piątek, 11 listopada 2011

Czytamy sylaby - B i L

Po dłuższej fazie odrzucenia czytania, nastąpił u nas powrót radości na widok sylab. Czytamy teraz sylaby ze spółgłoskami B i L, ale wracamy też do P i M. Dominik ma problem z łączeniem tych sylab choć nastąpił mały postęp i teraz chętniej układa wyrazy. Jak kiedyś pisałam, mój młodszy syn uczy się przez działanie dlatego wszystko co mu przygotowuję musi pozwalać na manipulowanie przedmiotami. Samo siedzenie, patrzenie i czytanie nie wchodzi w grę ;-) Po sukcesie naszych mini kręgli (przy nauce wymowy słowa: kula) przygotowałam kręgle sylabowe z butelek po jogurtach pitnych. Proste, tanie i tyle zabawy!

sylabowe kręgle

Przy nauce czytania sylab, uczymy rozpoznawania pojedynczych sylab. Ważne jest żeby pamiętać o sekwencjach sylab, odczytywanych zawsze od lewej strony do prawej. To jest szczególnie ważne, gdy dziecko ma skrzyżowaną lateralizację (lub nieustaloną). Poniżej pociąg z wagonikami a Dominik układał sylaby wg wzoru czytając je. Oczywiście do tej zabawy musiała być wymyślona fabuła: te sylaby to lista ładunków, które codziennie rano zawiadowca stacji dostarcza lokomotywom...itd. Grunt żeby było ciekawie!

sylabowe ładunki





Z zabaw układania sylab w szeregu, zdecydowanym hitem była u nas zabawa pt. Miś Bruno kupuje chleb. Miś Bruno chodził do piekarni kupować bułki, ciastka, babeczki, obwarzanki a droga wiodła przez sylabowy most. Miś Bruno podskakiwał na moście wołając głośno na jakiej sylabie stoi (za każdym razem mógł kupić tylko jedną rzecz). W to bawiliśmy się tak długo, aż ja już miałam dość!

Miś Bruno na sylabowym moście
Poza tym mam trochę obrazków z czasów Mikołaja: powycinane z książeczek i gazetek ilustracje, do których doklejałam komiksowe dymki i wpisywałam sylaby. To też ćwiczenie czytania sekwencji sylab.

pierwsze mini komiksy

Proste karty ze zdjęciami/obrazkami i dopasowywanie do nich podpisów pociętych na sylaby to znana zabawa w metodzie symultaniczno-sekwencyjnej. Wiele takich zabaw znajduje się we wszystkich częściach Moich Sylabek. Tutaj pierwsza dopasowywanka, którą przygotowałam jeszcze dla Mikołaja - dla ułatwienia pierwsza sylaba jest przyklejona, trzeba tylko dołożyć drugą.

dopasuj sylaby
I oczywiście na fali wykorzystywania gazetek dziecięcych, których kiedyś mieliśmy duuużo, droga Kubusia Puchatka i przyjaciół do Maleństwa. W gazetce trzeba było chyba policzyć rybki po drodze, ja nakleiłam im podpisy - imiona i malutki Kubuś (z jajka niespodzianki) płynie witając się z każdą rybką. Potem płynie Kłapouchy, itd...

jak masz na imię rybko?

Poza tymi zabawami, Dominik bardzo lubi najprostszą jaka może być. Każdy z nas ma pasek z jednym paradygmatem sylab (np. ja z L a on z B) a sylabki na zakrętkach są w pudełeczku. Naprzemiennie losujemy sylaby i jeśli wylosujemy taką jak mamy na pasku zabieramy, gdy sylabę przeciwnika, odkładamy z powrotem. Wciąż sprawia mu to wiele radości, muszę tylko ciągle przegrywać ;-)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Wszystkich Świętych i Zaduszki

Uwielbiam pierwszy listopada. Im jestem starsza, tym większą radość sprawia mi to Święto - Dzień Wszystkich Świętych. Od rana do nocy chodzi mi po głowie fragment piosenki Budki Suflera: "w niebie dzisiaj wszyscy Święci mają bal..." Chciałabym i moim dzieciom przekazać prawdziwy sens tego Dnia i dzięki temu wpisowi zaczęłam to pragnienie realizować. Wykorzystałam podpowiedź K. i postanowiłam przedstawić chłopcom naszych patronów. Wydrukowałam im zdjęcia, powkładałam w koszulki do segregatora i powstała książeczka "Nasi Święci Patroni". Na razie na każdej stronie jest tylko zdjęcie i podpis, ale planuję na kolejne imieniny dokładać, kartki z krótkimi informacjami na temat życia każdego patrona. Chłopcy byli zachwyceni tym, że mają patronów, że mają oni tak samo na imię. Dzięki zdjęciom stali się oni bardziej realni.  Dominik wszystkim opowiada, że jak umrze to pójdzie do nieba i spotka swojego patrona ;-) Aby chłopcy zapamiętali nazwiska Świętych, przy wieczornej modlitwie otwierają naszą książeczkę i odmawiamy mini litanię do naszych patronów.

