. Oby jak najwięcej takich chwil!


sobota, 13 lipca 2013

O dodawaniu (w sumie) słów kilka...


Ćwiczymy dodawanie. Mamy kolorowe perły Montessori, które są wspaniałym materiałem do nauczania początków matematyki. Chciałam, żeby chłopcy opanowali pamięciowo dodawanie przynajmniej w zakresie 10 i uznałam, że jeśli zrobimy odpowiednią liczbę powtórek to w końcu się uda. Okazało się, że ta zasada nie zawsze się sprawdza a już na pewno nie w przypadku dzieci myślących wizualnie. Bowiem mimo wielu powtórek Mikołaj nie był w stanie zapamiętać ile jest 2+2 itp. a Dominik jakimś cudem zdołał. Na szczęście zanim dopadła mnie mega frustracja trafiłam do wkropki, gdzie jest lista linków o VSL. Poczytałam i dowiedziałam się, że to normalne dla dzieci myślących w ten sposób i że być może, Mikołaj nigdy nie nauczy się tych działań na pamięć, ALE to nie oznacza, że będzie miał trudności w matematyce. Dowiedziałam się kolejnej rzeczy o moim dziecku i po raz nie wiem który, zmieniam podejście do naszej nauki. Dalej ćwiczymy dodawanie, ale już  bez presji, na spokojnie. I tylko rośnie moja radość z edukacji domowej - bo powiedzcie, w jakiej szkole mój syn miałby szansę na tak zindywidualizowane podejście, dostosowane do jego stylu uczenia się?

W pudełeczku przykłady z dodawaniem. Należy wyjąć przykład, obliczyć przy pomocy koralików i sprawdzić wynik na odwrocie karteczki. Rozwiązane przykłady wrzucamy do słoiczka. Te przykłady przygotowała autorka bloga Hanna the Minx i razem z innymi fantastycznymi materiałami są dostępne tutaj.

przykłady do obliczeń
liczymy z koralikami...

Dominik szybko wymyślił swój sposób liczenia - nie używa koralików, tylko palców ;-)

...i na palcach

Kolejną zabawę podpowiedziała mi znajoma mama "hołmskulerka". Kartki z rubrykami (ja swoje robiłam ręcznie, co niestety widać, ale chłopcom  nie przeszkadzają te koślawe linie), ołówek, kostka do gry + koraliki dla Mikołaja i palce dla Dominika. Chłopcy to uwielbiają - ten element niespodzianki!

gotowa "gra"

I to co lubię najbardziej - wykorzystanie tego co mamy w domu i pozornie nie nadaje się do nauki. Wyjęłam ukochaną planszówkę Mikołaja i oznajmiłam, że zmieniamy zasady. Kto stanie na oznaczonym polu losuje z woreczka kostkę domina. Musi dodać kropki na kostkach i zapisać to działanie na karteczce. Taka karteczka to punkt. Wygrywa ten, kto ma najwięcej punktów na koniec gry.


Jak Mikołaj się cieszył, gdy losował kolejny przykład do obliczeń ;-) Grunt to motywacja!

sobota, 6 kwietnia 2013

Czekając na wiosnę

W naszej edukacji domowej, robimy mnóstwo rzeczy, które nie nadają się na osobne wpisy (przynajmniej wg moich kryteriów;-)) i choć zazwyczaj nie poluję na dzieci z aparatem fotograficznym w garści, zdarza się, że mamy trochę "luźnych" zdjęć z naszego czasu szkolnego. Ponieważ patrząc na kwietniowy śnieg za oknem, nie mam siły i chęci do stworzenia jakichś sensownych postów, pokazuję kilka naszych ostatnich zadań.

przelewanie wody
tworzenie "dziesiątek" ze złotych pereł
sortujemy przedmioty "żywe" i "nieożywione"
układamy ze szklanych kamyków liczby parzyste
lekcja geografii: przesmyk i cieśnina
rysujemy z plastikowymi "metalowymi ramkami"
jednen z ulubionych materiałów Dominika.
Mikołaj pisze opowiadania
tablice Seguina zrobione przez dziadziusia R.