książeczka z patronami
Przeglądając w sieci, pomysły na pierwszolistopadowe zabawy z dziećmi trafiłam na opisy bali Wszystkich Świętych. Sami zobaczcie tutaj, jaki wspaniały bal. Mam nadzieję, że pewnego dnia i nam uda się zorganizować podobną zabawę.
W czasie minionych Świąt odwiedzaliśmy groby dziadków (dla dzieci to były groby pradziadków). Było dużo okazji do rozmów o rodzinie, tłumaczenie pokrewieństwa oraz wiele pytań: "A kiedy my umrzemy?" Wspaniały czas poważnych rozmów z naszymi mądrymi synami.
Dla naszych zmarłych bliskich chłopcy zrobili znicze. Farbkami witrażowymi malowali słoiczki/szklaneczki a do środka włożyliśmy świeczki.
 
w trakcie pracy
gotowe znicze
W tym roku malowaliśmy znicze po raz pierwszy, ale zajęcie tak podobało się chłopcom, że w przyszłym roku na pewno to powtórzymy. W mojej głowie rodzą się kolejne pomysły...

wtorek, 1 listopada 2011

Domowe przedszkole Dominika - październik

W październiku większość naszego czasu zajmowały nam zabawy logopedyczne. Zdominowały one zupełnie nasze zajęcia, ale nie myślcie że było nudno. Bo przy takim żywiole jakim jest Dominik, nudzić się po prostu nie da ;-)
Oto kilka naszych logopedycznych zabaw - trochę ćwiczyliśmy sprawność narządów artykulacyjnych, ale głównie skupiłam się na wywołaniu głoski "k" i ćwiczeniu jej w wyrazach.
Gimnastyka narządów artykulacyjnych jest bardzo męcząca dlatego aby odwrócić uwagę Dominika, zastosowałam prosty trik. Na karty z autami (z gazetki Auta) nakleiłam karteczki z poleceniami do ćwiczeń. Losowaliśmy te karty i wykonywaliśmy ćwiczenia, ale oczywiście główna uwaga skupiona była na tym: "jakie auto wylosuję tym razem?" Nie mogłam w to uwierzyć, ale Dominik prosił o tę grę przez trzy tygodnie codziennie!

gimnastyka artykulacyjna z Zygzakiem

Wywołanie głoski "K" okazało się wielkim wyzwaniem. Gdy się już udało postanowiłam poświęcić po jednym dniu na naukę wymowy jednego konkretnego słowa. Pierwsze słowa to: kula, koło, kawa, kamień. Ponieważ Dominik jest bardzo żywym dzieckiem i uczy się najlepiej poprzez działanie, z góry odrzuciłam pracę na obrazkach. Potrzebowaliśmy konkretów do manipulowania. Oto kilka naszych ćwiczeń, podczas których wielokrotnie powtarzaliśmy nazwy:
  • wrzucanie szklanych kulek do pojemnika po jajkach
  • zabawa "w chowanego" z kulą - wkładałam kulę do nogawki Dominika lub na jego brzuszek i pytałam: "O! A co ty tutaj masz? Co się tutaj schowało?"
  • gra w mini kręgle -  to też kolejny hit!
  • przelewanie barwionej na brązowo wody do filiżanek (kawa)
  • wyklejanie kawą obrazka niedźwiedzia
  • losowanie z woreczka kulek i kółek i segregowanie ich
  • naklejanie pociągu z figur na kartce (z dużą ilością kół)
 Tych zabaw było oczywiście więcej, niektóre przygotowywane i obmyślane wcześniej, inne rodziły się spontanicznie. Oto migawki z pracy logopedycznej:

koło

kawa
 Jedno zadanie okazało się bardzo podchwytliwe. W woreczku były kulki, kółka i kamienie. Dominik miał losować, nazywać i rozdzielać do trzech pojemników. Jako że najpierw udawało mu się wyciągnąć same kółka, porozdzielał w ten sposób:

kula, koło, kamień
Dopiero później udało nam się zmieścić wszystkie przedmioty w trzech pojemniczkach:

efekt końcowy

To zadanie pokazało mi, że musimy poćwiczyć segregowanie ze względu na jakąś cechę abstrahując od koloru. A z głoską "k" Dominik radzi sobie coraz lepiej. Na razie ćwiczymy w nagłosie i śródgłosie, ale zdarza się mu powiedzieć poprawnie także w wygłosie.