A teraz poprosimy o trochę słońca, żebyśmy mogli zabrać naszą naukę na zewnątrz... 

piątek, 22 marca 2013

Przygoda z matematyką

Kiedy zaczęłam poznawać metodę montessori, najbardziej zachwycił mnie w niej sposób uczenia matematyki. Korzystanie z konkretów podczas nauki liczenia, nie jest niczym niezwykłym, jednak w montessori, z tych konkretów korzysta się dłużej i głębiej niż w tradycyjnych metodach. Dziś, chciałam napisać kilka słów o tym, jak wprowadzam chłopców w świat liczenia (głównie po montessoriańsku). TUTAJ można znaleźć pierwsze trzy numery Pobitych Garów, w których są fantastyczne artykuły Czyżyka dotyczące wprowadzania matematyki w metodzie montessori - szczerze polecam!
A my... zaczęliśmy od wprowadzania liczb na czerwono-niebieskich beleczkach, muszę jednak przyznać, że na początku te belki nie były ulubionym materiałem chłopców. Z czasem jednak matematyka zaczęła ich cieszyć, głównie dzięki urozmaiceniom wymyślanym przez mamę ;-)


Beleczki pomogły nam poznać cyfry, porównywać ilości i wprowadziły w początki dodawania. Jedna z moich ulubionych  zabaw polega na tym, że wybieram jakąś beleczkę, daję jednemu z chłopców i mówię np.: "to jest osiem. Znajdź dwie belki, które dadzą osiem" i potem "znajdź dwie inne belki, które dadzą osiem" etc. Wczoraj Mikołaj wyszukiwał trzy cyfry, które miały utworzyć dziewięć.
Pisałam już kiedyś o niektórych z naszych zabaw z belkami. 

I jeszcze słowo wyjśnienia: dlaczego belki? Dlaczego nie kamyczki, patyczki, kasztany? Otóż Maria Montessori zauważyła, że małe dzieci gdy liczą przedmioty np. trzy kamyczki liczą: "jeden, jeden, jeden". Zaobserwowałam to u Dominika gdy był młodszy: przedmioty liczył "po jedynce" a belki normalnie. Dopiero potem do beleczek dobieraliśmy przedmioty.


Mieliśmy już sporo doświadczeń z belkami, gdy zaobserwowałam u Dominika fazę wrażliwości na matematykę. Lliczył wszystko i wszędzie więc przedstawiłam mu kolorowe perły do liczenia. Od tej pory zaczął się matematyczny szał.

dopasuj perły do symbolu

Takie koraliki wspaniale nadają się do liczenia, przeliczania, dopasowywania do symbolu, do porównywania wielkości, dodawania. Przygotowałam większą ilość pereł w każdym kolorze dzięki czemu możemy dodawać do siebie takie same liczby.

tworzenie liczby siedem z korali

Nasze zadania z koralami wymyślałam na bieżąco w zależności od tego co chłopcy musieli poćwiczyć. Np.ustawiałam kilka figurek i każda z nich miała napisaną na karteczce cyfrę a chłopcy je dopasowywali. Pomagały nam figurki zwierzątek, autka, angry birds i co tylko aktualnie wzbudzało zainteresowanie chłopców. Dzięki temu szybko doszliśmy do dodawania i wprowadzenia "nastek" i dziesiątek.

Informacje techniczne:

czerwono - niebieskie beleczki / sztangi oryginalnie mają długość od 10 cm najkrótsza (1) do 1 m (10) i są pomalowane w czerwone i niebieskie pasy naprzemiennie. Z kilku względów zdecydowałam się na zrobienie wersji "stolikowej" i nasze beleczki mają: najkrótsza 3 cm (1) a najdłuższa 30 cm (10). Beleczki takie można kupić w markecie budowlanym i pomalować.

Co do perełek, to wspaniałą instrukcję do zrobienia wersji podstawowej napisała kiedyś Ewa. Ja korzystałam z jej podpowiedzi, ale nasze koraliki mają średnicę 8 mm i zrobiłam po kilka z każdego koloru (np.dziesięć jedynek, dziesięć dwójek etc.) bo chciałam, żeby służyły nam także do dodawania tych samych liczb.

wtorek, 9 października 2012

Ben 10, hot wheels i belki numeryczne Montessori

UWAGA: Ten tekst zawiera zabawy niezgodne z tradycyjną filozofią montessori. Osoby wyczulone na metodyczną poprawność czytają na własną odpowiedzialność.

Uczenie dzieci matematyki, nawet na poziomie bardzo podstawowym nie jest tym co robię najchętniej. Jakoś tak podświadomie wybieram inne zabawy i tematy, cyfry odkładając na "później". Dopiero oficjalne rozpoczęcie edukacji domowej sprawiło, że postanowiłam wziąć byka za rogi. Mikołaj potrafi trochę liczyć, ale sama nie wiedziałam dokładnie co i jak. Po wstępnym rozeznaniu, okazało się, że jesteśmy po etapie: "gdzie jest więcej?" a przed nami: "o ile więcej?". Wyciągnęłam nasze beleczki numeryczne i z zapałem zaczynam z Mikołajem ćwiczenia a on... hmm, w skrócie napiszę, że usłyszałam: "to jest nudne". Cóż było robić? Mogłam się uprzeć i ciągnąć dalej, bo przecież "trzeba się uczyć wszystkiego, nawet tego co nudne", ale... nie po to robimy edukację domową, żeby od początku dziecko zniechęcać do uczenia się. Potraktowałam tę sytuację jak wyzwanie - to ja mam sprawić, żeby nie było nudno! Proces godzenia się z tym, że materiał montessoriański jest bardziej atrakcyjny dla mnie niż dla Mikołaja trwał u mnie już od dłuższego czasu. Przyjęłam to wreszcie do wiadomości. Wyjęłam gazetkę z Ben10, która była ostatnią fascynacją Mikołaja i w kilka minut powstały takie oto zadania:

Gniew nad przepaścią

gotowy most

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia kim są te postaci z bajki Ben 10, nie oglądamy jej. Mikołaj jednak jest zafascynowany tymi potworami i walką z nimi, kupujemy więc gazetki. Dzięki temu miałam z czego wyciąć całkiem sporą liczbę tych stworów. Wymyśliłam prostą historię, o tym że stwór pomaga Ben 10 i musi zdobyć dla niego magiczny kamień (na końcu mostu kładłam kamyki szklane, za każdym razem inny i inaczej go nazywając), ale most nad przepaścią jest za krótki i my musimy mu pomóc. Mikołaj miał przeliczyć długość mostu, dołożyć tyle żeby miał odpowiednią długość (czyli na początku zawsze belkę 1) i zastąpić odpowiednio długim mostem. Ja dbałam, żeby używać potrzebnych komunikatów i żebyśmy za każdym razem ustalili: o ile dłuższy musi być nasz most.
To był hit! Mikołajowi tak się spodobało to zadanie, że chciał jeszcze i jeszcze - więcej niż mu przygotowałam. Ta sytuacja zapoczątkowała prawdziwe szaleństwo z belkami - za każdym razem wymyślałam nową "oprawę" do tych samych zadań. I tak, w podobny sposób bawiliśmy się hot wheelsami:

potrzebny dłuższy most...
...i do wyścigu!

Był także epizod rycerski, kiedy rycerze mieli za krótkie kopie i musieliśmy im szukać dłuższych:

rycerz lego i jego kopia

W końcu doszliśmy do innych zadań, belki traktując jak narzędzie pomocnicze.Mikołaj wykonywał wszystkie zadania z chęcią, ja się cieszyłam i ogólnie atmosfera wokół naszych matematycznych zadań była fantastyczna.
potwory i ich oczy

Udało mi się osiągnąć dwa cele: Mikołaj zrozumiał o co tak naprawdę chodzi w pytaniu "o ile więcej?" i pozbył się niechęci do belek. Teraz chętnie z nich korzysta i przestał na ich widok wołać: "to jest nudne!" A przy okazji... Dominik, który przygląda się i przysłuchuje zajęciom Mikołaja, od razu "załapał" o co chodzi w tych zadaniach. Tak to młodszy brat uczy się przy starszym ;-)