W tym miesiącu Dominik "zapałał brakiem zapału" do różowej wieży i brązowych schodów. Dlaczego? Hmm. Nie wiem? Udało nam się poćwiczyć pojęcia "cienki" i "gruby" a przy okazji lekcji trójstopniowej wyrażenia przyimkowe. Ale ten materiał w październiku pokrył się kurzem... Mamy za to dużo ćwiczeń dotykowych z woreczkami. Na zdjęciu Dominik z zasłoniętymi oczami rozdziela orzechy włoskie od kasztanów.

kasztany na lewo, orzechy na prawo


Wróciła  miłość do czytania sylab, przeszliśmy do sylab ze spółgłoskami: "B" i "L". I to się naszemu Tygryskowi podoba! Ale o sylabach będzie osobno.
Wielkim zainteresowaniem wciąż cieszą się szorstkie samogłoski, zwłaszcza, że korzysta z nich też Mikołaj...
Poza tym odnalazłam karty, które przygotowywałam na nasz morski temat: segregowanie zwierząt żyjących w morzu i na lądzie. A skoro znalazłam, to się pobawiliśmy ;-)

gdzie mieszkają?
A tu nasza przewlekanka do tematu o liściach (zrobiłam z pianki kreatywnej). Obaj chłopcy się nią bawili, Mikołaj z zachwytem i skupieniem, Dominik lekko niezadowolony, bo mu co chwilę się plątało. Ale udało się!
 
Dominik uwielbia też rysować - namiętnie portretuje tatę, czasem mamę. Bardzo chętnie wycina - tnie kartkę na malutkie kawałeczki i na każdym coś rysuje. Potrafi to robić bardzo długo, co chwilę wołając: "Mamo, spójrz co wyciąłem!" Jego odrodzona miłość do nożyczek była dla mnie zaskoczeniem, bo już od dłuższego czasu nie chciał wycinać. Okazało się, że mu się po prostu znudziły paski do przecinania, niezależnie od tego, jakie naklejki czy pieczątki na nich były. On miał ochotę ciąć po swojemu!
Mamy też fazę na naklejki i książeczki z zadaniami dla przedszkolaków. Jest bardzo dumny, bo po skończeniu  Akademii Trzylatka wzięliśmy się za Akademię Czterolatka ;-)
Czas w naszym domowym przedszkolu biegnie bardzo szybko i daje nam dużo radości. Bo jak tu się nie cieszyć, gdy co dzień słyszę pytanie: "Mamo, pouczymy się? Plooosę cię" ;-)))


czwartek, 27 października 2011

Liście

Postanowiłam, że najwyższy czas zająć się roślinami i teraz kiedy Mikołaj wreszcie wykazuje chęć współpracy i podąża za moimi propozycjami, uporządkujemy trochę jego wiedzę i poszerzymy słownictwo. Temat roślin pasuje bardziej do wiosny, więc żeby go trochę "ujesiennić" szczegółowo zajęliśmy się liśćmi.
Najpierw, wyposażeni w dużą papierową torbę, odbyliśmy wielką ekspedycję do parku w poszukiwaniu skarbów jesieni. Zbieraliśmy żołędzie, kasztany i mnóstwo liści. Przy okazji obserwowaliśmy dokładniej liście, opisywałam im budowę liścia (blaszka liściowa, ogonek i nerwy). Potem bawiliśmy się w zagadki - każdy wybierał sobie liść, a ja pytałam: czy Twój liść ma ogonek? A czy ma nerwy? etc. Dzięki tym zagadkom, zapamiętali bez problemów ;-) Trochę nazywałam, z którego drzewa pochodzą liście, ale takie rozpoznawanie zostawiamy sobie na wiosnę.
W domu odbijaliśmy liście, chowając je pod kartką i rysując po niej leżącą kredką świecową.  Technika mało oryginalna, ale daje fajny efekt. Chłopcy nie byli zbyt zachwyceni, w odróżnieniu ode mnie - mogłabym tak odbijać bez końca!

praca Dominika
Mnóstwo jesiennych zabaw z szeleszczeniem liści, podrzucaniem, zdmuchiwaniem a do tego odrysowywanie i dopasowywanie kształtów na kartce.
Z tej strony wydrukowałam im liście. Chłopcy łączyli kropki (znów nazywaliśmy części liścia) i kolorowali. Nie wiem dlaczego Dominik wybrał niebieski jako kolor jesienny. Może ma z tym coś wspólnego fakt, że niebieski to jego ulubiony kolor?

w ciszy i skupieniu...