środa, 2 maja 2012

Domowe przedszkole Dominika - kwiecień

Nie mogę uwierzyć, że już minął kwiecień! Przeleciał bardzo szybko choć męcząco a nasza uwaga rozpraszała się na inne tematy niż zorganizowana nauka. Coś tam jednak zrobiliśmy...
Po dłuższej przerwie wróciły nasze zakrętki sylabowe i teraz Dominik z większym zainteresowaniem układał podpisy do obrazków i sam sprawdzał poprawność wykonania, po czym korygował. Bez słowa z mojej strony - uwielbiam tę montessoriańską zasadę samokontroli!

czytam co ułożyłem...

...i sam sprawdzam czy dobrze!

Poza tym poznajemy rymy. Teoretycznie czterolatek powinien rozpoznawać pary rymujących się wyrazów, jak pokazuje praktyka są czterolatki, które mają z tym problem. Ale od czego pomysłowa mama? Przygotowałam pary obrazków rymujących się i powoli Dominik uczy się je dopasowywać. Mimo trudności jaką mu to przysparza (on po prostu nie słyszy czy wyrazy się rymują czy nie) zabawa w rymowanie bardzo mu się spodobała i teraz cała rodzina próbuje wyszukiwać rymujące się wyrazy ;-)

dopasuj rymujące się wyrazy
Na razie Dominik nauczył się siedmiu par wyrazów, przed nami kolejne siedem z mojego zestawu. Będzie co robić w maju ;-)

Matematyka... cóż, muszę przyznać, że mocno zaniedbuję edukację matematyczną moich dzieci. Nie lubię matematyki i chyba podświadomie ta niechęć przenosi się na zadania, które przygotowuję chłopcom. W maju to się zmieni! Na razie Dominik doskonali przeliczanie w zakresie 10 pracując z czerwono - niebieskimi beleczkami. Niestety tak byłam zafascynowana, że to robi (przeliczał aż do 10 i się nie znudził!), że nie mam ani jednego zdjęcia. Mam za to zdjęcie zadania jeszcze świątecznego:

przeliczanie kurczaków

W tym miesiącu, Dominik chętnie sięgał po różową wieżę, brązowe schody i czerwone belki ale też nie udało mi się zrobić zdjęć. Układa swoje własne kompozycje - nie zgadza się na jakiekolwiek prezentacje ani gotowe wzory do naśladowania. Ja z radości, że wykazuje naturalne zainteresowanie materiałem nie nalegam i cieszę się, że materiał nie zalega bezczynnie na półkach.

Jak pisałam poznajemy kontynenty z naszą domowej roboty puzzlową mapą świata. Dominik potrafi sam ja ułożyć i prosi o lekcje trójstopniowe do nauki nazw poszczególnych kontynentów. Używamy tej mapy także, gdy czytamy książeczkę o zwierzętach świata - wyszukujemy wtedy kontynent na którym żyje dany gatunek.

poznaję świat

Rozpoczęliśmy prezentacje z albumu naukowego Karen Tyler, w której kursie mam wielką radość brać udział. Poniżej na zdjęciu podstawowe ćwiczenie wstępne - składanie latarki. Chyba nie muszę pisać, jak wielkim hitem była ta prosta zabawa ;-)

potrafię złożyć latarkę i sprawić, że zaświeci!

A tutaj zabawka naszej wspaniałej wolontariuszki, która przychodzi ćwiczyć z Mikołajem, ale pożycza nam niektóre ze swoich skarbów, żeby Dominik też mógł się pobawić. Zadanie polega na zapamiętaniu sekwencji korali i nawleczeniu ich w tej samej kolejności. Wielkie wyzwanie dla takiej małej wiercipięty jak moja, ale równocześnie wspaniałe ćwiczenie pamięci sekwencyjnej.

czy nawlekłeś tak samo?

Pewnego dnia Dominik poprosił o nożyczki i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu po raz pierwszy od wielu miesięcy, nie chciał wycinać po swojemu, tylko zażyczył sobie paski do przecinania. Z czasów, kiedy tak się bawił zostały mi jakieś resztki, więc mój chłopczyk wycinał.