Wykorzystywaliśmy też liście do układania sekwencji - to już głównie Dominik.
odrywa liście z gałązki

naśladowanie sekwencji

Z liśćmi spotykamy się teraz codziennie. Dopóki są bawimy się nimi na całego. I uczymy się też! Gdybyście widzieli minę wolontariuszki pracującej z Mikołajem, gdy przyniosła mu liście na zajęcia a on wziął jeden do ręki i powiedział: "Spójrz, tu są nerwy i tam płynie woda i sok"! (miało być soki odżywcze)
A Dominik codziennie robi bukiet z liści wołając: "Mamo, znowu znalazłem skarb jesieni"!

poniedziałek, 24 października 2011

Pojemnik sensoryczny - Jesień.

Począwszy od października, postanowiłam wymyślać temat, wokół którego będą się kręciły nasze zabawy przez cały miesiąc. Nasz temat październikowy nie jest chyba zaskoczeniem ;-). Tak, tak to "Jesień". Między innymi przygotowałam chłopcom jesienny pojemnik sensoryczny. Kiedy go wyjmowałam po raz pierwszy i powiedziałam, że teraz w naszym pojemniku jest jesień, Mikołaj zawołał: "tylko nie jesień!" Chyba ma dziecko przesyt: jesień w przedszkolu, jesień na spacerze i nawet jesień w domu;-) Ale kiedy zdjęłam pokrywę i zajrzał do środka zawołał: "Wow! Ja chcę lisa!". I zabawę można było zacząć. A oto i nasz pojemnik:

jesienny pojemnik sensoryczny

W środku:
  • orzechy włoskie i laskowe, kasztany, żołędzie, szyszki, nasiona klonu, liście (prawdziwe)
  • polarowe gniazdka, korkowe pudełeczko, drewniany grzybek  (pojemnik na igły)
  • drewniana łyżeczka i szczypce
  • drewniane schodki i kartonowy rulonik
  • jeżyk, wiewióreczka i rudy kotek udający lisa ;-)
  • dno wyłożyłam sztuczną trawą z naszej łąki

w trakcie zabawy
Zabawa w gromadzenie zapasów bardzo spodobała się Dominikowi. Mikołaj wolał walki między zwierzętami, wypadki w których ktoś spada, głośno krzyczy... czyli bez niespodzianek ;-)

środa, 19 października 2011

Jabłka

Miało nie być o jabłkach. Nie przygotowywałam sobie zadań w tym temacie, ale... Ale gdy mój mąż przyniósł mi wielgachną reklamówkę pełną jabłek, zmieniłam zdanie. I jest o jabłkach.
Jak wiele naszych zabaw, zaczęliśmy od obserwacji i płynnie przeszliśmy do wielozmysłowego poznawania. Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć, trudno było fotografować, mając ręce w soku z jabłek;-)
Przygotowałam dla chłopców cztery różniące się wyglądem, dotykiem i smakiem jabłka: rubin, koksa gala, golden delicjusz i szara reneta. Każdy wybrał po jednym i opisywaliśmy je. Jaki ma kolor?/kształt?/zapach?/jakie jest w dotyku?(gładkie czy szorstkie)? Ustawialiśmy nawet w kolejności stopniując gładkość skórki. Wtedy Dominik wymyślił, żebyśmy sprawdzili, które jabłko tonie a które pływa. Nalałam więc szybko wody do garnka i okazało się, że każde jabłko pływa! Chyba widać po minach, że zabawa im się podobała?

jabłko - tonie czy pływa?

Potem było tylko weselej. Poznawaliśmy budowę jabłka, przekrawałam jabłka w poprzek i wzdłuż, opisywałam, podawałam nazwy (skórka, ogonek, gniazdo nasienne, pestki, miąższ). I wreszcie nadszedł czas na smakowanie. Próbowaliśmy , każdego gatunku po kolei. Dominik przy koksie gali stwierdził, że ma bananowy smak a Mikołaj powiedział, że rubin jest jego ulubiony. Porozmawialiśmy chwilę o tym co możemy zrobić z jabłek, po czym przystąpiliśmy do dzieła. Robiliśmy herbatkę i surówkę. Ja obrałam jabłka a chłopcy pourywali skórkę na malutkie kawałeczki, które wysuszyliśmy w piekarniku. Potem tarli jabłka na tarce, żeby zrobić surówkę. Okazuje się, że to bardzo trudna praca, większość musiałam zetrzeć ja. Tarte jabłko z miodem to pierwsza (i na razie jedyna) "surówka" jaką zjadł Mikołaj!