Wykonywaliśmy też różne zadania w książeczkach dla maluchów. Nie są one zbyt montessoriańskie, ale Dominik bardzo je lubi więc...
Plany na maj mamy (ja mam) wielkie, zobaczymy jak nam pójdzie z realizacją. Mam nadzieję, że maj przyniesie nam piękną pogodę i energię do działania! Pięknego miesiąca Wszystkim ;-)


sobota, 11 lutego 2012

Serduszko puka...

W zasadzie walentynki to nie jest główny temat naszych zajęć, ale... Ale te wszystkie serca, które już od kilku tygodni królują na blogach, trochę mnie zainspirowały. Więc pobawiliśmy się niewalentynkowo, ale z sercem jako motywem przewodnim. Oto w wielkim skrócie, nasze zabawy.
Witrażowe serca - na wyciętych ze sztywnej folii sercach, malowaliśmy własne wzory. Teraz pięknie ozdabiają nasze drzwi balkonowe ;-)

serca - witrażyki

Wycinanki - udało mi się w końcu znaleźć coś, co łatwo wyciąć i daje ładny efekt. Na złożonych na pół kartkach, narysowałam połowę serca i pokazałam chłopcom jak wycinać. Bardzo im się podobało! Potem serca kolorowaliśmy kredkami pastelowymi (nie mogłam się oprzeć i też jedno zrobiłam;-)) i przypięliśmy spinaczami do sznureczka. Kolorują nam teraz te zimne, białe dni.

serduszkowe wycinanki

Serce przewlekanka. Tym razem zrobiłam z kartonu (blok techniczny kolorowy) dwustronne serce i dokleiłam do nitki kawałek wykałaczki. Ma to być przygotowanie do szycia. Na zdjęciu efekt pracy Mikołaja.

Gra w wojnę. Te karty przygotowałam jakiś czas temu (użyłam serc bo akurat miałam takie naklejki) i gramy nimi standardowo w wojnę, przy okazji doskonaląc licznie i porównywanie ilości.

karaty do gry w wojnę

A tutaj link do strony z kolorowankami i innymi zadaniami dla dzieci. W dziale połącz kropki, można znaleźć kartę z sercami - my skorzystaliśmy. Miłej zabawy ;-)

czwartek, 2 lutego 2012

Domowe przedszkole Dominika - styczeń

Minął styczeń. Nareszcie. Trudno nazwać go bardzo pracowitym w naszym domowym przedszkolu. Moje zniechęcenie i spowolnienie przyszło w parze z eksplozją samodzielnej zabawy Dominika. Jego niekończąca się ochota by ustawiać autka do wyścigów, spotkała się z milczącą aprobatą i zadowoleniem mamy. I tak nasze domowe przedszkole działało od przypadku do przypadku. Dopiero pod koniec miesiąca zabraliśmy się chętniej do pracy. A co robiliśmy?
(Dominik ma 3 lata i 7 miesięcy)

Oczywiście czytaliśmy sylaby ale spokojnie bez szaleństw. Poza tym Dominik bawił się trochę kartami, które Ewa udostępniła tutaj. Wcześniej był świadkiem pracy Mikołaja z tymi obrazkami, ale teraz sam mógł je dopasowywać. Bardzo ciekawe doświadczenie dla dziecka, że fryzura mamy i mały konik mają taką samą nazwę ;-)
Od czasu do czasu układamy sekwencje - teraz Dominik dokańcza podany wzór. Przygotowałam mu między innymi takie choinkowe sekwencje do układania (choinki wycinałam ze starego papieru do pakowania prezentów). Musimy jednak więcej takich zadań wykonywać, żeby wspomóc proces lateralizacji i ułatwić czytanie.

dokończ układać tak samo

Miałam w planie kontynuować liczenie z Dominikiem w zakresie dziesięciu, ale dostałam od niego prztyczka w nos. Okazuje się, że mój synek nie jest zbytnio zainteresowany liczeniem. Korzystając pomysłu, który dawno temu podpatrzyłam u K z bloga Do dzieci z pasją, zrobiliśmy sobie śnieżynkową matę do liczenia. Oczywiście trochę musiałam pozmieniać w szczegółach, ale zachowaliśmy główny pomysł. Mnie się najbardziej podobają cyfry napisane świecową kredką, które Dominik zamalowywał akwarelami. Chciałam robić matę do szóstki, ale przy czwórce Dominik był już kompletnie znudzony więc odpuściłam. Ale trochę policzyliśmy a małe rączki pracowały dziurkując śnieżynki i naklejając je.

śnieżynkowa mata
Żeby wzbudzić większe zainteresowanie, wyjęłam po kilku dniach brokat i Dominik ozdabiał swoją matę. Zainteresowanie wzbudziłam, tyle że mazianiem brokatowym żelem a nie liczeniem. Kolejna lekcja pokory od mojego dziecka ;-)

Po wizycie na wystawie szopek krakowskich, budowaliśmy podobne szopki z klocków. Poniżej nasze wspólne (moje i Dominika) dzieło.

szopka krakowska

Powróciła nasza różowa wieża i brązowe schody. Po ostatniej niechęci Dominika do pracy z tym materiałem, postanowiłam zrobić przerwę i schować go. Po kilku długich tygodniach, wyjęłam z powrotem i został przywitany z entuzjazmem. W obawie przed zniechęceniem niczego nie proponowałam i pozwoliłam na swobodną pracę z materiałem. Efekt?

mamo, spójrz co ja zrobiłem!

mamo, spójrz teraz taa dam!

tato, chodź zobacz moją budowlę!
Nie muszę chyba pisać jaką radość sprawił mi ten widok. Z jednym tylko nie mogę sobie poradzić - dodawaniem zabawek do tych budowli. Mikołaj zaraz stawia na szczycie żołnierza, wjeżdża autami (Dominik to naśladuje) a kiedy się nie zgadzam strasznie się złości. Jak mam mu wytłumaczyć, dlaczego się na to nie zgadzam? Mamy/Nauczycielki montessori - poradźcie jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach?

Poza tym Dominik z radością eksperymentuje z układaniem wzorów mozaiki, którą Mikołaj dostał od Babci i Dziadziusia. Zauważyłam, że ma problem z linią ukośną (np. ze złożeniem dwóch trójkątów w kwadrat) więc będziemy to ćwiczyć. A na razie wzory wymyśla sobie sam ;-)

wzór własny Dominika

I jeszcze nasze zimowe zabawy z ćwiczeń praktycznych. Przygotowuję je głównie dla Mikołaja, ale zawsze obaj chłopcy z nimi pracują. W tym miesiącu mieliśmy między innymi takie: wrzucanie kryształków lodu (kamyczki akrylowe) do pojemnika na lód, zasypywanie aut lawiną śniegową (waciki) i odśnieżanie ich. Na zdjęciu poniżej jest błąd - miseczka z kamyczkami powinna stać z lewej strony (zawsze ustawiamy wszystko od lewej do prawej tak jak dziecko będzie czytało).

jeden kryształek lodu do jednej gwiazdki
Złomek zasypany śniegiem

Kupiłam sobie ostatnio moździerz. Kupiłam bo był śliczny i za pół ceny (chociaż w zasadzie nie wiem ile normalnie kosztuje takie coś) a potem myślałam do czego by go wykorzystać? I tak wpadłam na pomysł kruszenia lodu, tyle że zamiast lodu używamy kostek cukru. Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że to był hit? To wielka rzadkość, że pozwalam dzieciom jeść cukier (właściwie zdarzyło się to pierwszy raz;-)), ale co tam. W końcu kostka cukru dziennie nawet moim dzieciom nie zaszkodzi ;-)

kruszymy cukier i wsypujemy do cukierniczki

A teraz dowód kulinarnych zmagań Dominika. Jako że zima ma wpływ na to co jemy, u nas często pojawiają się domowej roboty kluski, które przygotowuje ze mną mój mały synek. Przestawiam kluski śląskie i "wąże" handmade by Dominik.

kluski śląskie i "wąże"