Mikołaj trze jabłka

Posileni i w oczekiwaniu na herbatkę, zrobiliśmy sobie papier do pakowania prezentów. Stemplowaliśmy jabłka na szarym papierze, niestety za bardzo rozcieńczyłam farbę i ślady się rozmywały. Ale zabawa była przednia a my mamy piękny kolorowy papier do pakowania prezentów.

stemplowanie jabłkami
A w czasie malowania słuchaliśmy tej piosenki...
Przy okazji, przypomniało mi się, że mamy jabłka do układania rosnącego lub malejącego szeregu z tej strony. No i gdybym miała tusz w drukarce, wydrukowałabym cykl życia jabłka. A ponieważ chwilowo tuszu brak oglądaliśmy sobie taką animację.

Muszę przyznać, że te zajęcia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam, się, że mając (i jedząc) jabłka codziennie przez większość dni w roku, można tyle się jeszcze o nich nauczyć. I znów okazuje się, że najtrudniej wymyślić to co jest najbardziej oczywiste ;- )

niedziela, 16 października 2011

Cztery żywioły - ogień!

Nadszedł czas na ostatni z żywiołów - ogień. Muszę przyznać, że zabawy z ogniem były zdecydowanie najfajniejsze - chłopcy przyzwyczaili się do naszych wspólnych zadań w trójkę a do tego ogień jest taki atrakcyjny.
Zaczęliśmy jak zawsze od obserwacji. Posadziłam chłopaków na podłodze w ciemnym przedpokoju, poprosiłam żeby zamknęli oczy i wniosłam zapaloną świecę. Ile było ochów i achów gdy ją zobaczyli ;-) Chwilę porozmawialiśmy o tym jaki jest ogień (uparcie poszerzamy słownictwo Mikołaja - tym razem skupiliśmy się na przymiotnikach), obserwowaliśmy a Dominik doświadczył nawet osobiście jaki jest gorący wkładając palec w płomień!
Potem przenieśliśmy się do stołu i zaczęliśmy eksperymenty.
Doświadczenie pierwsze: zapaliłam dwie świeczki, jedną z nich przykryliśmy słoikiem i obserwowaliśmy co się stanie. Po kilku powtórzeniach gdy na zmianę przykrywaliśmy obie świeczki, ustaliliśmy, że aby palił się ogień potrzebne jest powietrze.
Doświadczenie drugie: nasze świeczki przykrywaliśmy dwoma słoikami: dużym i małym. Żeby efekty był bardziej widoczny jeden słoiczek był malutki a drugi bardzo duży. Także to doświadczenie powtarzaliśmy raz za razem i mimo że najważniejsze było, czyja świeczka zgaśnie pierwsza, udało się nam ustalić dlaczego świeczka w mniejszym słoiku gaśnie szybciej.

która świeczka zgaśnie szybciej?
Doświadczenie trzecie: butelka, której nie ma. Ustawiłam zapaloną świeczkę ok. 20 cm. za butelką i stojąc na wprost butelki (świeczka schowana za butelką) dmuchnęłam mocno i ... świeczka zgasła. Głowili się chwilkę nad tym, jak to się stało ;-)
Przygotowałam im też ogniste sekwencje do układania: Dominik miał naśladować wzór a Mikołaj uzupełnić brakujący element. Obaj poradzili sobie bez problemów.

ogniste sekwencje

Oczywiście musiała być ekspresja plastyczna - malowanie sadzą! Do zapalonych świeczek przykładaliśmy spód talerzyka a potem tą sadzą malowaliśmy. To była fajna=brudząca zabawa! No i teraz wiszą u nas prawdziwe dzieła sztuki.

przygotowujemy sadzę
 
dzieła sztuki ;-)

Przy okazji spaliliśmy kartkę papieru i porównywaliśmy popiół i sadzę. Było dotykanie, wąchanie, zdmuchiwanie i ustalanie kolorów. Okazuje się, że nazwy: szary i czarny wciąż się mylą.
No i na zakończenie: muzyka. Wieczorem gdy było ciemno, usiedliśmy sobie na dywanie, na środku postawiliśmy zapalone świece i słuchaliśmy utworu "Rytualny taniec ognia" Manuela De Falla. Następnie włączyłam utwór po raz drugi i chłopcy sami mieli udawać, że są płomieniami. To dopiero ekspresja!